31.05.2026, 21:23 ✶
Słowa uzdrowiciela oraz fakt, że chciał jak najszybciej pozbyć się nieznanej substancji z dłoni, ponownie ją zaniepokoiły.
– Nie? W takim razie może pow… – zamierzała zasugerować poinformowanie o tym incydencie kogoś z rodu Lestrange, w celu uniknięcia potencjalnych problemów. Jednak kolejna wypowiedź Basiliusa zmroziła jej (nomen omen) krew w żyłach. Ekscytacja z potencjalnej zagadki do rozwiązania zmieniła się w przerażenie. Dziewczyna wybałuszyła oczy, a następnie zaczęła spoglądać nerwowo na ziemię, z której wydobywał się dziwny dźwięk oraz na ręce towarzysza.
– N-na Matkę… – wymsknęło jej się instynktownie. Na szczęście Dolohovówna normalnie mówiła dość cicho, więc istniała szansa, że nikt tego nie usłyszał. – Wielu istot… T-to straszne. – odpowiedziała już ciszej, kiedy pierwszy szok minął i przypomniała sobie, gdzie dokładnie się znajduje. Za którymś z krzaków róży mógł skryć się przecież elf albo co gorsza inny czarodziej. Prewett najpewniej miał rację mówiąc, że nie powinni byli znaleźć tego flakonika, a więc teraz musieli uważać.
Spróbowała przypomnieć sobie, czy podczas balu wpadło jej uszy coś, co mogłoby stanowić jakąkolwiek poszlakę, lecz ostatecznie pokręciła głową z rezygnacją.
– Niestety nie. Słyszałam tylko plotkę o tym, że ponoć Primrose Lestrange jest niezrównoważona, ale nawet jeśli to prawda to… Do stworzenia takiego eliksiru mógłby się posunąć chyba tylko ktoś naprawdę okrutny. – nie posądzałaby Primrose o coś takiego, chociaż… Od Spalonej Nocy nie opuszczało jej przeczucie, że każdy z członków czystokrwistej elity mógł należeć do grona zwolenników Czarnego Pana. Starała się wyciszać ten paranoiczny głos w głowie, lecz ziarno niepokoju zostało zasiane. – Myśli pan, że oni za tym stoją? – chodziło oczywiście o ród Lestrange, znany z biegłości w dziedzinie alchemii. – A jeśli tak, to czego mógłby służyć taki czarnomagiczny elikir? Czyżby czarne róże stanowiły jakiś efekt uboczny? – wypowiedziała szeptem swoje przemyślenia, by czarodziej lepiej znający się na tworzeniu eliksirów mógł rozwiać jej wątpliwości.
– Nie? W takim razie może pow… – zamierzała zasugerować poinformowanie o tym incydencie kogoś z rodu Lestrange, w celu uniknięcia potencjalnych problemów. Jednak kolejna wypowiedź Basiliusa zmroziła jej (nomen omen) krew w żyłach. Ekscytacja z potencjalnej zagadki do rozwiązania zmieniła się w przerażenie. Dziewczyna wybałuszyła oczy, a następnie zaczęła spoglądać nerwowo na ziemię, z której wydobywał się dziwny dźwięk oraz na ręce towarzysza.
– N-na Matkę… – wymsknęło jej się instynktownie. Na szczęście Dolohovówna normalnie mówiła dość cicho, więc istniała szansa, że nikt tego nie usłyszał. – Wielu istot… T-to straszne. – odpowiedziała już ciszej, kiedy pierwszy szok minął i przypomniała sobie, gdzie dokładnie się znajduje. Za którymś z krzaków róży mógł skryć się przecież elf albo co gorsza inny czarodziej. Prewett najpewniej miał rację mówiąc, że nie powinni byli znaleźć tego flakonika, a więc teraz musieli uważać.
Spróbowała przypomnieć sobie, czy podczas balu wpadło jej uszy coś, co mogłoby stanowić jakąkolwiek poszlakę, lecz ostatecznie pokręciła głową z rezygnacją.
– Niestety nie. Słyszałam tylko plotkę o tym, że ponoć Primrose Lestrange jest niezrównoważona, ale nawet jeśli to prawda to… Do stworzenia takiego eliksiru mógłby się posunąć chyba tylko ktoś naprawdę okrutny. – nie posądzałaby Primrose o coś takiego, chociaż… Od Spalonej Nocy nie opuszczało jej przeczucie, że każdy z członków czystokrwistej elity mógł należeć do grona zwolenników Czarnego Pana. Starała się wyciszać ten paranoiczny głos w głowie, lecz ziarno niepokoju zostało zasiane. – Myśli pan, że oni za tym stoją? – chodziło oczywiście o ród Lestrange, znany z biegłości w dziedzinie alchemii. – A jeśli tak, to czego mógłby służyć taki czarnomagiczny elikir? Czyżby czarne róże stanowiły jakiś efekt uboczny? – wypowiedziała szeptem swoje przemyślenia, by czarodziej lepiej znający się na tworzeniu eliksirów mógł rozwiać jej wątpliwości.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.