Peregrinus
Kroki, miarowe, jednostajne, monotonne. W szeregu. Na stracenie. Straciłeś rachubę. Zyskałeś puls. Wspólny puls. Twoje oczy zaszły bielmem…
…wpadłeś na osobę stojącą przed Tobą. Nikt nie krzyczał. Nikt nie umilkł. Śpiew wizji wgryzał się wciąż w uszy. Był rzeczywisty.
Najprawdopodobniej.
wszyscy
To, co ukazało się wewnątrz portyku wieńczącego ten ciasny korytarz, nie przypominało ani komnaty, ani naturalnej pieczary. Było czymś pomiędzy – miejscem, które przez stulecia zatraciło własny kształt pod wpływem wilgoci, magii i obecności czegoś, co nigdy nie powinno tam się znaleźć.
Sklepienie ginęło wysoko w mroku, niemożliwe do sięgnięcia przez nikłe światełko nieregularnie porozkładanych po nierównym stalagmitami podłożu magicznych kryształków. Z porowatych ścian znajdujących się nieproporcjonalnie blisko zwisały długie nacieki, połyskujące niezdrowym poblaskiem kryształków, stanowiących obok lampionów jedyne źródło światła. Lśniące kałuże otaczały kamienny cypel pośrodku groty, niczym potłuczone czarne zwierciadła. To właśnie tam, na szczycie zrujnowanego ołtarza, spoczywało ledwie dziesięć metrów przed grupą, górujące w przestrzeni monstrum.
Na pierwszy rzut oka umysł odmawiał przyjęcia jego kształtu.
Dopiero po chwili wzrok zaczynał wyławiać poszczególne elementy tej bluźnierczej anatomii.
Cztery kobiety.
A raczej cztery ciała, które kiedyś należały do kobiet.
Zrośnięte od pasa i kręgosłupów w jeden olbrzymi, guzowaty korpus, przypominający narośl wyrastającą z kamienia niczym rak toczący samo wnętrze wzgórza. Skóra przechodziła w łuski, łuski w błony, błony w narośla przypominające koralowce lub guzy nowotworowe. W miejscach, gdzie anatomia powinna się kończyć, wyrastały nowe kończyny, szczątkowe żebra, ślepe oczy i bezkształtne wypustki drgające wspólnym rytmem.
Z pach jednej z kobiet wyrastały długie, segmentowane macki, których końce opadały niczym plugawe girlandy na ołtarzu zepsucia. Z bioder drugiej zwisały zdeformowane rybie ogony, częściowo pozbawione mięsa, odsłaniające żółknące kręgi i fragmenty kości. Trzecia wydawała się niemal całkowicie pochłonięta przez wspólną masę – widoczne pozostawały jedynie ramiona i twarz wykrzywiona w nieustającym grymasie furii i głodu.
Najgorsza była czwarta.
Najmłodsza, czy może po prostu najmniej przegniła czasem odkształcającym jej materię.
Jej twarz zachowała jeszcze ślady człowieczeństwa. Nie była martwa ani żywa w sposób, jaki mogliby zrozumieć magowie. Wyglądała tak, jakby chwila przemiany zatrzymała się na zawsze w jej rysach. Oczy pozostawały szeroko otwarte, usta rozchylone w niemym krzyku, a napięte mięśnie twarzy zdradzały nie gniew, lecz czysty, pierwotny strach. W przeciwieństwie do pozostałych nie sprawiała wrażenia istoty, która pogodziła się z własnym losem. Wyglądała raczej tak, jakby każdego dnia budziła się na nowo w tym samym koszmarze, jeśli w ogóle sen przychodził do niej ze swym błogosławieństwem.
Z głębi wspólnego ciała dochodził ten odgłos, ta melodia, wspólny unison, którego echo słyszeli w wąskim korytarzu.
Ołtarz i monstrum oplatał ciężki łańcuch grubości ludzkiego przedramienia. Żelazo pokrywały warstwy rdzy, osadów i starych run, które migotały czasem bladym światłem pod powierzchnią metalu. Łańcuch wbijał się głęboko w kamień i znikał gdzieś w mroku, jakby cała konstrukcja była zakotwiczona w samym sercu wynaturzonego ołtarza.
Przez chwilę nic się nie poruszało.
Tylko krople wody spadały ze sklepienia.
Wtedy gdzieś przy jednym z kamiennych filarów coś zaszeleściło.
Małe stworzenie wyłoniło się z rozpadliny tak cicho, że łatwo było je przeoczyć. Wielkością przypominało kreta, choć jego ciało wydawało się zbyt wydłużone, a przednie łapy dziwnie podobne do ludzkich dłoni. Blade palce zakończone pazurkami poruszały się z niepokojącą zręcznością.
Stworzenie wspięło się na kamienny blok.
Blask kryształków odbił się w jego białych ślepiach, gdy przekrzywił głowę.
A potem gryzoń sięgnął do skobla łączącego łańcuch z kamieniem.
Tura trwa do 6.06
Wszystkie akcje proszę opisywać w trybie niedokonanym, jeśli jakaś decyzja będzie zależeć od sukcesu akcji poprzednika, proszę o kontakt przez pw, przypadki będę rozpatrywać indywidualnie.
Wszystkie akcje proszę opisywać w trybie niedokonanym, jeśli jakaś decyzja będzie zależeć od sukcesu akcji poprzednika, proszę o kontakt przez pw, przypadki będę rozpatrywać indywidualnie.
Wizja Peregrinusa