Z lilią we włosach Sauriel poszurał sobie nogami dalej. Poprzyglądał się jednemu, drugiemu stanowisku, z daleka pooglądał jak Victoria z nieznaną mu osobą gania się z... z kimś. Cokolwiek tam robiły aurorzy rzucali się w oczy. Przynajmniej jemu się rzucali. I to mini-zamieszanie naprowadziło go na kolejne stoisko. Takie, na które sroki patrzyły ze ślinotokiem i wszystkim księżniczkom oczy się błyszczały. Sauriel lubił biżuterię. Nie dało się tego nie zauważyć, biorąc pod uwagę jak wiele potrafił nosić pierścieni. Dlatego też głaadziutkim kroczkiem podszedł do stoiska pani Zamfir i zaczął sobie grzecznie oglądać, co ciekawego tam ma. A miała sporo ciekawych rzeczy. Chociaż niekoniecznie wierzył w przeznaczenie (choć potrafił o nim wspominać tak, jakby wierzył), niekoniecznie też wierzył w to, że twój znak zodiaku, liczba życia czy inne pierdy jakkolwiek definiowały to, kim jesteś, albo kim będziesz, to jednak trochę go to zawsze ciekawiło i wręcz fascynowało. Głównie dlatego, że nie rozumiał, skąd potrzeba wiedźm identyfikowania się z takimi rzeczami. O, na przykład jak te bransoletki. Były piękne, zajebiste wręcz. Ale sam fakt, że miałby kupić bransoletkę spod swojego znaku zodiaku sprawiał, że było tak... no dziwnie. No jakoś czuł się z tym absolutnie dziwnie. No bo co, ze niby miał zostać ZODIAKARĄ?! Więc tak sobie tylko... poobczajał, polookał, ale dotarł do wniosku, że lepiej obczajać kobiece tyłki niż świecidełka, dlatego zgodnie ze swoją wampirzą dumą nic nie kupił. Wziął udział w losowaniu, a to przecież nie kupienie, prawda?
!losowanie pierścionka
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.