06.06.2026, 23:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 23:18 przez Primrose Lestrange.)
Po wyrazie jej twarzy od razu widać było, że to jeden z tych tematów, przy których człowiekowi ciężko było dojść do konsensusu z samym sobą. Bo tak – wiedziała przecież, że praca umysłowa była wymagająca, tak samo jak praca urzędnicza – gdyby tak nie było, nie leczyłaby w Dolinie starych badaczy, którzy prędko osiwieli z postępującego szaleństwa. Niestety głowa tak nie działała, że kiedy człowiek zmierzył się z faktami, to nagle zaczynał postępować i myśleć logicznie. Gdyby tak było, przynajmniej połowa jej problemów odpłynęłaby w niebyt.
– Dzisiaj niby nie, ale potrafiłam przyjmować po kilkanaście osób dziennie. Nie ma a Anglii wielu hipnotyzerów, a się okazało, że to jedyna droga, aby niektórzy nie mówili w kółko słów tego popierdoleńca, albo nie wiem, nie próbowali podpalić ogona swojego kota. A mnie się wydaje, że to wcale nie siedzi w głowie, bo gdyby siedziało, to by to można było usunąć powiedzeniem nie rób tak, ty głupku. – I chociaż diabelnie to uprościła i gdzieś w połowie wypowiedzi ziewnęła przeciągle, przerywając własny wywód, swoje spostrzeżenie uważała za zasadne. Nie ona zbudowała te wszystkie teorie na których zbudowano fundamenty działającej terapii, ale kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie próbowała na przekór systemowi zrobić tego inaczej. Nie każdy jednak życzył sobie tego typu eksperymentów, a nawet kiedy próbowała, to cóż…
Nikt w Horyzontach Zaklęć o nowych, rewolucyjnych terapiach obłąkania po Spalonej Nocy nie opisał. Wystarczyło to jako trafne podsumowanie jej nieistniejących sukcesów. Wychodziło na to, że pięć lat studiów i dodatkowe kursy w Paryżu to nic – gówno zwiedziła, gówno osiągnęła i gówno widziała. Praca uzdrowiciela okazała się jedynie pozornie łatwiejszą drogą od ścieżki aurorskiej – oczekiwano od niej doskonalenia się w nieskończoność.
– No, albo pinezki.
Wywróciła oczami.
– Ja nie wiem o co chodzi, więc zakładam, że chodzi o kutasa, ale w sumie to wtedy też dalej nie wiem…
Następnie te oczy zmrużyła.
– Ziółko? Powiesz mi o co z tym biega? – Zapytała i westchnęła, pukając się otwartą dłonią w ucho. – Chyba nie wyrobię, jak to znowu jakiś poltergeist, tylko tym razem związany w kanalizacji.
– Dzisiaj niby nie, ale potrafiłam przyjmować po kilkanaście osób dziennie. Nie ma a Anglii wielu hipnotyzerów, a się okazało, że to jedyna droga, aby niektórzy nie mówili w kółko słów tego popierdoleńca, albo nie wiem, nie próbowali podpalić ogona swojego kota. A mnie się wydaje, że to wcale nie siedzi w głowie, bo gdyby siedziało, to by to można było usunąć powiedzeniem nie rób tak, ty głupku. – I chociaż diabelnie to uprościła i gdzieś w połowie wypowiedzi ziewnęła przeciągle, przerywając własny wywód, swoje spostrzeżenie uważała za zasadne. Nie ona zbudowała te wszystkie teorie na których zbudowano fundamenty działającej terapii, ale kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie próbowała na przekór systemowi zrobić tego inaczej. Nie każdy jednak życzył sobie tego typu eksperymentów, a nawet kiedy próbowała, to cóż…
Nikt w Horyzontach Zaklęć o nowych, rewolucyjnych terapiach obłąkania po Spalonej Nocy nie opisał. Wystarczyło to jako trafne podsumowanie jej nieistniejących sukcesów. Wychodziło na to, że pięć lat studiów i dodatkowe kursy w Paryżu to nic – gówno zwiedziła, gówno osiągnęła i gówno widziała. Praca uzdrowiciela okazała się jedynie pozornie łatwiejszą drogą od ścieżki aurorskiej – oczekiwano od niej doskonalenia się w nieskończoność.
– No, albo pinezki.
Wywróciła oczami.
– Ja nie wiem o co chodzi, więc zakładam, że chodzi o kutasa, ale w sumie to wtedy też dalej nie wiem…
Następnie te oczy zmrużyła.
– Ziółko? Powiesz mi o co z tym biega? – Zapytała i westchnęła, pukając się otwartą dłonią w ucho. – Chyba nie wyrobię, jak to znowu jakiś poltergeist, tylko tym razem związany w kanalizacji.