Lyssa słuchała co Vakel miał do powiedzenia na temat tego całego Charlesa i tak samo jak z jednej strony wydawało jej się to całkiem ciekawe, tak z drugiej coś chyba jej nie do końca pasowało. Jakieś niezdecydowanie, kryjące się na granicy wykonywanych przez nią ruchów i kącikach oczu, kiedy zamiast czytać kartę, spoglądała znad niej na twarz ojca. Brzmiało jej to okropnie niedbale i jak ktoś, kto nie mógł przez całe życie zdecydować się na to, czego właściwie chciał. Kreowanie własnej marki i przyciąganie na nią publikę było zabiegiem jak najbardziej właściwym, ale jak na kogoś tak niestałego, z jakiegoś powodu podobał jej się pomysł konceptów które fascynowały przez całe życie. Charles w opowieści Dolohova brzmiał dla niej jak dziecko, które po chwili zabawy nowymi klockami odrzucało je w kąt by zająć się czymś innym. — Brzmi nowobogacko — podsumowała, wreszcie opuszczając spojrzenie niżej, na trzymane w dłoniach menu. Przeczytała je szybko, zapamiętując jego treść i odkładając je po tym na krawędź stołu.
— Nawet przy Royal Academy of Arts? — zdziwiła się wyraźnie. Nie to, że opowieści ojca nie wierzyła, ale pozostawała w niej jakaś nieufność, jakby wynikająca z tego że przedstawiona przez niego sytuacja wydawała jej się zwyczajnie niemożliwa. Ośrodki sztuki przyciągały artystów, ci garnęli się do siebie jakby było to elementem ich natury i… może Londyn faktycznie był miejscem gorszym, niż jej się do tej pory wydawało. Lyssa niekoniecznie nad wielkimi molochami naukowymi przepadała, z historii chyba wnioskując że jest to pożywka dla wyjątkowo pełnego uprzedzeń traktowała, ale nie na tyle by podważać ich istotność do tworzenia pajęczyn powiązań. — Może powinieneś w takim razie Charlesowi zaproponować by jego następny projekt osadził się w Londynie? — zasugerowała grzecznie, bo kto wie, może wyczarowałby akurat w Londynie coś, dzięki czemu zmieniłaby zdanie.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.