10.06.2026, 17:37 ✶
Dziewczyna poszła po kawę dla Icarusa, a on z ciekawości spojrzał na książkę, która leżała na stoliku. Uśmiechnął się na widok znajomej okładki. Spędził z tym podręcznikiem tyle długich lat, nauczył się go niegdyś niemal na pamięć. Ktoś tu wiedział, z czego uczyć się historii magii. Mężczyzna przekartkował książkę, rozejrzawszy się, czy Elizabeth wciąż jest w budynku. Nie chciał wyjść na wścibskiego. Spojrzał na rozdział, którym akurat się zajmowała. Był to jeden z początkowych ustępów, o starożytnej historii magii. Jego ulubione rozdziały. Widać było jednak, po lekko pozaginanej okładce, że pozycja była czytana, a przynajmniej przeglądana, wielokrotnie.
Kiedy dziewczyna wróciła z kawą, on wciąż trzymał książkę w rękach. Posłał młodej uśmiech.
– Czytasz Bathildę Bagshot? Wybitna badaczka, poznałem ją zresztą. Wierz mi, to najmądrzejsza historyczka świata. Ma to swoje holistyczne podejście, potrafi uzasadnić, jak łączą się różne wydarzenia. I ma świetne pióro – stwierdził.
Elizabeth uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Postawiła przed nim filiżankę z kawą i usiadła na swoim wcześniejszym miejscu. Wciąż wyglądała na trochę onieśmieloną. Choć temat historii zapalił w jej oku charakterystyczną iskierkę. Icarus doskonale znał to spojrzenie.
– Bardzo mi się podobała ta książka. Dziadek mi ją zamówił w Londynie – powiedziała już troszkę głośniej, pewniej. – Szukałam tam wzmianek o tej bransolecie, której pan szuka. Niestety profesor Bagshot nic o niej nie pisała. Streszcza tylko mit o Orfeuszu i Eurydyce.
Icarus upił trochę kawy. Była doskonała, choć gorący napój i upał nie do końca szły ze sobą w parze.
– To stosunkowo nowe odkrycie. Choć nie, inaczej: o Orfeuszu i Eurydyce wiedzieliśmy od dawna. Spodziewaliśmy się, że były to rzeczywiste postacie, tylko nie mieliśmy pojęcia, ile prawdy kryło się w tym, że Orfeusz ponoć zszedł do Tartaru. Czyli, we współczesnym języku, za Zasłonę. Jednak dwa lata temu doktor Hassan z Libanu odnalazła kryptę z papirusami z czasów minojskich. Wszystko zapieczętowane czarami, niemal nienaruszone zębem czasu.
– Prawdziwy święty Graal – skwitowała dziewczyna, a Prewett kiwnął głową.
– Dokładnie. Oczywiście wtedy wszyscy dostali białej gorączki i trzeba było zorganizować aukcję. Uniwersytet Londyński kupił tylko trzy manuskrypty za sumę taką, że nie dostaliśmy bonusu przez następny rok akademicki. Także, jeden z papirusów udało się nam przetłumaczyć i opowiadał on właśnie o bransolecie Eurydyki. I jeśli to ty ją znalazłaś… Cóż, możesz uznać się za bogatą. Z tego tutaj hoteliku ty i twoja mama wybudujecie jakiś kurort, i to co najmniej. Może pałac?
Dziewczyna zamrugała szybko oczami. Wyglądała na urzeczoną jego gadaniną, zdecydowanie bardziej niż studenci na jego wykładach. Jednocześnie jednak w jej spojrzeniu czaiło się jakieś zakłopotanie. Jakby nie mówiła mu o czymś bardzo ważnym. Normalnie spowodowałoby to u niego lekką irytację, ale przy Elizabeth czuł jakieś niesamowite współczucie. Wyglądała jak dziewczynka, która przyznać się miała właśnie do jakiegoś błędu, który popełniła mając same dobre intencje.
– Właściwie to ja… – Dziewczyna zawiesiła się, bo na dziedziniec właśnie wszedł ktoś wcale nie nieznajomy. Ktoś, kogo Icarus nie spodziewałby się tu ujrzeć nawet w najśmielszych snach.
Kiedy dziewczyna wróciła z kawą, on wciąż trzymał książkę w rękach. Posłał młodej uśmiech.
– Czytasz Bathildę Bagshot? Wybitna badaczka, poznałem ją zresztą. Wierz mi, to najmądrzejsza historyczka świata. Ma to swoje holistyczne podejście, potrafi uzasadnić, jak łączą się różne wydarzenia. I ma świetne pióro – stwierdził.
Elizabeth uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Postawiła przed nim filiżankę z kawą i usiadła na swoim wcześniejszym miejscu. Wciąż wyglądała na trochę onieśmieloną. Choć temat historii zapalił w jej oku charakterystyczną iskierkę. Icarus doskonale znał to spojrzenie.
– Bardzo mi się podobała ta książka. Dziadek mi ją zamówił w Londynie – powiedziała już troszkę głośniej, pewniej. – Szukałam tam wzmianek o tej bransolecie, której pan szuka. Niestety profesor Bagshot nic o niej nie pisała. Streszcza tylko mit o Orfeuszu i Eurydyce.
Icarus upił trochę kawy. Była doskonała, choć gorący napój i upał nie do końca szły ze sobą w parze.
– To stosunkowo nowe odkrycie. Choć nie, inaczej: o Orfeuszu i Eurydyce wiedzieliśmy od dawna. Spodziewaliśmy się, że były to rzeczywiste postacie, tylko nie mieliśmy pojęcia, ile prawdy kryło się w tym, że Orfeusz ponoć zszedł do Tartaru. Czyli, we współczesnym języku, za Zasłonę. Jednak dwa lata temu doktor Hassan z Libanu odnalazła kryptę z papirusami z czasów minojskich. Wszystko zapieczętowane czarami, niemal nienaruszone zębem czasu.
– Prawdziwy święty Graal – skwitowała dziewczyna, a Prewett kiwnął głową.
– Dokładnie. Oczywiście wtedy wszyscy dostali białej gorączki i trzeba było zorganizować aukcję. Uniwersytet Londyński kupił tylko trzy manuskrypty za sumę taką, że nie dostaliśmy bonusu przez następny rok akademicki. Także, jeden z papirusów udało się nam przetłumaczyć i opowiadał on właśnie o bransolecie Eurydyki. I jeśli to ty ją znalazłaś… Cóż, możesz uznać się za bogatą. Z tego tutaj hoteliku ty i twoja mama wybudujecie jakiś kurort, i to co najmniej. Może pałac?
Dziewczyna zamrugała szybko oczami. Wyglądała na urzeczoną jego gadaniną, zdecydowanie bardziej niż studenci na jego wykładach. Jednocześnie jednak w jej spojrzeniu czaiło się jakieś zakłopotanie. Jakby nie mówiła mu o czymś bardzo ważnym. Normalnie spowodowałoby to u niego lekką irytację, ale przy Elizabeth czuł jakieś niesamowite współczucie. Wyglądała jak dziewczynka, która przyznać się miała właśnie do jakiegoś błędu, który popełniła mając same dobre intencje.
– Właściwie to ja… – Dziewczyna zawiesiła się, bo na dziedziniec właśnie wszedł ktoś wcale nie nieznajomy. Ktoś, kogo Icarus nie spodziewałby się tu ujrzeć nawet w najśmielszych snach.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.