08.06.2026, 21:39 ✶
Gdyby tylko Anadia miała możliwość poznać myśli Icarusa, zaśmiałaby się tak głośno i serdecznie, że słyszeliby ją w całym domu. Wcale nie uważała, żeby jej towarzystwo było jakąś dobrze zorganizowaną organizacją, a co dopiero mówić o powadze? Bogaci hobbyści zrzeszali się, fluktuowali od grupki do grupki, a jedyne czym stało rzeczywiście jej ugrupowanie, to rodowe dziedzictwo Shafiqów, których dom przypominał rozległe muzeum bardziej nawet niż Galeria z odNową w tytule. Co ciekawsze eksponaty zawsze podkradali im Niewymowni na granicy, ale baza lokalowa rodu sprzyjała, zwłaszcza gdy trzeba było znaleźć robotę młodym amatorom historii i artefaktów.
Icarus wciąż był młody, oczywiście, ale nie był już takim podlotkiem ledwie od ziemi odrośniętym. Dedalus dobrze go wykształcił, mimo wszystkich przywar tego starego dziada, pozostało w Icarusie wiele wiedzy, jakby ten sam był księgą o bardzo, bardzo złożonym i przekrojowym spisie treści.
Z niekłamaną przyjemnością go słuchała, z równie niekłamaną przyjemnością obserwowała jak z uwagą bada przedmiot i wypluwa z siebie całkiem trafne diagnozy.
– Długo zamierzasz się prosić hę? – podparła się pod boki, pozwalając mu obrać w palcach artefakt, który sam w sobie mogli dotykać tylko nieliczni. – Potrzebujemy ludzi Prewett, a Ty się marnujesz! Nie czytałeś swojego horoskopu? Na niebie pojawiły się nowe gwiazdy, czas obrać kurs i znowu kopać studnie, o której zapomniałeś na kilka lat. – Rozciągała przed nim wizję, jak rasowa przekupa, choć jej prezencja nie pozostawała złudzeń, że mężczyzna miał szczęście i trafił na jej dobry dzień. Inna rzecz, że Anadia rzadko dawała mu odczuć, że to nie jest jej dobry dzień. Może po prostu lubiła ten cichy profesjonalizm, który ze sobą przynosił?
– Wpisowe nic nie kosztuje, a ja potrzebuję Twoich oczu i rąk na ile? Tydzień? Przecież masz tam w tym swoim barze jakiś pracowników, ufasz im, nie musisz cały czas im patrzeć na ręce do licha! – parsknęła. – Co Cię powstrzymuje Icarus? Tak z ręką na sercu? Widzę, żę oczy Ci się świecą jak dwa wielkie galeony, nic tylko torba w dłoń i łapiemy za świstoklik. O co chodzi? Mi przecież możesz powiedzieć, czemu postanawiasz układać się okoniem do tego co tak kochasz? Na kogo mam nasłać oprychów he? – zapytała pół żartem pół serio, wpatrując się jednak w Prewetta wyczekująco.
Icarus wciąż był młody, oczywiście, ale nie był już takim podlotkiem ledwie od ziemi odrośniętym. Dedalus dobrze go wykształcił, mimo wszystkich przywar tego starego dziada, pozostało w Icarusie wiele wiedzy, jakby ten sam był księgą o bardzo, bardzo złożonym i przekrojowym spisie treści.
Z niekłamaną przyjemnością go słuchała, z równie niekłamaną przyjemnością obserwowała jak z uwagą bada przedmiot i wypluwa z siebie całkiem trafne diagnozy.
– Długo zamierzasz się prosić hę? – podparła się pod boki, pozwalając mu obrać w palcach artefakt, który sam w sobie mogli dotykać tylko nieliczni. – Potrzebujemy ludzi Prewett, a Ty się marnujesz! Nie czytałeś swojego horoskopu? Na niebie pojawiły się nowe gwiazdy, czas obrać kurs i znowu kopać studnie, o której zapomniałeś na kilka lat. – Rozciągała przed nim wizję, jak rasowa przekupa, choć jej prezencja nie pozostawała złudzeń, że mężczyzna miał szczęście i trafił na jej dobry dzień. Inna rzecz, że Anadia rzadko dawała mu odczuć, że to nie jest jej dobry dzień. Może po prostu lubiła ten cichy profesjonalizm, który ze sobą przynosił?
– Wpisowe nic nie kosztuje, a ja potrzebuję Twoich oczu i rąk na ile? Tydzień? Przecież masz tam w tym swoim barze jakiś pracowników, ufasz im, nie musisz cały czas im patrzeć na ręce do licha! – parsknęła. – Co Cię powstrzymuje Icarus? Tak z ręką na sercu? Widzę, żę oczy Ci się świecą jak dwa wielkie galeony, nic tylko torba w dłoń i łapiemy za świstoklik. O co chodzi? Mi przecież możesz powiedzieć, czemu postanawiasz układać się okoniem do tego co tak kochasz? Na kogo mam nasłać oprychów he? – zapytała pół żartem pół serio, wpatrując się jednak w Prewetta wyczekująco.