09.06.2026, 19:30 ✶
Akt pierwszy
scena druga
Kasa, kasa, kasa
Nadzianych gości skąd mam brać?
(Jak to jest?)
Gdy taki facet wolny jest
Czy spojrzeć chce na szarą gęś?
(Co za pech!)
Nadzianych gości skąd mam brać?
(Jak to jest?)
Gdy taki facet wolny jest
Czy spojrzeć chce na szarą gęś?
(Co za pech!)
Słomkowy kapelusz osłaniał jej oblicze przed bezlitosnym greckim słońcem, jednakże pozostawiał bezbronną wobec trosk, które rodziły się w jej własnym sercu. Lizzy była niespokojna i nie był to lęk młodej kobiety oczekującej decyzji uniwersyteckiej komisji. Rowle znała swoją córkę zbyt dobrze!
Największym przekleństwem macierzyństwa było to, że dostrzegała nadchodzącą burzę. Na bogów…
— Nie, smoczęta mają się dobrze. Gdyby coś się im stało, zapewniam cię, usłyszałbyś mnie jeszcze z Aten — odpowiedziała czule. Tylko ona, nawykła do pracy z istotami, które potrafiły odgryźć palec w ramach „czułości”, mogła tak o nich powiedzieć. Smoczęta nie były przecież smooczognikami. Kiedyś Mona uznałaby podobne pomieszanie pojęć za godne ubolewania i stanowiące wykroczenie przeciw sztuce smokologii. Obecnie miała starego przyjaciela przed sobą, w którego się przytuliła bez zastanowienia. Oparła policzek o jego ramię, aby zaczerpnąć z niego odrobiny spokoju. Następnie wyjrzała ponad nim na tacę z baklavą. — Wyjaśnij mi, jak cywilizacja, która wydała światu filozofię, tragedię i geometrię, mogła jednocześnie dopuścić do istnienia baklavy z różą. Gdzie na wszystkich bogów podziewa się twoja lepsza połowa, Anthony?
Potem zmartwiona matka wpadła w słowotok.
— Smoczoogniki mają się dobrze, hotel jeszcze stoi ku zaskoczeniu wszystkich zainteresowanych, a Lizzy wpędza mnie w stan permanentnego zamartwiania się właściwy chyba wszystkim matkom od początku świata. Usiłuję przekonać samą siebie, że to zupełnie normalne, że dorosła córka od tygodnia zachowuje się tak jakby za chwilę miała sprowadzić na całą rodzinę katastrofę! — Rowle odsunęła się od niego, wygładziła materiał jego ubrania oraz strzepnęła niewidzialny pyłek z ramienia. Westchnęła ciężko. — Potrzebuję twojej pomocy — odliczyła na palcach. — Po pierwsze, czy widziałeś gdzieś ten cały niebieski list zaadresowany do Elizabeth? Po drugie, czy w swoich niewyczerpanych zasobach życiowej mądrości posiadasz wiedzę jak zachować spokój, gdy twoje dziecko najwyraźniej przeżywa egzystencjalny kryzys, a ty nie wiesz, czy należy je przytulić, zaparzyć herbatę czy też rzucić zaklęcie ochronne na cała wyspę? Czy to naprawdę staje się łatwiejsze? Patrzenie, jak dorastają? Fy annwyl?
Jeszcze wczoraj wydawało jej się, że Elizabeth mieściła się na jednym przedramieniu, zaciskając maleńkie palce na jej dłoni. Bogowie po cichu odliczyli dwadzieścia wiosen. Jej perełka! Jej słodka dziewczynka!
— Pani Rowle! Pani Rowle! W miasteczku pełno turystów! Szukają hotelu!
Mona odwróciła się szybko.
— Ilu? — zapytała.
— Kilkunastu. Jeden wygląda na bardzo ważnego. Ma teczkę.
Na tę wiadomość jej oczy rozbłysły. To już brzmiało jak kłopoty albo pieniądze, a czasami ku chwale przedsiębiorców jedno i drugie. Zdążyła już policzyć wolne pokoje, koszt dodatkowej pościeli, zapas oliwy, chleba oraz sera, a także zysk, jaki można było osiągnąć, jeśli tylko nikt nie zacząłby się targować po brytyjsku. Kobieta, nie oglądając się na niego, poprawiła kapelusz i ruszyła energicznym krokiem ku placowi.
