12.06.2026, 19:26 ✶
Słuchając Botta, Helloise wtuliła nos we wrzosy rosnące przy ścieżynie. Przykrywała kobietę stopniowo miękka kołderka szarych popiołów. Nie spieszyło jej się nigdzie.
Otworzyła oczy dopiero, gdy poczuła ruch przy swojej twarzy. Zaskoczona zatrzepotała kilka razy rzęsami i spojrzała na wyciągniętą do niej dłoń Bertiego. Uniosła własną rękę i złapała nadgarstek mężczyzny, przyciągając go bliżej. Rękawy lekkiej bluzki czarownicy zsunęły się po chudych przedramionach. Mimo że wiedźma chwyciła Botta stanowczo, mógł się w każdej chwili bez trudu wyszarpać.
— Co dziś upiekłeś? — zapytała, niewidzącymi oczyma próbując przeniknąć warstwę popiołów na skórze Botta i wtargnąć do jego kuchni. Potarła kciukiem szarawy brud, jakby to miało pomóc jej w tym zadaniu. Śledziła wzrokiem wzory, w jakie układały się na nim smugi niczym wróżbitka czytająca z linii dłoni.
Być może i to nie Matka odpowiadała za zesłanie owego upiornego deszczu, lecz ach, niewiele to dla Helloise zmieniało. Cóż by miała z tym zrobić?
— To nienaturalne — przytaknęła. — Tak samo jak wszystko, co dzieje się ostatnio w lesie. Być może to jakiś sposób… może to ma coś zmienić? Czy ty mi potrafisz powiedzieć, skąd to się bierze? Po co pada? — Momentami czarownica brzmiała zupełnie przytomnie, w drugiej chwili: jakby żyła w zupełnie innym świecie niż pan Bertie Bott i nie miała kontaktu z obiektywną rzeczywistością.
Otworzyła oczy dopiero, gdy poczuła ruch przy swojej twarzy. Zaskoczona zatrzepotała kilka razy rzęsami i spojrzała na wyciągniętą do niej dłoń Bertiego. Uniosła własną rękę i złapała nadgarstek mężczyzny, przyciągając go bliżej. Rękawy lekkiej bluzki czarownicy zsunęły się po chudych przedramionach. Mimo że wiedźma chwyciła Botta stanowczo, mógł się w każdej chwili bez trudu wyszarpać.
— Co dziś upiekłeś? — zapytała, niewidzącymi oczyma próbując przeniknąć warstwę popiołów na skórze Botta i wtargnąć do jego kuchni. Potarła kciukiem szarawy brud, jakby to miało pomóc jej w tym zadaniu. Śledziła wzrokiem wzory, w jakie układały się na nim smugi niczym wróżbitka czytająca z linii dłoni.
Być może i to nie Matka odpowiadała za zesłanie owego upiornego deszczu, lecz ach, niewiele to dla Helloise zmieniało. Cóż by miała z tym zrobić?
— To nienaturalne — przytaknęła. — Tak samo jak wszystko, co dzieje się ostatnio w lesie. Być może to jakiś sposób… może to ma coś zmienić? Czy ty mi potrafisz powiedzieć, skąd to się bierze? Po co pada? — Momentami czarownica brzmiała zupełnie przytomnie, w drugiej chwili: jakby żyła w zupełnie innym świecie niż pan Bertie Bott i nie miała kontaktu z obiektywną rzeczywistością.
dotknij trawy