Rozumiała strach wynikający z tego, że ludzie bali się nieznanego: a tym właśnie była hipnoza, usuwanie wspomnień, modyfikowanie pamięci. Hipnotyzer mógł przecież wziąć znacznie więcej, mógł wymazać nie tylko to problematyczne wspomnienie, ale też inne… może co innego przestanie mieć sens i znaczenie, gdy usunie się jeden klocek i tak dalej. Strach był rzeczą absolutnie ludzką, a mózg, umysł tak delikatny… widziała to przecież na własne oczy lata temu, gdy jeszcze pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym, widziała jak zachowywali się mugole po wymazaniu im wspomnień. Victoria nie nauczyła się oklumencji ze względu na jakąś fanaberię, a dlatego, że nie chciała, żeby z jej umysłem stało się to samo, żeby ktokolwiek przy nim majstrował.
Ale to nie tak, że nie było rzeczy, o których nie chciałaby zapomnieć. Była przynajmniej jedna taka i wcale nie związana z Beltane, jak można było sądzić.
– Wiesz, lepsze leczenie objawów, zwłaszcza, że jest skuteczne, niż nie móc z tym zrobić nic. A może komuś z was uda się znaleźć źródło problemu? Tak chyba jest z każdą chorobą? – minęło… ile, niecałe 3 tygodnie. Czy w 3 tygodnie dało się w ogóle opracować lek na nieznaną chorobę? Znaleźć dokładnie jej źródło? Zadziałać u sedna, a nie tylko leczyć objawy? Victoria nie wiedziała, bo uzdrowicielem nie była, natomiast mogła mówić z perspektywy kogoś, kto jednak lubił eksperymentować nad eliksirami czy maściami i wiedziała ile czasu zajmuje w ogóle wpadnięcie na właściwy pomysł, a potem jego realizacja tak, by było to skuteczne.
Spojrzała na Primrose, gdy do siostry chyba w końcu dotarła powaga sytuacji. Uśmiechnęła się do niej łagodnie, bo tak – Biuro Aurorów już tutaj było… Stało właśnie obok niej.
– W sierpniu szukałam domu, ta kamienica tutaj to miało być tylko tak wiesz… przelotnie. Ale to odłożyłam trochę, bo miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Napisałam już do czarodzieja, który wtedy pokazywał mi różne oferty, może coś z tych domów, które mi się wtedy podobały, jeszcze zostało… W każdym razie już działam. A jeśli chcesz dzisiaj spać gdzieś indziej, to może w Maida Vale? Ewentualnie mogę cię popilnować, bo ja i tak dzisiaj już nie zasnę – nie po tym koszmarze, który miała, to na pewno… – Zobaczę czy to ta sama klapa i co tam jest, nie bój się – mówiła spokojnie, próbując Primrose jakoś uspokoić, bo panika nie była tutaj potrzebna. Zresztą… Ostatnim razem nic się nie wydarzyło, to może, ale tylko może, nie było to groźne, natomiast Victoria tak ogólnie wolała nie kusić losu. Ta kamienica, jeśli nie była przeklęta, to co najmniej pechowa i skrajną głupotą było zostawać tu na dłużej.