— Jego strata. Może akurat ta okazałaby się największym dziełem jego życia — wzruszyła ramionami. Rozumiała, dlaczego ktoś mógłby chcieć zrezygnować z Londynu. Ale tu nie chodziło tylko o Londyn. Tu chodziło o prawie połowę kraju, która ucierpiała w skutek Spalonej Nocy. Ostrożni ludzie musieli więc hurtem skoncentrować się na zachodniej i północnej części wysp, jeśli chcieli dalej rozwijać i mnożyć swoje biznesy, a do tego uchronić się od zagrożenia. Albo nawet i nie, bo według Lyssy nic nie stało na przeszkodzie, by następnym razem Czarny Pan postanowił urządzić sobie imprezę w innym miejscu. Nowe widoki, nowe możliwości. — Tak? Ktoś postanowił, że Londyn nie jest jeszcze kompletnie spisany na straty i postanowił coś z nim zrobić? — zapytała, nieco kwaśno z resztą, ale było widać że wspomnienie spalonej nocy i jej reperkusji, jakoś popsuło jej humor. Jakże miałoby nie, kiedy wspomnienia były takie nieprzyjemne. Dookoła tylko duszący, drapiący w gardło dym i czerwień płomieni. Jasna łuna odbijała się na ciemnych kłębach, które wzbijały się ponad miasto. Ludzie krzyczeli, dostawali małpiego rozumu, tracili domy i umierali. Wszystko wtedy było nie tak jak powinno. Żywiła szczerą nadzieję, że ten pokaz mocy był jedynym na który zdecyduje się Voldemort, bo nie była pewna czy kolejne takie atrakcje byłaby w stanie przeżyć emocjonalnie.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.