07.06.2026, 14:52 ✶
– Może. Nie będę ci słodzić w miejscu, gdzie nie ma na to przestrzeni, bo za często widzę cię na zmianach, a mam nieodebrane dni urlopowe z kilku lat – powiedział bez ogródek, nie przejmując się tym, że dla niektórych mógłby być zbyt szczery. Bycie człowiekiem dobrym nie oznaczało od razu bycia człowiekiem miłym, a on nie miał reputacji, o którą musiałby dbać udawaniem. Jeżeli wyprzedzała go jakaś opinia, zwykle mówiła o szorstkim i twardym wychowaniu. – Ale da się być trochę jebniętym, średnio jebniętym, albo skrajnie pojebanym… Pewnie myślisz, że chodzi mi o trafienie w zdrową wartość na takiej skali, ale bardziej chodzi mi o to, że koleś musi znajdować się na niej tak blisko ciebie jak się da. Żałosnych typów obok siebie nie zobaczysz. Nie ma mowy.
A na propozycję uniósł ręce w górę i powiedział:
– Mogę. Na drugim poziomie zaawansowania, kapsel można otworzyć zębami. – Trochę się wyszczerzył, bo o matko – jak to pasowało do tego, że mu wciąż brakowało lewej czwórki. – Tylko ostrzegam, że mam zajeba… – urwał. Trochę wyglądał, jakby chciał się poprawić na określenie mniej wulgarne, ale to przecież była Brenna, a nie jego ojciec. – Zajebany kalendarz – dokończył więc. – Nie zdziw się, jak odpiszę ci po sezonie grillowym.
Zapytany o to, czy wpierw chciał się rozejrzeć, pociągnął nosem. Skinął głową, że tak, ale nie zajęło mu to wcale długiego czasu. Właściwie większości oględzin dokonał, kiedy Brenna niemalże stała już na ganku.
Nic mu tu łba nie atakowało. Niczego też nie widział, nie czuł. Sprawdził coś za pomocą różdżki, ale obyło się to bez werbalnego komentarza.
– Okej – powiedział, nie do końca świadom tego, że było to ich trzecie okej pod rząd. I wtedy usłyszał, jak po okolicy rozchodzi się dźwięk pukania. Facet był w środku, Alastor jednak nie zamierzał skupiać swojej uwagi na rozmowie toczącej się wewnątrz poza wyłapywaniem ewentualnych słów-kluczy mogących zwiastować jakiś podstęp.
A na propozycję uniósł ręce w górę i powiedział:
– Mogę. Na drugim poziomie zaawansowania, kapsel można otworzyć zębami. – Trochę się wyszczerzył, bo o matko – jak to pasowało do tego, że mu wciąż brakowało lewej czwórki. – Tylko ostrzegam, że mam zajeba… – urwał. Trochę wyglądał, jakby chciał się poprawić na określenie mniej wulgarne, ale to przecież była Brenna, a nie jego ojciec. – Zajebany kalendarz – dokończył więc. – Nie zdziw się, jak odpiszę ci po sezonie grillowym.
Zapytany o to, czy wpierw chciał się rozejrzeć, pociągnął nosem. Skinął głową, że tak, ale nie zajęło mu to wcale długiego czasu. Właściwie większości oględzin dokonał, kiedy Brenna niemalże stała już na ganku.
Nic mu tu łba nie atakowało. Niczego też nie widział, nie czuł. Sprawdził coś za pomocą różdżki, ale obyło się to bez werbalnego komentarza.
– Okej – powiedział, nie do końca świadom tego, że było to ich trzecie okej pod rząd. I wtedy usłyszał, jak po okolicy rozchodzi się dźwięk pukania. Facet był w środku, Alastor jednak nie zamierzał skupiać swojej uwagi na rozmowie toczącej się wewnątrz poza wyłapywaniem ewentualnych słów-kluczy mogących zwiastować jakiś podstęp.
fear is the mind-killer.