10.06.2026, 14:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2026, 15:18 przez Ceolsige Burke.
Powód edycji: pospułem kod kostków - mea culpa
)
W nikłym, migotliwym blasku magicznych kryształów, sylwetka Ceolsige odznaczała się nienaganną, wręcz nienaturalną w tym miejscu elegancją. Stała tuż u boku Hestii, na delikatnie rozstawionych nogach, ze spokojem lustrując szczeguly potwora. Butelkowozielona spódnica spływała ciężkimi fałdami wokół jej bioder, a dopasowana biała koszula z luźnymii rękawami jaśniała w półmroku, kontrastując z otaczającą ich makabrą. Oszczędzając wciąż pulsujący bólem lewy kciuk, uniosła prawą dłoń i przyłożyła do oka prymitywną, naprędce wyczarowaną lunetkę. Przez dłuższą chwilę, w absolutnym milczeniu, analizowała strukturę spowijających monstrum więzów. Jej błękitne oczy, zwężone w bystre szczeliny, ignorowały wijące się macki i pulsujące czyraki. Wijący się gryzoń zupełnie nie zaprzątął obecnie jej uwagi, uważajac go za unieszkodliwionego dziwnego strażnika tego miejsca.
— Może jednak jest trochę nadziei — odezwała się cicho, niemal bez kontekstu, a jej melodyjny, niski głos przeciął ciężką pieśń rozbrzmiewającą w komnacie.
Nie odrywając spojrzenia od okularu zaczeła opisywac to co widzi trzyamjac się rzeczowego tonu. — Istotę spowijają dwa osobne łańcuchy. Pierwszy z nich, ten przy skoblu, jest całkowicie pozbawiony run. To proste, fizyczne zabezpieczenie, które ma trzymać bestię w miejscu, dopóki ktoś nie zdecyduje się jej wypuścić. Drugi… — zawiesiła na chwilę głos, gdy jej wzrok prześlizgnął się po migoczących pod skórą monstrum znakach — …to zupełnie inna historia. Jest umagiczniony. Choć runy nikną pośród tych potwornych ciał, udało mi się sczytać z nich sekwencję mówiącą o „łączeniu” oraz „sercu syreny”.
Opuściła lunetę i odwróciła się gwałtownie w stronę mężczyzn. Jej twarz była poważna, pozbawiona jakichkolwiek śladów niedawnego zaskoczenia. Uspokajającym, ciepłym gestem położyła dłoń na ramieniu Hestii. Na krótka chwilę, ledwie muśnięcie.
— Jeden z tych łańcuchów został dodany celowo, by utrzymać ten potworny proces w ryzach — kontynuowała, przenosząc spojrzenie z Peregrinusa na Hannibala. W jej oczach malowała się spokojna, absolutna determinacja. Spojrzenie to niosło ze sobą ten szczególny rodzaj presji, jaki wywierają ludzie, którzy nie czekają na cudze pozwolenie, bo decyzję już podjęli. — Jeżeli zostawimy to w tym stanie, ktokolwiek stworzył to monstrum, po prostu przyjdzie, wyciągnie skobel i je wypuści. A wtedy nikt nie odnajdzie tej bestii, dopóki nie dokona ona swojego plugawego zadania.
Nonszalanckim, precyzyjnym ruchem rzuciła mosiężną lunetkę prosto w stronę Peregrinusa, licząc, że to przekieruje rozmyślania wwieszcza na bardziej pragmatyczne tory.
Sama odwróciła się z powrotem w stronę ołtarza. Uniosła berberysową różdżkę i płynnym, kolistym ruchem nadgarstka prawej dłoni nakreśliła w powietrzu prostą, lśniącą linię. Skupiła całą swoją wolę na mechanizmie, który znała najlepiej – na zamkach, zapadkach i ryglach. Na pierwszej kłódce na jakiej ćwiczyła otwieranie zamków. Prosta, mosiężna i duża. Byłałby pokrzepiającym dodatkiem blokującym ogniwa łańcuchów tuż koło skobla.
- Ktoś musi mnie poprowadzić w meandrach run tego zaklętego łańcucha, a i sprawne ramię będzie mile widziane. - rzuciła przez ramię nim ostrożenie ruszyła w stronę potwora bacznie wyglądajac jego reakcji. - Możliwe, że to prawdziwa postać naszyjnika jakim Leonard obdaża swoje ofiary. - Przemieszczała się w stronę potworności ostrożenie starajac kroki by nie zwrócić na siebie uwagi żadnej z głów i nie stanąć przypadkiem w kałuży. W nadziei na podejście do ołtarza i z bliska zaingerowanie w łańcuch.
Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.
Rzucam na Kształtowanie◉○○○○: próbuję wyczarować solidną, nieskomplikowaną kłódkę (blokadę), która dodatkowo zabezpieczy i zepnie ogniwa zwykłego łańcucha w miejscu skobla, uniemożliwiając jego łatwe wyciągnięcie lub zerwanie.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II
Rzucam na aktywnośc fizyczną ◉○○○○: Staram się przejść do potwora omijając otaczające go kałuże i unikając kierowania na siebie uwagi monstrum.
Przewaga: Złodziejstwo I
— Może jednak jest trochę nadziei — odezwała się cicho, niemal bez kontekstu, a jej melodyjny, niski głos przeciął ciężką pieśń rozbrzmiewającą w komnacie.
Nie odrywając spojrzenia od okularu zaczeła opisywac to co widzi trzyamjac się rzeczowego tonu. — Istotę spowijają dwa osobne łańcuchy. Pierwszy z nich, ten przy skoblu, jest całkowicie pozbawiony run. To proste, fizyczne zabezpieczenie, które ma trzymać bestię w miejscu, dopóki ktoś nie zdecyduje się jej wypuścić. Drugi… — zawiesiła na chwilę głos, gdy jej wzrok prześlizgnął się po migoczących pod skórą monstrum znakach — …to zupełnie inna historia. Jest umagiczniony. Choć runy nikną pośród tych potwornych ciał, udało mi się sczytać z nich sekwencję mówiącą o „łączeniu” oraz „sercu syreny”.
Opuściła lunetę i odwróciła się gwałtownie w stronę mężczyzn. Jej twarz była poważna, pozbawiona jakichkolwiek śladów niedawnego zaskoczenia. Uspokajającym, ciepłym gestem położyła dłoń na ramieniu Hestii. Na krótka chwilę, ledwie muśnięcie.
— Jeden z tych łańcuchów został dodany celowo, by utrzymać ten potworny proces w ryzach — kontynuowała, przenosząc spojrzenie z Peregrinusa na Hannibala. W jej oczach malowała się spokojna, absolutna determinacja. Spojrzenie to niosło ze sobą ten szczególny rodzaj presji, jaki wywierają ludzie, którzy nie czekają na cudze pozwolenie, bo decyzję już podjęli. — Jeżeli zostawimy to w tym stanie, ktokolwiek stworzył to monstrum, po prostu przyjdzie, wyciągnie skobel i je wypuści. A wtedy nikt nie odnajdzie tej bestii, dopóki nie dokona ona swojego plugawego zadania.
Nonszalanckim, precyzyjnym ruchem rzuciła mosiężną lunetkę prosto w stronę Peregrinusa, licząc, że to przekieruje rozmyślania wwieszcza na bardziej pragmatyczne tory.
Sama odwróciła się z powrotem w stronę ołtarza. Uniosła berberysową różdżkę i płynnym, kolistym ruchem nadgarstka prawej dłoni nakreśliła w powietrzu prostą, lśniącą linię. Skupiła całą swoją wolę na mechanizmie, który znała najlepiej – na zamkach, zapadkach i ryglach. Na pierwszej kłódce na jakiej ćwiczyła otwieranie zamków. Prosta, mosiężna i duża. Byłałby pokrzepiającym dodatkiem blokującym ogniwa łańcuchów tuż koło skobla.
- Ktoś musi mnie poprowadzić w meandrach run tego zaklętego łańcucha, a i sprawne ramię będzie mile widziane. - rzuciła przez ramię nim ostrożenie ruszyła w stronę potwora bacznie wyglądajac jego reakcji. - Możliwe, że to prawdziwa postać naszyjnika jakim Leonard obdaża swoje ofiary. - Przemieszczała się w stronę potworności ostrożenie starajac kroki by nie zwrócić na siebie uwagi żadnej z głów i nie stanąć przypadkiem w kałuży. W nadziei na podejście do ołtarza i z bliska zaingerowanie w łańcuch.
Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.
Rzucam na Kształtowanie◉○○○○: próbuję wyczarować solidną, nieskomplikowaną kłódkę (blokadę), która dodatkowo zabezpieczy i zepnie ogniwa zwykłego łańcucha w miejscu skobla, uniemożliwiając jego łatwe wyciągnięcie lub zerwanie.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Rzucam na aktywnośc fizyczną ◉○○○○: Staram się przejść do potwora omijając otaczające go kałuże i unikając kierowania na siebie uwagi monstrum.
Przewaga: Złodziejstwo I
Rzut O 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!