08.06.2026, 21:08 ✶
Czarownica wydała z siebie krótki okrzyk zaskoczenia, gdy zawadziła o nią cudza stopa i rozciągnęła się nad nią ogromna z tej perspektywy sylwetka mężczyzny. On runął, ona zamrugała kilkukrotnie i podniosła się na łokciu, aby na niego spojrzeć.
Oto padł obok niej Bertie Bott — miłośnik zwierząt. Z tych spacerujących po jego posesji futrzastych i pierzastych towarzyszy kojarzyła go więcej niż z fasolek. Słyszała o jego cukierkach, widziała je na półkach sklepowych, lecz nigdy nie podkusił jej ten markowy wyrób Botta. Wiedziała za to, że on otaczał się żywymi istotami i dbał o nie — musiała w nim więc być jakaś iskra dobra.
Rozpoznawszy jego tożsamość, kobieta opadła z powrotem na ścieżkę. Nic nie robiła sobie z jego nerwowego podniecenia. Była powolna, ociężała. Na jej twarzy malował się grobowy spokój.
— To od dawna jest koniec — powiedziała głucho, a w jej głosie pobrzmiewało dalekie echo smutku. — Wszystko kończy się od Beltane. Doprawdy, potrzebujemy Jej łaski.
Niebo mogło szarzeć, mogło czernieć i mogło rozpaść się na kawałeczki — te apokaliptyczne obrazy pasowały do tego, co ostatnimi czasy działo się w Dolinie oraz wśród drzew Kniei. Pomiędzy widmami i anomaliami ten popiół nie wywołał w Helloise aż takiego wstrząsu. Nie wybiegała jeszcze myślami aż tak daleko w przód, aby choćby próbować przewidywać, co to wszystko oznacza i jak mroczna noc przed nimi. Popioły tu pasowały. Nie rozumiała, dokąd Bottowi było tak spieszno.
Czarownica zamknęła oczy, nasłuchując. Skoro niebo płakało nad Doliną, być może i ziemia ozwie się do niej jakim dudnieniem bądź wstrząsem, który by przypieczętował ten koniec.
Oto padł obok niej Bertie Bott — miłośnik zwierząt. Z tych spacerujących po jego posesji futrzastych i pierzastych towarzyszy kojarzyła go więcej niż z fasolek. Słyszała o jego cukierkach, widziała je na półkach sklepowych, lecz nigdy nie podkusił jej ten markowy wyrób Botta. Wiedziała za to, że on otaczał się żywymi istotami i dbał o nie — musiała w nim więc być jakaś iskra dobra.
Rozpoznawszy jego tożsamość, kobieta opadła z powrotem na ścieżkę. Nic nie robiła sobie z jego nerwowego podniecenia. Była powolna, ociężała. Na jej twarzy malował się grobowy spokój.
— To od dawna jest koniec — powiedziała głucho, a w jej głosie pobrzmiewało dalekie echo smutku. — Wszystko kończy się od Beltane. Doprawdy, potrzebujemy Jej łaski.
Niebo mogło szarzeć, mogło czernieć i mogło rozpaść się na kawałeczki — te apokaliptyczne obrazy pasowały do tego, co ostatnimi czasy działo się w Dolinie oraz wśród drzew Kniei. Pomiędzy widmami i anomaliami ten popiół nie wywołał w Helloise aż takiego wstrząsu. Nie wybiegała jeszcze myślami aż tak daleko w przód, aby choćby próbować przewidywać, co to wszystko oznacza i jak mroczna noc przed nimi. Popioły tu pasowały. Nie rozumiała, dokąd Bottowi było tak spieszno.
Czarownica zamknęła oczy, nasłuchując. Skoro niebo płakało nad Doliną, być może i ziemia ozwie się do niej jakim dudnieniem bądź wstrząsem, który by przypieczętował ten koniec.
dotknij trawy