14.06.2026, 11:19 ✶
Ceolsige wciąż promieniała, zatopiona w rzadko spotykanym u niej stanie całkowitego odprężenia i szczerego zadowolenia z towarzystwa. Była absolutnie nieświadoma dysonansu, jaki wywołało u kuzynki jej poprzednie zachowanie. Dla niej to krótkie, głośne chrupnięcie stawów było jedynie mechanicznym, bezwiednym odruchem. Czymś, co wymykało się jej ciału kiedy napływały do niego fale rzeczywistego odprężenia po okresach wzmożonego napiecia.
Kiedy Urd sięgnęła dłonią po grube szkło z dymiącym, grejpfrutowym trunkiem, wzrok Ceolsige mimowolnie podążył za tym gestem. Jej jasne oczy straciły swoją zazwyczaj ostrą, analityczną głębię, gdy spoczęły na wirujących w płynie kryształkach lodu. Myśli paserki na krótką chwilę odpłynęły w stronę sennych majaków, a jej noga, która do tej pory rytmicznie i beztrosko huśtała się pod stołem, nagle znieruchomiała. Rąbek czarnej spódnicy opadł gładko, spowijając nieruchomą teraz łydkę i stopę wygiętą na eleganckim obcasie.
Pytanie o łazienkę i wannę wyrwało ją z tego letargu. Ceolsige momentalnie przeniosła spojrzenie na twarz Urd, a na jej nienagannej fizjonomii odmalował się teatralny, przesadny grymas zaskoczenia. Prawie odruchowy wyraz zupełnie jakby przyłapano ja na czymś o tyle zuchwałym o ile niegroźnym. - Urd, moja wanna wciąż jest… wysoce minimalistyczna. Powiedzmy, że projektowana z myślą o bardzo samotnej, bardzo zajętej kobiecie. - jej ton powoli zmieniał swój wydźwięk na bardziej melancholijny.
– Remont? – powtórzyła, a na jej twarz na moment wypłynęła nuta szczerego żalu. Gdy zaczęła mówić o swoim mieszkaniu nad kantorem na Nokturnie, jej głos stracił dotychczasową lekkość, zyskując niemal mroczną powagę. – Niestety nastąpiły pewne zmiany w stylistyce, niezależne od moich planów.
Westchnęła cicho, a jej spojrzenie pociemniało, gdy w pamięci stanęły jej obrazy Spalonej Nocy, zgliszcza i duszący dym wdzierający się do Crossroads.
– A jeśli chodzi o resztę mieszkania… Cóż, sytuacja jest naprawdę kłopotliwa i mówię to z pełną powagą. Podejrzewam, że w moim przedpokoju otworzyło się przejście do jakiegoś metafizycznego Limbo. I nie żartuję, Urd – dodała cicho, a w jej błękitnych oczach nie było już śladu kokieterii, tylko chłodna, dystyngowana rezygnacja. – Dom mi ostatnio lekko pachnie dymem i popiołem. I obawiam się, że to nie jest kwestia nieszczelnego komina, a raczej metafizycznej nieszczelności samej rzeczywistości. Ten smród po prostu wsiąkł w ściany i wraca, jakby kamienica sama płakała nad tym, co się wydarzyło.
Ciężka atmosfera minionego terroru wisiała w powietrzu przez ułamek sekundy. Ceolsige, z precyzją godnej swemu wychowaniu strząsnęła z siebie ten niepotrzebny nastrój. Na jej usta natychmiast powrócił szelmowski, drapieżny uśmiech, a oczy rozbłysły dawnym, flirciarskim żarem. Pochyliła się nieco mocniej nad blatem, ignorując powagę sytuacji na rzecz czystej przyjemności zacieśniania dzielącego ich dystansu. Pasemka jej włosów ześlizgnęły się po ramionach na pierś, końcówkami sunąc po obrusie stolika.
– Może to jednak doskonały pretekst, by wszystko wyburzyć i zacząć od nowa? Ta łazienka zawsze wydawała mi się zbyt pusta, a wanna… zdecydowanie wymaga wymiany na coś… bardziej przestronnego, gdzie zmieściłyby się dwie osoby bez ryzyka utonięcia. – Spojrzała na Urd z wyczekiwaniem, a jej głos stał się niski i aksamitny. – Masz o niebo lepsze oko do estetyki niż ja, Urd. Może wpadłabyś kiedyś ocenić, czy da się z tej mojej przestrzeni wyciągnąć jeszcze jakiś sensowny, elegancki styl? Zanim oczywiście wciągnie mnie do tego mojego Limbo, rzecz jasna.
Kiedy Urd sięgnęła dłonią po grube szkło z dymiącym, grejpfrutowym trunkiem, wzrok Ceolsige mimowolnie podążył za tym gestem. Jej jasne oczy straciły swoją zazwyczaj ostrą, analityczną głębię, gdy spoczęły na wirujących w płynie kryształkach lodu. Myśli paserki na krótką chwilę odpłynęły w stronę sennych majaków, a jej noga, która do tej pory rytmicznie i beztrosko huśtała się pod stołem, nagle znieruchomiała. Rąbek czarnej spódnicy opadł gładko, spowijając nieruchomą teraz łydkę i stopę wygiętą na eleganckim obcasie.
Pytanie o łazienkę i wannę wyrwało ją z tego letargu. Ceolsige momentalnie przeniosła spojrzenie na twarz Urd, a na jej nienagannej fizjonomii odmalował się teatralny, przesadny grymas zaskoczenia. Prawie odruchowy wyraz zupełnie jakby przyłapano ja na czymś o tyle zuchwałym o ile niegroźnym. - Urd, moja wanna wciąż jest… wysoce minimalistyczna. Powiedzmy, że projektowana z myślą o bardzo samotnej, bardzo zajętej kobiecie. - jej ton powoli zmieniał swój wydźwięk na bardziej melancholijny.
– Remont? – powtórzyła, a na jej twarz na moment wypłynęła nuta szczerego żalu. Gdy zaczęła mówić o swoim mieszkaniu nad kantorem na Nokturnie, jej głos stracił dotychczasową lekkość, zyskując niemal mroczną powagę. – Niestety nastąpiły pewne zmiany w stylistyce, niezależne od moich planów.
Westchnęła cicho, a jej spojrzenie pociemniało, gdy w pamięci stanęły jej obrazy Spalonej Nocy, zgliszcza i duszący dym wdzierający się do Crossroads.
– A jeśli chodzi o resztę mieszkania… Cóż, sytuacja jest naprawdę kłopotliwa i mówię to z pełną powagą. Podejrzewam, że w moim przedpokoju otworzyło się przejście do jakiegoś metafizycznego Limbo. I nie żartuję, Urd – dodała cicho, a w jej błękitnych oczach nie było już śladu kokieterii, tylko chłodna, dystyngowana rezygnacja. – Dom mi ostatnio lekko pachnie dymem i popiołem. I obawiam się, że to nie jest kwestia nieszczelnego komina, a raczej metafizycznej nieszczelności samej rzeczywistości. Ten smród po prostu wsiąkł w ściany i wraca, jakby kamienica sama płakała nad tym, co się wydarzyło.
Ciężka atmosfera minionego terroru wisiała w powietrzu przez ułamek sekundy. Ceolsige, z precyzją godnej swemu wychowaniu strząsnęła z siebie ten niepotrzebny nastrój. Na jej usta natychmiast powrócił szelmowski, drapieżny uśmiech, a oczy rozbłysły dawnym, flirciarskim żarem. Pochyliła się nieco mocniej nad blatem, ignorując powagę sytuacji na rzecz czystej przyjemności zacieśniania dzielącego ich dystansu. Pasemka jej włosów ześlizgnęły się po ramionach na pierś, końcówkami sunąc po obrusie stolika.
– Może to jednak doskonały pretekst, by wszystko wyburzyć i zacząć od nowa? Ta łazienka zawsze wydawała mi się zbyt pusta, a wanna… zdecydowanie wymaga wymiany na coś… bardziej przestronnego, gdzie zmieściłyby się dwie osoby bez ryzyka utonięcia. – Spojrzała na Urd z wyczekiwaniem, a jej głos stał się niski i aksamitny. – Masz o niebo lepsze oko do estetyki niż ja, Urd. Może wpadłabyś kiedyś ocenić, czy da się z tej mojej przestrzeni wyciągnąć jeszcze jakiś sensowny, elegancki styl? Zanim oczywiście wciągnie mnie do tego mojego Limbo, rzecz jasna.