30.05.2026, 18:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 18:45 przez Primrose Lestrange.)
Dziewczyna nie potrafiła zachować pokerowej twarzy. Niemrawo wpatrywala się w miotłę przez kilka długich sekund, póki się w sobie nie zebrała do podniesienia jej i oparcia o ścianę. Widać było, jak trawi jakąś myśl. Wpierw nie potrafiła doszukać się w niej żadnego smaku, później przyszedł czas na gorycz, cierpkość i… przełknęła ją, godząc się z czymś, z czym niekoniecznie godzić się umiała.
– Pokażę ci, ale… – przygryzła wargę – znaczy no bez „ale”, zwyczajnie doszłam do wniosku, że muszę być bardziej przemęczona niż myślałam. Wiem, cały dzień siedzę przy biurku i chodzę na spacerki po baśniowym ogrodzie, a i tak narzekam. – Frustracja na jej twarzy była szczera. Ta klapa w piwnicy, przed którą uciekała z całych sił wydawała się nagle niesamowicie odległą koncepcją. Primrose była zdolna w kategoriach, które rozumiała i zdecydowanie potrafiła knuć intrygi godne największych plotkar szkolnych korytarzy, ale miała wyraźny problem z dostrzeganiem oczywistych zagrożeń. Zdecydowanie nie nadawała się na kurs Aurorski, bo jej intuicja kończyła się dokładnie w tym miejscu, w którym cudze oczy uciekały w bok podczas rozmowy na istotny temat. Zdecydowanie lepiej znała się na ludziach, niż na tym co ich otaczało.
– No dobra, pokazuj tę girę.
Te wszystkie demony dzisiejszego dnia wydawały jej się tak samo rzeczywiste, jak straszne opowieści opowiadane pod kołdrą podczas wakacji u babci.
Miała jednak dobre wyczucie ludzkich granic. Delikatne ręce dotykające cudzego ciała robiły to z gracją, jakiej oczekiwano od kogoś podejmującego się tego zawodu. Na widok krwi, tym razem nierozmazanej, bo wreszcie założyła na czubek nosa okulary, w jej spojrzeniu rozbłysła należyta wnikliwość. Oczyściła tę ranę i nałożyła na nią mazidło, od którego momentalnie zaczęła się zabliźniać.
– Będzie git – poinformowała – ale mi to przypomniało, jak mnie ktoś w Mungu wrobił, że jak ci się gwóźdź wbije w stopę, to czubek może się ułamać i popłynąć żyłami prosto do serca. To chyba był doktor Prewett? Dorindka mi potem powiedziała, że się z chujem na łby pozamieniał. – Zamilkła na moment. – Cokolwiek to znaczy. To ja ci pokażę tę klapę.
– Pokażę ci, ale… – przygryzła wargę – znaczy no bez „ale”, zwyczajnie doszłam do wniosku, że muszę być bardziej przemęczona niż myślałam. Wiem, cały dzień siedzę przy biurku i chodzę na spacerki po baśniowym ogrodzie, a i tak narzekam. – Frustracja na jej twarzy była szczera. Ta klapa w piwnicy, przed którą uciekała z całych sił wydawała się nagle niesamowicie odległą koncepcją. Primrose była zdolna w kategoriach, które rozumiała i zdecydowanie potrafiła knuć intrygi godne największych plotkar szkolnych korytarzy, ale miała wyraźny problem z dostrzeganiem oczywistych zagrożeń. Zdecydowanie nie nadawała się na kurs Aurorski, bo jej intuicja kończyła się dokładnie w tym miejscu, w którym cudze oczy uciekały w bok podczas rozmowy na istotny temat. Zdecydowanie lepiej znała się na ludziach, niż na tym co ich otaczało.
– No dobra, pokazuj tę girę.
Te wszystkie demony dzisiejszego dnia wydawały jej się tak samo rzeczywiste, jak straszne opowieści opowiadane pod kołdrą podczas wakacji u babci.
Miała jednak dobre wyczucie ludzkich granic. Delikatne ręce dotykające cudzego ciała robiły to z gracją, jakiej oczekiwano od kogoś podejmującego się tego zawodu. Na widok krwi, tym razem nierozmazanej, bo wreszcie założyła na czubek nosa okulary, w jej spojrzeniu rozbłysła należyta wnikliwość. Oczyściła tę ranę i nałożyła na nią mazidło, od którego momentalnie zaczęła się zabliźniać.
– Będzie git – poinformowała – ale mi to przypomniało, jak mnie ktoś w Mungu wrobił, że jak ci się gwóźdź wbije w stopę, to czubek może się ułamać i popłynąć żyłami prosto do serca. To chyba był doktor Prewett? Dorindka mi potem powiedziała, że się z chujem na łby pozamieniał. – Zamilkła na moment. – Cokolwiek to znaczy. To ja ci pokażę tę klapę.