16.03.2023, 23:50 ✶
Nie wątpiła w jego gust, chociaż podejmowane czasem przez Louvaina decyzję były skrajnie głupie. Nie oceniała jednak nigdy tego, co robił i jak chciał żyć, nie komentowała jego sposobów radzenia sobie ze sławą oraz wykorzystywaniem płynących z niej przywilejów. Ściągał spojrzenia, uwagę, był charyzmatycznym przywódcą towarzystwa, a plotki czy opowieści o nocnych eskapadach, czy kolejnych kochanicach nie raz pojawiały się w proroku. Czasem mu dokuczała, rzucała kąśliwą uwagę, ale nigdy nie próbowała zmienić tego, kim był i tego, co robił. Dlaczego więc miałaby odmawiać mu przez wybór śmierdzącej speluny na kolację? Zmieniał się w swoim tempie, kiedyś Biały Wiwern zmieni się w elegancką restaurację, gdy przyjdzie do tego odpowiednia chwila. Nie było jej rolą narzucanie mu tempa lub nakierowywanie, mogła po prostu być i mu w tym towarzyszyć. Jakkolwiek duże miała problemy z nawiązywaniem relacji i emocjami, cechowała się przecież lojalnością do skrupulatnie wybranych osób, które w jakimś stopniu wpasowywały się w ramy utworzone w jej pokręconym umyśle. Niewiele było żywych istot, których towarzystwo ceniła bardziej, niż swoje trupy w prosektorium. Przyglądała się mu chwilę w milczeniu, zakładając nogę na nogę, dochodząc do wniosku, że faktycznie był mniej próżny i chyba bardziej znośny, niż wcześniej. Wniosków tych jednak nie zamierzała mu przedstawiać jednak werbalnie, nie chcąc, aby obrósł w piórka od nowa. Pokręciła głową delikatnie z prychnięciem godnym przynajmniej młodego kuguhara, wywracając przy tym oczyma. - Może trochę się postarzałeś tu i ówdzie, ale nie uwierzę, że kolejka całkiem opustoszała.
Kobiety były głupie, szukały wygody i dóbr materialnych, często idąc na łatwiznę więcej razy i bardziej niż kiedykolwiek Lestrange poszedł. Byłaby hipokrytą, jednak gdyby uznawała się za lepsze od nich, wszak sama czasem wykorzystywała wszelkie dostępne sobie środki do osiągnięcia obranego przez siebie celu. Niezależnie, czy chodziło o robienie z siebie blond idiotki, czy o wpadnięcie na kogoś na korytarzu w koszuli rozpiętej o guzik, czy dwa najbardziej. Żyli przecież w takim, a nie innym świecie, nie zmieni go jedna Cynthia, jeden Louvain. I pewnie przeszło jej przez myśl na samym początku, aby jego wykorzystać, ale zmieniła zdanie, bo przecież nie był tylko pionkiem. Tak, jak nie mogłaby użyć do czegokolwiek Victorii czy Fergusa. Ciężko było jej przyznać przed sobą najbardziej oczywiste rzeczy, więc zawsze jej umysł szukał wymówek. Na jego słowa podniosła spojrzenie na jego twarz i odszukała oczu, pozwalając sobie na cyniczny odrobinę uśmiech. - Oh, bo się zarumienię. - rzuciła niemalże wzruszona, zupełnie niczym ulegająca jego słowom fanka. Jej dłoń uniosła się ku górze, odgarniając mu z czoła kosmyk włosów, a następnie, jak gdyby nigdy nic, ułożyła dłoń na kolanie. Omiotła spojrzeniem wnętrze, na chwilę skupiając uwagę na podejrzanie wyglądającym barmanie, który przez żółty odcień skóry wyglądał jej na kogoś, kogo niedługo odkryje w jednej z tak dobrze znanych jej, czarnych toreb. Pozbyła się posmaku upitego wcześniej trunku z warg, zwilżając je i odstawiła kieliszek, kontynuując ich grę. Dlaczego nie dziwiła jej odpowiedź?
Powędrowała spojrzeniem za Slughornem z subtelnym uśmiechem, który pojawiał się za każdym razem, gdy obdarzał ją spojrzeniem. Parszywa glizda, absolutny Władca uprzedmiotowiania ludzi, krążyły nawet plotki o romansie z jedną z czarownic pół krwi. Żałosne. Nie drgnęła, nawet gdy jej towarzysz wstał i z największą elegancją przywitał parszywego sędziego. Czego od niego chciał? Jaki był powód jego zainteresowania jego osobą? Nie zapytała jednak głośno, przenosząc wzrok na swoje dłonie, obserwując odbijające się na paznokciach światełka z tutejszych kandelabrów. Uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona, łapiąc za kieliszek, a kolejny łyk alkoholu rozgrzał przyjemne przełyk, zostawiając na skórze rześki dreszczyk. - Ze szlamą? Nie ma wstydu. - odpowiedziała również cicho, dyskretnie się ku niemu przysuwając, jednak jej spojrzenia cały czas wędrowały do sędziego. Stuknęła paznokciami o szkło, gdy kątem oka dostrzegła mimikę twarzy Lestrange.