— Idę go znaleźć — rzuciła przez ramię Anthony’emu, jeszcze posyłając mu całusa.
Właśnie zwietrzyła niezwykle rzadki okaz zwierzyny. Studia Elizabeth nie opłacą się przecież same.
Największym przekleństwem macierzyństwa było to, że dostrzegała nadchodzącą burzę. Na bogów…
— Nie, smoczęta mają się dobrze. Gdyby coś się im stało, zapewniam cię, usłyszałbyś mnie jeszcze z Aten — odpowiedziała czule. Tylko ona, nawykła do pracy z istotami, które potrafiły odgryźć palec w ramach „czułości”, mogła tak o nich powiedzieć. Smoczęta nie były przecież smooczognikami. Kiedyś Mona uznałaby podobne pomieszanie pojęć za godne ubolewania i stanowiące wykroczenie przeciw sztuce smokologii. Obecnie miała starego przyjaciela przed sobą, w którego się przytuliła bez zastanowienia. Oparła policzek o jego ramię, aby zaczerpnąć z niego odrobiny spokoju. Następnie wyjrzała ponad nim na tacę z baklavą. — Wyjaśnij mi, jak cywilizacja, która wydała światu filozofię, tragedię i geometrię, mogła jednocześnie dopuścić do istnienia baklavy z różą. Gdzie na wszystkich bogów podziewa się twoja lepsza połowa, Anthony?
Potem zmartwiona matka wpadła w słowotok.
— Smoczoogniki mają się dobrze, hotel jeszcze stoi ku zaskoczeniu wszystkich zainteresowanych, a Lizzy wpędza mnie w stan permanentnego zamartwiania się właściwy chyba wszystkim matkom od początku świata. Usiłuję przekonać samą siebie, że to zupełnie normalne, że dorosła córka od tygodnia zachowuje się tak jakby za chwilę miała sprowadzić na całą rodzinę katastrofę! — Rowle odsunęła się od niego, wygładziła materiał jego ubrania oraz strzepnęła niewidzialny pyłek z ramienia. Westchnęła ciężko. — Potrzebuję twojej pomocy — odliczyła na palcach. — Po pierwsze, czy widziałeś gdzieś ten cały niebieski list zaadresowany do Elizabeth? Po drugie, czy w swoich niewyczerpanych zasobach życiowej mądrości posiadasz wiedzę jak zachować spokój, gdy twoje dziecko najwyraźniej przeżywa egzystencjalny kryzys, a ty nie wiesz, czy należy je przytulić, zaparzyć herbatę czy też rzucić zaklęcie ochronne na cała wyspę? Czy to naprawdę staje się łatwiejsze? Patrzenie, jak dorastają? Fy annwyl?
Jeszcze wczoraj wydawało jej się, że Elizabeth mieściła się na jednym przedramieniu, zaciskając maleńkie palce na jej dłoni. Bogowie po cichu odliczyli dwadzieścia wiosen. Jej perełka! Jej słodka dziewczynka!
— Pani Rowle! Pani Rowle! W miasteczku pełno turystów! Szukają hotelu!
Mona odwróciła się szybko.
— Ilu? — zapytała.
— Kilkunastu. Jeden wygląda na bardzo ważnego. Ma teczkę.
Na tę wiadomość jej oczy rozbłysły. To już brzmiało jak kłopoty albo pieniądze, a czasami ku chwale przedsiębiorców jedno i drugie. Zdążyła już policzyć wolne pokoje, koszt dodatkowej pościeli, zapas oliwy, chleba oraz sera, a także zysk, jaki można było osiągnąć, jeśli tylko nikt nie zacząłby się targować po brytyjsku. Kobieta, nie oglądając się na niego, poprawiła kapelusz i ruszyła energicznym krokiem ku placowi.
— Idę go znaleźć — rzuciła przez ramię Anthony’emu, jeszcze posyłając mu całusa.
Właśnie zwietrzyła niezwykle rzadki okaz zwierzyny. Studia Elizabeth nie opłacą się przecież same.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception