11.06.2026, 00:22 ✶
“To”, mówiła o ofiarach czarnej magii Ceolsige i jakkolwiek nieludzko to brzmiało, pozwalało choć trochę odepchnąć od siebie natrętne porównanie donny Anny ze zdjęć w folderze reklamowym - kwitnącej, pełnej siły, gracji i życia - do tragicznego obrazu przed nimi. Ciała, które powinno budzić zachwyt, a nie grozę. Śpiewu, który powinien wypełniać scenę Lamezia Terme, a nie te oślizgłe podziemia.
- Kiedy… Jak dawno zniknęła donna Anna? - zapytał niepewnie Hannibal. Jak długo trwa jej koszmarna przemiana? - Wiecie, że to ona, prawda?
Jeżeli miał zrobić cokolwiek użytecznego, nie mógł patrzeć. Przynajmniej nie w tę nie-do-końca nieludzką twarz. Dowolny element tej potwornej sceny był lepszy, niż tamto.
Przyjrzał się Peregrinusowi i Hestii - jasnowidz zapewne słusznie ostrzegał przed zakusami ducha, ale oczy obojga czarodziejów pozostawały przytomne. Wysłuchał Ceo, spokojnej, niczym skała pośród wzburzonego morza grozy i obrzydzenia, rozbijających się o ściany pieczary. Wydawała się zdecydowana zbadać tajemnicę, dużo bardziej, niż Peregrinus, mimo, że wizja tego ostatniego dawała pewną nadzieję dla najświeższej ofiary przemiany.
Selwyn miał wrażenie, że pływa w lęku i utonie, jeżeli nie uczepi się czegoś stałego. Napięcie, jak prąd pod skórą, domagało się działania. Przełknął z wysiłkiem, skinął głową i ruszył za Burke, nie do końca pewien swojego tu zadania, ale przecież wspomniała, że będzie potrzebowała silnego ramienia.
Jeden krok naraz, mawiał mu Carlos, instruktor baletu, kiedy myśląc już o następnym, nie wykonywał obecnego dostatecznie starannie.
Jeden krok naraz, więc teraz stawiał krok za krokiem między wijącymi się po podłodze mackami, (nie patrz im w twarze), między kałużami czarnej wody (to b y ł a woda, prawda?), przy akompaniamencie tego melodyjnego, wyciągniętego zaśpiewu bez słów (nie myśl, skup się na zadaniu).
-na tyle monotonnego, że pewnie mógłby przewidzieć jego następne tony-
Odkopnął pełne przyssawek ramię, które podpełzło zbyt blisko, przestąpił nad kałużą - kobieta przed nim starannie je omijała, a wyglądała na kogoś, kto wie, co robi - i nawet udało mu się nie wypuścić z gardła rodzącego się tam odgłosu zaskoczenia i obrzydzenia.
Mieli wszystko pod kontrolą, Hestia na pewno wesprze ich w razie kłopotów, a w wizji Peregrinusa chyba żadne z nich nie ginęło, przecież ostrzegłby ich, gdyby tak było, no nie?…
-to by szło jakoś tak-
Muzyka, jak to się często zdarzało, przyszła do Hannibala niepostrzeżenie. Nagle zamiast dać zwykły krok, stanął od palców, co było nawet praktyczne, gdy starał się nie wdepnąć w nic, co leżało na ziemi i nie zahaczyć o nic, co należało do skutej łańcuchami abominacji. W następnym kroku przeniósł środek ciężkości, odruchowo i całkiem niepotrzebnie. Krótko zastanowił się, dlaczego właściwie to zrobił - i zorientował się, że nuci wraz ze zrośniętymi w jeden organizm kobietami, wraz z donną Anną, że co prawda nie on sam ale jego głos stał się częścią tej bluźnierczej, żałosnej, tragicznej harmonii. Nie czuł się opętany (nigdy nie był opętany, nie miał pojęcia, jak to jest). Nie przerwał czujnej obserwacji nekromantycznego monstrum ani ostrożnej wędrówki za prowadzącą go czarownicą. Bliżej i bliżej łusek, łańcuchów, ludzkich ciał.
Jego głos cicho kontynuował pieśń - jedyny hołd, jaki był w stanie zaoferować nieszczęsnym siostrom, kiedy nie miał odwagi nawet na nie spojrzeć.
//Zawada: Wysoka stawka, czy ja wiem? W każdym razie robię nierozsądne rzeczy.
Przewaga: Muzyka
- Kiedy… Jak dawno zniknęła donna Anna? - zapytał niepewnie Hannibal. Jak długo trwa jej koszmarna przemiana? - Wiecie, że to ona, prawda?
Jeżeli miał zrobić cokolwiek użytecznego, nie mógł patrzeć. Przynajmniej nie w tę nie-do-końca nieludzką twarz. Dowolny element tej potwornej sceny był lepszy, niż tamto.
Przyjrzał się Peregrinusowi i Hestii - jasnowidz zapewne słusznie ostrzegał przed zakusami ducha, ale oczy obojga czarodziejów pozostawały przytomne. Wysłuchał Ceo, spokojnej, niczym skała pośród wzburzonego morza grozy i obrzydzenia, rozbijających się o ściany pieczary. Wydawała się zdecydowana zbadać tajemnicę, dużo bardziej, niż Peregrinus, mimo, że wizja tego ostatniego dawała pewną nadzieję dla najświeższej ofiary przemiany.
Selwyn miał wrażenie, że pływa w lęku i utonie, jeżeli nie uczepi się czegoś stałego. Napięcie, jak prąd pod skórą, domagało się działania. Przełknął z wysiłkiem, skinął głową i ruszył za Burke, nie do końca pewien swojego tu zadania, ale przecież wspomniała, że będzie potrzebowała silnego ramienia.
Jeden krok naraz, mawiał mu Carlos, instruktor baletu, kiedy myśląc już o następnym, nie wykonywał obecnego dostatecznie starannie.
Jeden krok naraz, więc teraz stawiał krok za krokiem między wijącymi się po podłodze mackami, (nie patrz im w twarze), między kałużami czarnej wody (to b y ł a woda, prawda?), przy akompaniamencie tego melodyjnego, wyciągniętego zaśpiewu bez słów (nie myśl, skup się na zadaniu).
-na tyle monotonnego, że pewnie mógłby przewidzieć jego następne tony-
Odkopnął pełne przyssawek ramię, które podpełzło zbyt blisko, przestąpił nad kałużą - kobieta przed nim starannie je omijała, a wyglądała na kogoś, kto wie, co robi - i nawet udało mu się nie wypuścić z gardła rodzącego się tam odgłosu zaskoczenia i obrzydzenia.
Mieli wszystko pod kontrolą, Hestia na pewno wesprze ich w razie kłopotów, a w wizji Peregrinusa chyba żadne z nich nie ginęło, przecież ostrzegłby ich, gdyby tak było, no nie?…
-to by szło jakoś tak-
Muzyka, jak to się często zdarzało, przyszła do Hannibala niepostrzeżenie. Nagle zamiast dać zwykły krok, stanął od palców, co było nawet praktyczne, gdy starał się nie wdepnąć w nic, co leżało na ziemi i nie zahaczyć o nic, co należało do skutej łańcuchami abominacji. W następnym kroku przeniósł środek ciężkości, odruchowo i całkiem niepotrzebnie. Krótko zastanowił się, dlaczego właściwie to zrobił - i zorientował się, że nuci wraz ze zrośniętymi w jeden organizm kobietami, wraz z donną Anną, że co prawda nie on sam ale jego głos stał się częścią tej bluźnierczej, żałosnej, tragicznej harmonii. Nie czuł się opętany (nigdy nie był opętany, nie miał pojęcia, jak to jest). Nie przerwał czujnej obserwacji nekromantycznego monstrum ani ostrożnej wędrówki za prowadzącą go czarownicą. Bliżej i bliżej łusek, łańcuchów, ludzkich ciał.
Jego głos cicho kontynuował pieśń - jedyny hołd, jaki był w stanie zaoferować nieszczęsnym siostrom, kiedy nie miał odwagi nawet na nie spojrzeć.
Aktywność fizyczna - podążam za Ceolsige, jestem w gotowości i unikam ataków stwora
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!
Sukces!
Charyzma - nucę z syrenkami, cicho, ale jak mi się uda dopasować, to głośniej bo po co komu instynkt samozachowawczy
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
//Zawada: Wysoka stawka, czy ja wiem? W każdym razie robię nierozsądne rzeczy.
Przewaga: Muzyka