- A czy powinnam się z nim umówić? - zapytała tylko, odwracając głowę w jego stronę i odszukując jego spojrzenie. Nie musiała pytać, żeby domyślać się, że coś było na rzeczy, do czego jej potrzebował. Tylko jaki cel miało odwrócenie nią uwagi urzędnika i co właściwie miała pomóc mu zrobić. Nie umiała czytać w myślach. Westchnęła bezgłośnie, a jej brwi ściągnęły się na ułamek sekundy. - Jeśli potrzebujesz, żebym coś zrobiła, to po prostu mi powiedz... Chcesz dać mu nauczkę? Zresztą, zasłużył na Cruciatus. Może dwa? Ma przecież dobre nazwisko.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu krótki uśmiech i znów upiła wina, mówiąc o zaklęciach niewybaczalnych tonem, którym mówiłaby o accio. Jej były narzeczony — również starszy miał nieszczęśliwy wypadek, kończąc w morskich odmętach ku niezadowoleniu ojca. Sędziemu też mogło przydarzyć się coś złego, wypadki chodziły po ludziach, zwłaszcza w czasach gdy ciemne i ciężkie chmury snuły się po niebie.
Kobiety były głupie, szukały wygody i dóbr materialnych, często idąc na łatwiznę więcej razy i bardziej niż kiedykolwiek Lestrange poszedł. Byłaby hipokrytą, jednak gdyby uznawała się za lepsze od nich, wszak sama czasem wykorzystywała wszelkie dostępne sobie środki do osiągnięcia obranego przez siebie celu. Niezależnie, czy chodziło o robienie z siebie blond idiotki, czy o wpadnięcie na kogoś na korytarzu w koszuli rozpiętej o guzik, czy dwa najbardziej. Żyli przecież w takim, a nie innym świecie, nie zmieni go jedna Cynthia, jeden Louvain. I pewnie przeszło jej przez myśl na samym początku, aby jego wykorzystać, ale zmieniła zdanie, bo przecież nie był tylko pionkiem. Tak, jak nie mogłaby użyć do czegokolwiek Victorii czy Fergusa. Ciężko było jej przyznać przed sobą najbardziej oczywiste rzeczy, więc zawsze jej umysł szukał wymówek. Na jego słowa podniosła spojrzenie na jego twarz i odszukała oczu, pozwalając sobie na cyniczny odrobinę uśmiech. - Oh, bo się zarumienię. - rzuciła niemalże wzruszona, zupełnie niczym ulegająca jego słowom fanka. Jej dłoń uniosła się ku górze, odgarniając mu z czoła kosmyk włosów, a następnie, jak gdyby nigdy nic, ułożyła dłoń na kolanie. Omiotła spojrzeniem wnętrze, na chwilę skupiając uwagę na podejrzanie wyglądającym barmanie, który przez żółty odcień skóry wyglądał jej na kogoś, kogo niedługo odkryje w jednej z tak dobrze znanych jej, czarnych toreb. Pozbyła się posmaku upitego wcześniej trunku z warg, zwilżając je i odstawiła kieliszek, kontynuując ich grę. Dlaczego nie dziwiła jej odpowiedź?
Powędrowała spojrzeniem za Slughornem z subtelnym uśmiechem, który pojawiał się za każdym razem, gdy obdarzał ją spojrzeniem. Parszywa glizda, absolutny Władca uprzedmiotowiania ludzi, krążyły nawet plotki o romansie z jedną z czarownic pół krwi. Żałosne. Nie drgnęła, nawet gdy jej towarzysz wstał i z największą elegancją przywitał parszywego sędziego. Czego od niego chciał? Jaki był powód jego zainteresowania jego osobą? Nie zapytała jednak głośno, przenosząc wzrok na swoje dłonie, obserwując odbijające się na paznokciach światełka z tutejszych kandelabrów. Uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona, łapiąc za kieliszek, a kolejny łyk alkoholu rozgrzał przyjemne przełyk, zostawiając na skórze rześki dreszczyk. - Ze szlamą? Nie ma wstydu. - odpowiedziała również cicho, dyskretnie się ku niemu przysuwając, jednak jej spojrzenia cały czas wędrowały do sędziego. Stuknęła paznokciami o szkło, gdy kątem oka dostrzegła mimikę twarzy Lestrange.
- A czy powinnam się z nim umówić? - zapytała tylko, odwracając głowę w jego stronę i odszukując jego spojrzenie. Nie musiała pytać, żeby domyślać się, że coś było na rzeczy, do czego jej potrzebował. Tylko jaki cel miało odwrócenie nią uwagi urzędnika i co właściwie miała pomóc mu zrobić. Nie umiała czytać w myślach. Westchnęła bezgłośnie, a jej brwi ściągnęły się na ułamek sekundy. - Jeśli potrzebujesz, żebym coś zrobiła, to po prostu mi powiedz... Chcesz dać mu nauczkę? Zresztą, zasłużył na Cruciatus. Może dwa? Ma przecież dobre nazwisko.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu krótki uśmiech i znów upiła wina, mówiąc o zaklęciach niewybaczalnych tonem, którym mówiłaby o accio. Jej były narzeczony — również starszy miał nieszczęśliwy wypadek, kończąc w morskich odmętach ku niezadowoleniu ojca. Sędziemu też mogło przydarzyć się coś złego, wypadki chodziły po ludziach, zwłaszcza w czasach gdy ciemne i ciężkie chmury snuły się po niebie.