07.06.2026, 22:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2026, 09:33 przez Icarus Prewett.)
Icarus zawsze był nieco sentymentalną osobą. Uważał zresztą, że stanowiło to cnotę historyka. Każdy badacz przeszłości powinien poniekąd za nią tęsknić. Czasem objawiało się to w konserwatyzmie, którego Prewett nigdy nie potrafił zrozumieć. Uznawał go bowiem za pogląd zgoła egoistyczny. Przeszłość miała być dobra tylko w tych aspektach, które służyły chwilowym celom. Nie, ona ciążyła na duszy i sercu. Objawiała się w małych rzeczach, nawet tych materialnych. Na przykład w obrączce, którą Icarus zawsze nosił na serdecznym palcu. Którą ona włożyła mu na palec zanim uciekła sprzed ołtarza. Teraz obracał między palcami małe, metalowe kółeczko. To kłamstewko, którym raczył cały świat. Ludzie uważali, że był żonaty, zaś on się o tym sam oszukiwał.
Uśmiechnął się słabo do siostry. Ta, mimo tylu nieudanych małżeństw, zawsze była skora do zabawy. Nie była tak chorobliwie przywiązana. Icarus niemal jej zazdrościł. Mimo lat, zachowała tę wolę życia. Flirtowała, bawiła się i nie przejmowała się konwenansami.
– Dla ciebie to wakacje. Ja właściwie jestem w pracy – westchnął, siadając ciężko na leżaku obok Electry. – Mam nadzieję, że to jest to. Że wreszcie odnajdę bransoletę Eurydyki. Już od lat ścigamy się w klubie archeologicznym, kto ją znajdzie. A spójrz, że wystarczyło ogłoszenie w gazecie. – Był zdecydowanie za stary na głupawe rywalizacje w klubie archeologicznym.
Wzdrygnął się na wspomnienie o znalezieniu miłości. Już dawno przestał na to liczyć. Stracił jedną, jedyną miłość. Trzeba by cudu.
– Nie jestem już tak młody, by wplątywać się w przelotne romanse na greckiej wyspie. A na miłość też raczej nie mam szans. Chyba jestem trochę za stary.
Odwrócił się z powrotem w stronę burty. Widział port, do którego się zbliżali. Drewniany pomost, na którym znajdowało się kilka osób. Jakiś rybak przygotowywał się do wypłynięcia w morze. Stary Grek spoglądał w horyzont, jakby myślał nad splatającymi się ścieżkami życia. Kilkoro młodych ludzi zebrało się i moczyło nogi w morzu. Icarus ledwie pamiętał czasy, gdy był tak beztroski. Nawet tamte wspomnienia zasnuwał obraz jej płomienistych włosów i rozbrajającego uśmiechu.
Łódka przybiła do brzegu. Icarus chciał jak najszybciej znaleźć się w tamtym hotelu, by sprawdzić, czy artefakt nie miał na sobie żadnej klątwy. Został przeszkolony w klubie archeologicznym, by wykrywać takie rzeczy. Resztą miał zająć się Basil. Obaj odczuli na własnej skórze działanie starożytnych greckich klątw. Jedna z nich zabrała ze świata ich ojca, który jakikolwiek by nie był, nie zasługiwał na takie odejście z tego świata.
– Przejdę do hotelu. Szukaj mnie tam, jak już przetestujesz tutejszą plażę – powiedział swojej siostrze. Znał ją doskonale. Plaża była prawdziwym magnesem na Electrę.
Wziął torbę podróżną i zszedł z pokładu na drewniane molo. Upewnił się, że w kieszeni miał okulary do czytania oraz portfel. Dzieciaki zwróciły na niego zaciekawiony wzrok, rybak poświęcił mu jedynie jedno, krytyczne spojrzenie. Natomiast stary Grek uśmiechnął się tajemniczo. Podszedł do Icarusa powolnym krokiem.
– Bogowie dziwnie plotą ścieżki losu. To przeznaczenie przyniosło cię na tę wyspę, młody człowieku. Nie zmarnuj tej okazji.
Icarus zmarszczył brwi. Nie wiedział, czy miał do czynienia z jasnowidzem, czy ze starcem, który za długo stał na słońcu.
– Dziękuję, panu. Zapamiętam – rzekł jak najżyczliwiej potrafił.
A potem przeszedł z pomostu na bruk miasteczka.
Uśmiechnął się słabo do siostry. Ta, mimo tylu nieudanych małżeństw, zawsze była skora do zabawy. Nie była tak chorobliwie przywiązana. Icarus niemal jej zazdrościł. Mimo lat, zachowała tę wolę życia. Flirtowała, bawiła się i nie przejmowała się konwenansami.
– Dla ciebie to wakacje. Ja właściwie jestem w pracy – westchnął, siadając ciężko na leżaku obok Electry. – Mam nadzieję, że to jest to. Że wreszcie odnajdę bransoletę Eurydyki. Już od lat ścigamy się w klubie archeologicznym, kto ją znajdzie. A spójrz, że wystarczyło ogłoszenie w gazecie. – Był zdecydowanie za stary na głupawe rywalizacje w klubie archeologicznym.
Wzdrygnął się na wspomnienie o znalezieniu miłości. Już dawno przestał na to liczyć. Stracił jedną, jedyną miłość. Trzeba by cudu.
– Nie jestem już tak młody, by wplątywać się w przelotne romanse na greckiej wyspie. A na miłość też raczej nie mam szans. Chyba jestem trochę za stary.
Odwrócił się z powrotem w stronę burty. Widział port, do którego się zbliżali. Drewniany pomost, na którym znajdowało się kilka osób. Jakiś rybak przygotowywał się do wypłynięcia w morze. Stary Grek spoglądał w horyzont, jakby myślał nad splatającymi się ścieżkami życia. Kilkoro młodych ludzi zebrało się i moczyło nogi w morzu. Icarus ledwie pamiętał czasy, gdy był tak beztroski. Nawet tamte wspomnienia zasnuwał obraz jej płomienistych włosów i rozbrajającego uśmiechu.
Łódka przybiła do brzegu. Icarus chciał jak najszybciej znaleźć się w tamtym hotelu, by sprawdzić, czy artefakt nie miał na sobie żadnej klątwy. Został przeszkolony w klubie archeologicznym, by wykrywać takie rzeczy. Resztą miał zająć się Basil. Obaj odczuli na własnej skórze działanie starożytnych greckich klątw. Jedna z nich zabrała ze świata ich ojca, który jakikolwiek by nie był, nie zasługiwał na takie odejście z tego świata.
– Przejdę do hotelu. Szukaj mnie tam, jak już przetestujesz tutejszą plażę – powiedział swojej siostrze. Znał ją doskonale. Plaża była prawdziwym magnesem na Electrę.
Wziął torbę podróżną i zszedł z pokładu na drewniane molo. Upewnił się, że w kieszeni miał okulary do czytania oraz portfel. Dzieciaki zwróciły na niego zaciekawiony wzrok, rybak poświęcił mu jedynie jedno, krytyczne spojrzenie. Natomiast stary Grek uśmiechnął się tajemniczo. Podszedł do Icarusa powolnym krokiem.
– Bogowie dziwnie plotą ścieżki losu. To przeznaczenie przyniosło cię na tę wyspę, młody człowieku. Nie zmarnuj tej okazji.
Icarus zmarszczył brwi. Nie wiedział, czy miał do czynienia z jasnowidzem, czy ze starcem, który za długo stał na słońcu.
– Dziękuję, panu. Zapamiętam – rzekł jak najżyczliwiej potrafił.
A potem przeszedł z pomostu na bruk miasteczka.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.