Podjęte przez nich działania miały precyzyjny charakter zabezpieczenia otoczenia. Wymienili się informacjami i przeszli do działania. Ceolsige zwinnie wyminęła kałuże, zdawało się, że nie ściągnęła na siebie uwagi monstrum stając tuż pod jego podwyższonym leżem znajdującym się w centrum komory. Bez trudu odnalazła kluczowe ogniwa i dodała magiczną kłódkę znacząco utrudniającą banalne wręcz dotąd zadanie oswobodzenia monstrum. Z powietrza wspierała ją w tym Hestia, transmutując łańcuch, sprawiając, że rozerwanie go bez użycia magii było niemal niemożliwe.
Peregrinus mimo rozrastającego się ekwipunku z trudem koncentrował się na swoim zadaniu, chcąc jednocześnie odcyfrować działanie runicznego łańcucha oraz wychwycić zmiany w zachowaniu towarzyszy. Łączenie, razem, serce syreny… znajdował potwierdzenie słów Ceolsige, wypatrując przez prowizoryczną lunetę jeszcze jedno oraz pieśń. Przedmiot z pewnością był przeklęty. Jako specjalista w dziedzinie pieczętowania był świadom, że gdyby chciał pozbawić przedmiot magicznych właściwości, mógł albo w bezpiecznym kontrolowanym środowisku rozpraszać runy kolejno, albo, podobnie jak zwierzęta na powierzchni uszkodzić splot mechanicznie, co mogło przynieść jednak nieoczekiwane efekty. Chaotyczne. Niekontrolowane. Klątwa którą niósł mogła też być możliwa do zdjęcia w inny sposób, zazwyczaj dało się ją osłabić, czy nawet odwrócić, tylko do tego najlepiej byłoby znać całość, a nie skrawki wyłapane w pośpiechu walącego adrenaliną serca.
Tymczasem uchwycenie całego ciągłu i zyskanie stuprocentowej pewności co do działania przedmiotu zdawało się jednak poza jego zasięgiem: cielsko bestii poruszało się nieustannie, runy nieregularnie były odsłaniane i przesłaniane fałdami odkszałconych tkanek…
I wtedy zdał sobie z tego sprawę z dwóch spraw… Już nie cztery gardła nuciły pieśń tylko pięć – Hannibal dołączył do nich, bez pudła trafiając w każdą nutę. Co więcej on nie tylko nucił, jego usta układały się w słowa, tak samo jak i one zaczęły śpiewać do nich słowami:
Come to me, rest your head
Warm within ocean's bed
Rock and sway your worries down
Ebb and flow, fast and sound…
Jak to możliwe, że śpiewały po angielsku? Chyba, że to nie był angielski, a wabik w ten sposób interpretowany przez ich umysły – myśl pojawiła się, nim zdążył cokolwiek powiedzieć. A potem było już za późno.
Atak był nagły, zbyt szybki, aby Hestia zdążyła zareagować, choć raczej rozproszyła ją pojedyncza macka chlastająca ze świstem tuż obok jej miotły, mimo że wiedźma przed chwilą była pewna, że w powietrzu znajduje się poza zasięgiem bestii. Tymczasem stojącą zdecydowanie bliżej potwory Ceolsige, jedno z plugawych ramion na odlew odepchnęło od siebie jak szmacianą lalkę, z impetem ciskając ją na wystający z ziemi ciężki głaz. Gruchnęło przy zderzeniu ciała z kamieniem, a uśmiechnięte przed momentem szelmowsko usta zbroczyła krew.
W tym samym momencie Hannibal zdał sobie sprawę z zakusów lśniącego runami łańcucha, który tuż nad jego głową - co przyszło na myśl obu obserwującym scenę mężczyznom bo i Peregrinus to zobaczył - zdawał się jak magiczne lasso szykować pętle na aktora. Manewr jednak nie udał się, ponieważ ciężki złotą łuską ogon wystający z pokracznej chimery z wyprzedzeniem uderzył młodzieńca przygważdżając go na moment do ołtarza i rozcinając tym uderzeniem jego skroń. Wciąż jednak pozostawało w jego ciele wiele energii w przeciwieństwie do ledwo stojącej na nogach Ceolsige
Znajdująca się w pieczarze Syrena już nie tylko śpiewała.
Przykuta do płaskiej powierzchni plugawego ołtarza, zaczęła nieregularnie uderzać o ziemię kończynami, wprawiając w drżenie ciecz w ciemnych kałużach, zdając się już nie tylko śpiewać dla nich, ale też tańczyć…
Z niknącego w mroku sufitu posypały się na ich głowy grudki ziemi.
Peregrinus mimo rozrastającego się ekwipunku z trudem koncentrował się na swoim zadaniu, chcąc jednocześnie odcyfrować działanie runicznego łańcucha oraz wychwycić zmiany w zachowaniu towarzyszy. Łączenie, razem, serce syreny… znajdował potwierdzenie słów Ceolsige, wypatrując przez prowizoryczną lunetę jeszcze jedno oraz pieśń. Przedmiot z pewnością był przeklęty. Jako specjalista w dziedzinie pieczętowania był świadom, że gdyby chciał pozbawić przedmiot magicznych właściwości, mógł albo w bezpiecznym kontrolowanym środowisku rozpraszać runy kolejno, albo, podobnie jak zwierzęta na powierzchni uszkodzić splot mechanicznie, co mogło przynieść jednak nieoczekiwane efekty. Chaotyczne. Niekontrolowane. Klątwa którą niósł mogła też być możliwa do zdjęcia w inny sposób, zazwyczaj dało się ją osłabić, czy nawet odwrócić, tylko do tego najlepiej byłoby znać całość, a nie skrawki wyłapane w pośpiechu walącego adrenaliną serca.
Tymczasem uchwycenie całego ciągłu i zyskanie stuprocentowej pewności co do działania przedmiotu zdawało się jednak poza jego zasięgiem: cielsko bestii poruszało się nieustannie, runy nieregularnie były odsłaniane i przesłaniane fałdami odkszałconych tkanek…
I wtedy zdał sobie z tego sprawę z dwóch spraw… Już nie cztery gardła nuciły pieśń tylko pięć – Hannibal dołączył do nich, bez pudła trafiając w każdą nutę. Co więcej on nie tylko nucił, jego usta układały się w słowa, tak samo jak i one zaczęły śpiewać do nich słowami:
Come to me, rest your head
Warm within ocean's bed
Rock and sway your worries down
Ebb and flow, fast and sound…
Jak to możliwe, że śpiewały po angielsku? Chyba, że to nie był angielski, a wabik w ten sposób interpretowany przez ich umysły – myśl pojawiła się, nim zdążył cokolwiek powiedzieć. A potem było już za późno.
Atak był nagły, zbyt szybki, aby Hestia zdążyła zareagować, choć raczej rozproszyła ją pojedyncza macka chlastająca ze świstem tuż obok jej miotły, mimo że wiedźma przed chwilą była pewna, że w powietrzu znajduje się poza zasięgiem bestii. Tymczasem stojącą zdecydowanie bliżej potwory Ceolsige, jedno z plugawych ramion na odlew odepchnęło od siebie jak szmacianą lalkę, z impetem ciskając ją na wystający z ziemi ciężki głaz. Gruchnęło przy zderzeniu ciała z kamieniem, a uśmiechnięte przed momentem szelmowsko usta zbroczyła krew.
W tym samym momencie Hannibal zdał sobie sprawę z zakusów lśniącego runami łańcucha, który tuż nad jego głową - co przyszło na myśl obu obserwującym scenę mężczyznom bo i Peregrinus to zobaczył - zdawał się jak magiczne lasso szykować pętle na aktora. Manewr jednak nie udał się, ponieważ ciężki złotą łuską ogon wystający z pokracznej chimery z wyprzedzeniem uderzył młodzieńca przygważdżając go na moment do ołtarza i rozcinając tym uderzeniem jego skroń. Wciąż jednak pozostawało w jego ciele wiele energii w przeciwieństwie do ledwo stojącej na nogach Ceolsige
Znajdująca się w pieczarze Syrena już nie tylko śpiewała.
Przykuta do płaskiej powierzchni plugawego ołtarza, zaczęła nieregularnie uderzać o ziemię kończynami, wprawiając w drżenie ciecz w ciemnych kałużach, zdając się już nie tylko śpiewać dla nich, ale też tańczyć…
Z niknącego w mroku sufitu posypały się na ich głowy grudki ziemi.
Tura do 14.06
pozostawiam decyzję o kolejce do Waszej dyspozycji
żywotność po tej turze:
Ceolsige ◉○○○○
Hannibal ◉◉◉◉○
Hestia ◉◉◉◉○
Peregrinus ◉◉◉○○+ Zapora [Moc 6]
○○○○○ oznacza utratę przytomności
Rozbrojenie łańcucha bez run, przykuwającego monstrum do ołtarza i ograniczające jego przemieszczanie się po pieczarze - wymagane 3 Sukcesy (Słaby Sukces liczony jako 1/2, Krytyczny Sukces liczony jako 3)
pozostawiam decyzję o kolejce do Waszej dyspozycji
żywotność po tej turze:
Ceolsige ◉○○○○
Hannibal ◉◉◉◉○
Hestia ◉◉◉◉○
Peregrinus ◉◉◉○○+ Zapora [Moc 6]
○○○○○ oznacza utratę przytomności
Rozbrojenie łańcucha bez run, przykuwającego monstrum do ołtarza i ograniczające jego przemieszczanie się po pieczarze - wymagane 3 Sukcesy (Słaby Sukces liczony jako 1/2, Krytyczny Sukces liczony jako 3)