• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07.1956] Respect existence or expect resistance

[07.1956] Respect existence or expect resistance
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#6
09.06.2026, 15:34  ✶  
Widziała te pierwsze starania Maddoxa, przed bójką jeszcze, aby odciągnąć uwagę chłopaków, lecz ani na moment nie poczuła wówczas wdzięczności. Bo teraz to sobie mógł… mógł sobie cokolwiek.
Nawet w tych gwizdach, w których ją niektórzy dopingowali, Rowle czuła upokorzenie, i może nawet większe niż ze strony chłopaków otwarcie ją wyśmiewających. Wcale nie uważali jej za imponującą czy choćby sobie równą, nie wiadomo, jaką by im pokazała butę. Była błaznem podskakującym po tej nokturnowej ruinie dla ich uciechy — doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogła przestać brnąć. Skoro postawiła już ten pierwszy krok, nie potrafiłaby się wycofać. Dawała się prowokować z dziecięcą łatwością.
Okrzyki Sfory spadały jak kule gradowe i co chwilę kierowały jej uwagę w nowym kierunku, z nową mocą, z nową złością. Marzyła, żeby każdemu po kolei mętowi pokazać, do czego jest zdolna. Pod ręką miała jednego.

To nie była skoordynowana walka. Helloise nie znała żadnych technik ani nie miała doświadczenia wykraczającego poza podobne gówniarskie bójki. Szamotała się z chłopakiem dziko. Nie patrzyła na to, czy on ją poszarpie, pokopie, czy ona nabije sobie siniaki, poobdziera kolana. Ręce nie miały planu, biły na oślep i łapały tam, gdzie akurat dziewczyna dostrzegała, że piegowaty dzieciak może jej zagrozić. Była w żywiole. Nie musiałaby nawet nad nim górować, aby czuć adrenalinowe podniecenie po oddaniu się prymitywnemu instynktowi.
Dopóki ta walka nosiła znamiona wyrównanego starcia.
Nagle bowiem coś zaczęło się zmieniać. Chłopiec pod nią zaczął się zmieniać. Helloise nie zdążyła nawet zorientować się, kiedy to się stało. Zrzucił ją. Głosy wokół ucichły. Spróbowała natychmiast zebrać się z ulicy, nie dać się zaskoczyć, mimo zdezorientowania nową sytuacją. Ledwie niezdarnie podparła się o bruk rękoma i uniosła wzrok, jej oczy natrafiły na wilkołaczą paszczę.
Zamarła jak ogłupiała. Krótkie sekundy rozciągnęły się, a Rowle trwała w miejscu sparaliżowana. Patrzyła w paszczę bestii. Czuła niemal na twarzy smród gorącego oddechu. Widziała ślinę błyszczącą na morderczych wilczych kłach.
Bestie często przychodziły po nią we śnie. Te, które rozdziawiały nad nią paszcze w nocnych marach, miały inny układ szczęk, łuski zamiast szczeciny — a jednak znajdowała między nimi w tamtej chwili hipnotyzujące podobieństwo. Spokojne były jej sny o śmierci w paszczy bestii, mimo że pełne bólu i smutku. Czy naprawdę przy końcu ma znaczenie, co ją pożre?
Wtem w wilkołaka wpadł drugi wilkołak. Wyrwało to dziewczynę z odrętwienia. Zaczęła krzyczeć. Odpełzła w panice od miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą wilcza hybryda szczerzyła na nią kły. Brawura wyparowała, gdy zamiast głupich dzieciaków zawisło nad nią widmo wielkich szponów, wilczych ślepii i ostrych kłów. Pozostali chłopcy rozpierzchli się. Hela doczołgała się pod ścianę pustostanu. Siadła pod nią, wbijając się plecami w mur, jakby mógł ją wchłonąć. Ramiona jej drżały, gdy sięgała po różdżkę, lecz po prawdzie to nie bardzo wiedziała, co z nią zrobić. Beznadziejnie czarowała.
— O Matko.
Obserwowała potyczkę, mogąc jedynie domyślać się, że drugim wilkołakiem był Maddox. Nie miała odwagi się do walczących zbliżyć. W napięciu śledziła ich ruchy. Zamierała cała przed każdym kłapnięciem szczęk i pazurów. Zaciskała kurczowo palce na różdżce. Co innego miała zrobić?
Jedna z hybryd zaczęła się rozpadać. Helloise nie mogła oderwać od niej wzroku. Spod wilczej skóry wyłonił się piegowaty chłystek. Dziewczyna wstała na chwiejnych nogach, opierając się plecami o ścianę. Gdyby jeszcze chciał atakować…
Nie chciał. Odszedł.
Rowle stała chwilę bezczynnie. Była potargana, z roztrzepanymi skołtunionymi kudłami. W bójce rozerwała szew od dołu spódnicy. Posiniaczone, zdarte do krwi kolana zapchane piachem i ulicznym żwirem piekły, ale poza tym nic jej się nie stało. Otrzepała nogi i tyłek z kurzu, drobnych kamyczków i szklanych okruchów po porozbijanych butelkach.
Na przemianę drugiego wilkołaka patrzyła z nieufnością. Bała się zbliżać, dopóki nie zobaczyła znajomej twarzy. Serce podeszło jej do gardła, gdy zorientowała się, jak nieudolnie chłopak się podnosi, a zaraz opada. Po co mu to było…
Przejął ją palący gniew będący manifestem tłumionej winy. Pod sztucznym, zastygłym na twarzy grymasem złości hamowała łzy. Nienawidziła tego. Nienawidziła. Nigdy nie chciała, żeby ktokolwiek cierpiał za nią. Chciała cierpieć sama. Wykończyć się, ale nie pociągnąć nikogo za sobą. Po co on się do tego rzucał?
Podszedła do Maddoxa i uklękła przy nim, chowając różdżkę.
— To nie moja wina, rozumiesz? — rzuciła zdławionym głosem. Czuła zaczątki łez w kącikach oczu, ale odpędziła je po kilku ciężkich wdechach. — To oni ci to zrobili — powtórzyła z naciskiem.
Popatrzyła po rannym chłopaku. To nie jej dzieło, do cholery! Mimo to nie mogła się pozbyć poczucia winy. Nienawidziła tego.
Wyciągnęła nad Greybackiem rękę, jakby chciała zrobić coś… ale co? Zawiesiła ruch. Bała się go dotknąć. Widywała w rezerwacie znacznie gorzej pokiereszowanych ludzi, ale wtedy była tylko stojącą z boku córką pana domu. Patrzyła biernie na pracowników po nieszczęśliwych wypadkach, sycąc swoją ciekawość. Nie musiała nic robić. Byli wokół inni ludzie, odpowiedzialni, dorośli. Oni się wszystkim zajmowali. Czasami jeszcze zanim przybył uzdrowiciel, Heli Rowle się już zdążyło znudzić gapienie i wracała do swoich spraw.
To było tak inne. Nie stała tym razem gdzieś z boku pod drzewem, kopiąc kamyki i obserwując, jak uwijają się dorośli. Była noc na Nokturnie, a ona samotnie klęczała obok poturbowanego Maddoxa. Ogarnęła ją dobijająca bezradność. Nie wiedziała nawet, kogo mogłaby tu prosić o pomoc.
— Co teraz? — zapytała. Uleciała z niej cała złość. Była zagubiona. — Chcesz do jakiegoś… uzdrowiciela? — Zagryzła wargę. Przechyliła głowę, żeby lepiej spojrzeć na rozcięty bark. — Ja… nie wiem. Nie wiem. Co mam zrobić?


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (5101), Maddox Greyback (5430)




Wiadomości w tym wątku
[07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 31.05.2026, 17:13
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 02.06.2026, 21:18
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 04.06.2026, 20:35
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 04.06.2026, 22:58
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 07.06.2026, 17:01
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 09.06.2026, 15:34
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 21.06.2026, 14:21
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 21.06.2026, 20:03
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 28.06.2026, 23:48
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 01.07.2026, 13:25
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 05.07.2026, 23:04
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 07.07.2026, 20:40
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Maddox Greyback - 11.07.2026, 20:08
RE: [07.1956] Respect existence or expect resistance - przez Helloise Rowle - 12.07.2026, 11:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa