12.06.2026, 12:38 ✶
Co mu przeszkadzało?
Teoretycznie nic. Do historii wracał ukradkiem, kiedy nikt nie patrzył. Czytał książki, analizował manuskrypty zostawione przez ojca. Czasami wpadały mu do głowy pomysły, które nadawałyby się do niedokończonej książki. Tematy, o które mógłby zahaczyć, zagadnienia, które mógłby poruszyć, tezy, które mógłby sformułować. A jednak, nigdy nie siadał do pisania, bo wtedy przychodziły wspomnienia. Sylwetka ojca, jego głos mówiący Icarusie, jeszcze nie jesteś gotowy. Tak, jakby sam, bez Dedalusa nie był w stanie nic zrobić.
Ostatnio jednak wyszła sprawa z listami. Stare kłamstwo wyciągnięte z grobu człowieka, którego w Grecji dosięgnęła klątwa. Icarus zaczął zastanawiać się nad innymi słowami Dedalusa. Czy naprawdę nie mógłby sobie poradzić sam? A może mógł oddzielić historię od własnych historii z ojcem? Kochał ją. Każda nowa rzecz, której się dowiadywał, każde opracowanie, nowa lektura, napawały go nieopisaną radością. A teraz, kiedy trzymał róg obfitości, z którego mogli pić rzymscy cesarze, wydawało się mu, że znalazł się w raju.
Propozycja Anadii nie była głupia. Jej głos brzmiał cholernie przekonująco, a chwilowy, niespodziewany przypływ wiary w siebie tylko to umocnił. Icarus Prewett, historyk Schrodingera, mógł wreszcie ruszyć własne żałosne życie z miejsca. A jednak… coś go powstrzymywało.
– To zaszczyt, Anadio. Naprawdę. Tyle, że… – Tyle, że co? Sam nie wiedział. – Obawiam się, że możesz się na mnie zawieść. Zawsze pracowałem z ojcem i teraz, na bogów, sam nie wiem, czy sobie poradzę. Chciałbym ci pomóc, ale co jeśli moje kompetencje okażą się niewystarczające? – Oddał jej róg i wcisnął dłonie do kieszeni. – Miałem ostatnio dużo problemów i nie jestem wybitnie stabilną osobą. Teraz jest dobrze, ale zaraz może znowu się zrobić fatalnie. Choć może… trochę taki jest sens historii, nie uważasz? Nigdy nie będzie ani wiecznej utopii, ani wiecznej dystopii.
Teoretycznie nic. Do historii wracał ukradkiem, kiedy nikt nie patrzył. Czytał książki, analizował manuskrypty zostawione przez ojca. Czasami wpadały mu do głowy pomysły, które nadawałyby się do niedokończonej książki. Tematy, o które mógłby zahaczyć, zagadnienia, które mógłby poruszyć, tezy, które mógłby sformułować. A jednak, nigdy nie siadał do pisania, bo wtedy przychodziły wspomnienia. Sylwetka ojca, jego głos mówiący Icarusie, jeszcze nie jesteś gotowy. Tak, jakby sam, bez Dedalusa nie był w stanie nic zrobić.
Ostatnio jednak wyszła sprawa z listami. Stare kłamstwo wyciągnięte z grobu człowieka, którego w Grecji dosięgnęła klątwa. Icarus zaczął zastanawiać się nad innymi słowami Dedalusa. Czy naprawdę nie mógłby sobie poradzić sam? A może mógł oddzielić historię od własnych historii z ojcem? Kochał ją. Każda nowa rzecz, której się dowiadywał, każde opracowanie, nowa lektura, napawały go nieopisaną radością. A teraz, kiedy trzymał róg obfitości, z którego mogli pić rzymscy cesarze, wydawało się mu, że znalazł się w raju.
Propozycja Anadii nie była głupia. Jej głos brzmiał cholernie przekonująco, a chwilowy, niespodziewany przypływ wiary w siebie tylko to umocnił. Icarus Prewett, historyk Schrodingera, mógł wreszcie ruszyć własne żałosne życie z miejsca. A jednak… coś go powstrzymywało.
– To zaszczyt, Anadio. Naprawdę. Tyle, że… – Tyle, że co? Sam nie wiedział. – Obawiam się, że możesz się na mnie zawieść. Zawsze pracowałem z ojcem i teraz, na bogów, sam nie wiem, czy sobie poradzę. Chciałbym ci pomóc, ale co jeśli moje kompetencje okażą się niewystarczające? – Oddał jej róg i wcisnął dłonie do kieszeni. – Miałem ostatnio dużo problemów i nie jestem wybitnie stabilną osobą. Teraz jest dobrze, ale zaraz może znowu się zrobić fatalnie. Choć może… trochę taki jest sens historii, nie uważasz? Nigdy nie będzie ani wiecznej utopii, ani wiecznej dystopii.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.