30.05.2026, 23:29 ✶
Dægberht nie lubił oceniania książek po okładce ani ludzi po pozorach, dlatego zmierzył przybyłego tu przed chwilą jegomościa spojrzeniem (przerywanym kilkoma powrotami do posągu – bo przecież nie mógł przestać na niego patrzeć bez obaw o własne życie) i wziął go wpierw za włóczęgę, następnie za pijaka. Kiedy już się na sobie zawiódł przez tak bezczelne traktowanie obcych ludzi (nawet jeśli cała walka rozgrywała się w jego głowie, to wciąż było to bardzo rzeczywiste), przypomniał sobie nagle o czymś dosyć ważnym – nieszczególnie mu to pijaństwo przeszkadzało. Może sam spijał się co najwyżej rumem, żeby lepiej rymować, to się jednak wychował w portowej knajpie i nie był mu obcy widok kogoś, od kogo capiło wódą, chociaż trzymał w dłoni całkiem niepozorny termos.
– Dzięki – spróbował odpowiedzieć nonszalancko, ale nonszalancji w nim nie było. Gdyby ktoś zechciał spisać tę scenę na pergaminie, do jego dialogów musiałby użyć najbardziej fikuśnej czcionki, a później przydusić zwiniętą rolkę koronką tak, jakby była szyją pierwszoklasistki występującej na szkolnym apelu. – Oddam zupełnie za darmo. – Sam to niby powiedział, w dodatku w pierwszej chwili uznał to za naprawdę dobry dowcip, ale po chwili pobladł i tak mu mina zrzedła, jakby efektem miała być czyjaś śmierć. Zdenerwowany przęłknął ślinę i bardzo szczerze tegoż pijaczynę przeprosił. – Wybacz, to kłamstwo. Nie wiem, czy możesz to zabrać, bo nie jest moje! – I bardzo chętnie by się tego pozbył, ale nie mógł przecież zrobić tego za sprawą kłamstwa lub niedopowiedzenia.
Na szczęście nie musiał być wylewny w temacie powodów tak dziwnego zachowania. Mógł zamilknąć, poprawić i tak nienagannie ułożone włosy i zastanowić się nad tym, czy warto było uciec stąd biegiem. Wydanie się w tym, iż złożył przysięgę Pani Księżyca wywoływało u niektórych atak niepohamowanej głupawki, podczas której celowo go prowokowali. Zupełnie jakby chcieli zobaczyć, czy przy kłamstwie naprawdę zdecyduje się uciąć własny język.
– Dzięki – spróbował odpowiedzieć nonszalancko, ale nonszalancji w nim nie było. Gdyby ktoś zechciał spisać tę scenę na pergaminie, do jego dialogów musiałby użyć najbardziej fikuśnej czcionki, a później przydusić zwiniętą rolkę koronką tak, jakby była szyją pierwszoklasistki występującej na szkolnym apelu. – Oddam zupełnie za darmo. – Sam to niby powiedział, w dodatku w pierwszej chwili uznał to za naprawdę dobry dowcip, ale po chwili pobladł i tak mu mina zrzedła, jakby efektem miała być czyjaś śmierć. Zdenerwowany przęłknął ślinę i bardzo szczerze tegoż pijaczynę przeprosił. – Wybacz, to kłamstwo. Nie wiem, czy możesz to zabrać, bo nie jest moje! – I bardzo chętnie by się tego pozbył, ale nie mógł przecież zrobić tego za sprawą kłamstwa lub niedopowiedzenia.
Na szczęście nie musiał być wylewny w temacie powodów tak dziwnego zachowania. Mógł zamilknąć, poprawić i tak nienagannie ułożone włosy i zastanowić się nad tym, czy warto było uciec stąd biegiem. Wydanie się w tym, iż złożył przysięgę Pani Księżyca wywoływało u niektórych atak niepohamowanej głupawki, podczas której celowo go prowokowali. Zupełnie jakby chcieli zobaczyć, czy przy kłamstwie naprawdę zdecyduje się uciąć własny język.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr