16.03.2023, 22:48 ✶
Wdzięczny był Cynthii, że przystawała na jego propozycje i pozwalała dać się zaprosić, czasem do miejsc takich jak Biały Wiwern. To nie tak, że był entuzjastą podrzędnych mordowni i fanem swądu jaki roztaczał się po ulicy Śmiertelnego Nokturnu. I skłamałby gdyby upierałby się, że nie potrafi znieść zapachu i tej całej wierutnej aury, która roztaczała się tutaj, jak i w innych miejscach na tej ulicy. Jeszcze całkiem nie tak dawno, podobnie jak i parszywiec Slughorn miał w upodobaniach rozrywki niskiego stanu. Przecież potrafił w ramach celebracji ważnego zwycięstwa w rozgrywkach ligowych, wraz z koleżkami z drużyny, zamknąć któryś z magicznych zamtuzów na całą resztę klienteli wydając przy tym spore ilości galeonów na nocne uniesienia. Miał nadzieję, że już mało kto o tym pamięta, mimo, że plotkarskie gazety uwielbiały wspominać o jego ekscesach. Bo warto nadmienić, że czasy te, słusznie minione w jego obecnej perspektywie, zdecydowanie zostawił za sobą. Próżność nie była już wyznacznikiem wszystkich jego motywacji, ale przerośnięte ambicje dalej nie dawały mu wytchnienia. Teraz musiał od nowa budować swoją osobistą markę i tak jak zwyczajny czarodziej, ciężką pracą zapracować sobie na swoją pozycję. Kiedy ma się w czymś talent, czasem można pójść na skróty, przez co droga wydaje się łatwiejsza. Tutaj musiał odbębnić roboczogodziny jak każdy stażysta, bez wyjątku. Nie mógł już starać się o bycie światową topką miotlarstwa, nie zamierzał też odcinać kuponów od bycia gwiazdką quidditcha. Dlatego szczerze doceniał, że młoda Flint potrafiła znaleźć dla niego odrobinę czasu pomiędzy pracą, a domem. Przynajmniej mógł sobie trochę schlebić tym, że być może nie jest, aż takim pyszałkowatym gamoniem, skoro srebrnowłosa potrafi przy nim tyle wytrzymać.
- Oj gdybyś wiedziała. Uwierz, ciężko się wyspać, kiedy tyle kobiet pcha Ci się do łóżka. - odparł ironizując, obracając żart. Hiperbolizował, rzecz jasna, bo choć zdarzało się, że ktoś rozpoznawał go na ulicy czy w lokalu, to bądźmy szczerzy, zdecydowanie już nie ten czas kiedy młode fanki wyrywały się o jego autograf. Jednak człowieka nie da się zmienić w stu procentach, dlatego część dawnych upodobań wciąż z nim tkwiła. Wciąż miał słabość do pięknych kobiet, zwłaszcza tych najgroźniejszych, które dobrze o tym wiedziały. Również miał do niej słabość, być może nawet większą, więc szczęśliwie dla niego, że Cynthia nie miała egocentrycznych zamiarów względem nim. Gdyby się postarała, to wyciągnęłaby od niego to co potrzebuje, a może nawet więcej. - Oprócz nas? Póki co nie. - uśmiechnął się szerzej, tym razem bez cienia ironii. Po jej wyznaniu zatrzymał się na moment i w sumie po chwili oboje mogli już wiedzieć, że przy tym pytaniu żadne z nich nie przechyli szkła. Ciężko o szczerość w tym niegodnym świecie, a tym bardziej o tak wzniosłe uczucie jak zakochanie. Nie zdążył rzucić żadnego komentarza, bo obok nich przeszedł cel Louvaina. Wstał, poprawiając marynarkę oraz w eleganckim geście, zapiął guzik marynarki, by uścisnąć rękę Slughorna, wymienić drobną uprzejmość. Nie umknęło mu obrzydliwe spojrzenie, którym miał czelność obarczyć filigranową Cynthię. Kiedy ten odwrócił się i odszedł parę kroków, Louvain usiadł, wyjął wystającą z przedniej kieszonki jedwabną, fioletową chusteczkę i zaczął nią wycierać tę dłoń, którą przed chwilą podał szlamolubnemu starcowi. Pokiwał twierdząco głową, sygnalizując, że całkowicie zgadza się ze swoją rozmówczyni. - Dasz wiarę, że ta szelma ma dwójkę bękartów ze swoją szlamowatą sekretarką? Wcisnął ją na wakat, żeby kupić jej milczenie. - rozpoczął nagonkę, ściszając trochę głos, a jednocześnie uśmiechając się w kierunku pracownika Wizengamotu, kiedy ich spojrzenie skrzyżowało się ponad resztą ludzi w lokalu. - Skurwiel miał nawet czelność zapytać mnie, czy ze starszymi też się umawiasz. - wbił w nią sugestywny wzrok. Nie musiał dodawać zbyt wiele, wiedział, że i bez tego przyjaciółka domyśli się, co tak naprawdę próbował uzyskać od niego Slughorn, jakby do cholery był jakimś sutenerem. Skoro nadarzyła się już ku temu okazja, może pora zasiać w przyjaciółce trochę ziarna nienawiści wobec tego jak i innych zdrajców krwi.
- Oj gdybyś wiedziała. Uwierz, ciężko się wyspać, kiedy tyle kobiet pcha Ci się do łóżka. - odparł ironizując, obracając żart. Hiperbolizował, rzecz jasna, bo choć zdarzało się, że ktoś rozpoznawał go na ulicy czy w lokalu, to bądźmy szczerzy, zdecydowanie już nie ten czas kiedy młode fanki wyrywały się o jego autograf. Jednak człowieka nie da się zmienić w stu procentach, dlatego część dawnych upodobań wciąż z nim tkwiła. Wciąż miał słabość do pięknych kobiet, zwłaszcza tych najgroźniejszych, które dobrze o tym wiedziały. Również miał do niej słabość, być może nawet większą, więc szczęśliwie dla niego, że Cynthia nie miała egocentrycznych zamiarów względem nim. Gdyby się postarała, to wyciągnęłaby od niego to co potrzebuje, a może nawet więcej. - Oprócz nas? Póki co nie. - uśmiechnął się szerzej, tym razem bez cienia ironii. Po jej wyznaniu zatrzymał się na moment i w sumie po chwili oboje mogli już wiedzieć, że przy tym pytaniu żadne z nich nie przechyli szkła. Ciężko o szczerość w tym niegodnym świecie, a tym bardziej o tak wzniosłe uczucie jak zakochanie. Nie zdążył rzucić żadnego komentarza, bo obok nich przeszedł cel Louvaina. Wstał, poprawiając marynarkę oraz w eleganckim geście, zapiął guzik marynarki, by uścisnąć rękę Slughorna, wymienić drobną uprzejmość. Nie umknęło mu obrzydliwe spojrzenie, którym miał czelność obarczyć filigranową Cynthię. Kiedy ten odwrócił się i odszedł parę kroków, Louvain usiadł, wyjął wystającą z przedniej kieszonki jedwabną, fioletową chusteczkę i zaczął nią wycierać tę dłoń, którą przed chwilą podał szlamolubnemu starcowi. Pokiwał twierdząco głową, sygnalizując, że całkowicie zgadza się ze swoją rozmówczyni. - Dasz wiarę, że ta szelma ma dwójkę bękartów ze swoją szlamowatą sekretarką? Wcisnął ją na wakat, żeby kupić jej milczenie. - rozpoczął nagonkę, ściszając trochę głos, a jednocześnie uśmiechając się w kierunku pracownika Wizengamotu, kiedy ich spojrzenie skrzyżowało się ponad resztą ludzi w lokalu. - Skurwiel miał nawet czelność zapytać mnie, czy ze starszymi też się umawiasz. - wbił w nią sugestywny wzrok. Nie musiał dodawać zbyt wiele, wiedział, że i bez tego przyjaciółka domyśli się, co tak naprawdę próbował uzyskać od niego Slughorn, jakby do cholery był jakimś sutenerem. Skoro nadarzyła się już ku temu okazja, może pora zasiać w przyjaciółce trochę ziarna nienawiści wobec tego jak i innych zdrajców krwi.