17.03.2023, 01:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2023, 00:38 przez Louvain Lestrange.)
Czy dostatecznie i wyraźnie zaakcentował jak zgorszony był całym tym aktem celebracji bufona Notta? Nie dość najwyraźniej, bo kiedy tylko Philip odwrócił się plecami do rodzeństwa Lestrange, Louvain zaczął stroić idiotyczne miny, przedrzeźniając jego zachowanie względem obłąkanego fana, jego gestykulacje i mimikę. Może to zazdrość, ale ta żenująca scenka, której dwójka panów dała tutaj popis, zdecydowanie odebrała młodemu Lestrange jakąkolwiek chęć do dalszej socjalizacji. Oczami wyobraźni już dawno wetknął mu butelkę czkającego wina głęboko w gardło, żeby się nią udławił. Brakowało tylko, żeby ktoś zapytał Philipa czy podobały mu się zawody, z miłą chęcią dokończyłby niewybredną rymowankę. Lorreta było stać na trochę więcej gracji, niż jego, w tym momencie, ale jakoś nie miał ochoty na wymianę grzeczności w tych okolicznościach. - Wybaczcie drogie panie, ale obawiam się, że będę wymiotował... - pokręcił głową ze zrezygnowaniem i ostatni raz już przewrócił oczami. Na tyle ile potrafił, odmówił grzecznie zaproszenia od Cynthii, mimo, że jej towarzystwo było realnie najlepszą alternatywą na ten wieczór. Mimo tego miał jeszcze coś do zrobienia, zanim minie popołudnie, a Beltane przejdzie do następnego punktu programu. Właściwie to była dobra okazja, żeby oddalić się na moment od wszystkich, ku swoim obowiązkom. Nachylił się jeszcze nad uchem bliźniaczki, szepnął coś krótko, pożegnał się z paniami skinięciem głowy i oddalił się od towarzystwa w kierunku pozostałych atrakcji sabatu.
Przystanął na moment, gdzieś na uboczu, wśród drewnianych ław, żeby coś zjeść. Obserwując z boku, poczynania brygadzistów, tego w jakich konfiguracjach oraz jakimi trasami poruszają się po wydarzeniu. Na początku nie starał się zbyt specjalnie unikać zaczepek, czy przypadkowych spotkań. Czekał na okazję, żeby ktoś, być może, przypadkowo, lub delikatnie pomagając szczęściu, siadając obok większej i rozgadanej grupy czarodziejów, rozpoznał go. Popularność czasem miewała te plusu, kiedy przypadkowi czarodzieje, okazywali się być bardzo otwarci i na zadawane pytania mogli odpowiadać szczerze i zgodnie z posiadaną wiedzę. Plotkował z pozostałymi na temat aurorów, brygadzistów i zabezpieczeń jakie przyszykowali z okazji święta. Wykorzystywał swoją charyzmę i nie skąpił przy tym na trunki dla gadatliwych, jak i pochwał oraz komplementów. W końcu gdy uznał, że wystarczy tych udawanych poufałości z ludem, zaczął powoli zlewać się z tłumem. Na głowę założył delikatnie wytarty kapelusz, zsuwając go bardziej na czole, by nie zderzać się frontalnie swoją facjatą z kolejnymi napływającymi czarodziejami. Leniwym krokiem wędrował od stoiska do stoiska, udając zainteresowanego ofertą kramarzy, jednak w rzeczywistości przyglądał się jarmarcznemu zamieszaniu na polanie. Starał się też ustalić obecność aurorów, zwłaszcza tych którzy, podobnie jak on, bardzo starali nie rzucać się w oczy. Oprócz tego zainteresował się również tym w jaki sposób przebiegają drogi ewakuacyjne. Najważniejsze ścieżki nie mogły być zbyt skomplikowane, żeby w razie zagrożenia, spanikowani czarodzieje potrafili odnaleźć się w potencjalnym chaosie.
Przystanął na moment, gdzieś na uboczu, wśród drewnianych ław, żeby coś zjeść. Obserwując z boku, poczynania brygadzistów, tego w jakich konfiguracjach oraz jakimi trasami poruszają się po wydarzeniu. Na początku nie starał się zbyt specjalnie unikać zaczepek, czy przypadkowych spotkań. Czekał na okazję, żeby ktoś, być może, przypadkowo, lub delikatnie pomagając szczęściu, siadając obok większej i rozgadanej grupy czarodziejów, rozpoznał go. Popularność czasem miewała te plusu, kiedy przypadkowi czarodzieje, okazywali się być bardzo otwarci i na zadawane pytania mogli odpowiadać szczerze i zgodnie z posiadaną wiedzę. Plotkował z pozostałymi na temat aurorów, brygadzistów i zabezpieczeń jakie przyszykowali z okazji święta. Wykorzystywał swoją charyzmę i nie skąpił przy tym na trunki dla gadatliwych, jak i pochwał oraz komplementów. W końcu gdy uznał, że wystarczy tych udawanych poufałości z ludem, zaczął powoli zlewać się z tłumem. Na głowę założył delikatnie wytarty kapelusz, zsuwając go bardziej na czole, by nie zderzać się frontalnie swoją facjatą z kolejnymi napływającymi czarodziejami. Leniwym krokiem wędrował od stoiska do stoiska, udając zainteresowanego ofertą kramarzy, jednak w rzeczywistości przyglądał się jarmarcznemu zamieszaniu na polanie. Starał się też ustalić obecność aurorów, zwłaszcza tych którzy, podobnie jak on, bardzo starali nie rzucać się w oczy. Oprócz tego zainteresował się również tym w jaki sposób przebiegają drogi ewakuacyjne. Najważniejsze ścieżki nie mogły być zbyt skomplikowane, żeby w razie zagrożenia, spanikowani czarodzieje potrafili odnaleźć się w potencjalnym chaosie.