17.03.2023, 02:05 ✶
Ludzie różnie reagowali na śmierć. Większość paniką i zgorszeniem, nie mogąc poradzić sobie z myślą o tym, że oni również znajdą się w worku prędzej czy później, w prosektorium Ministerstwa lub zwykłej kostnicy domu pogrzebowego. Niewielki procent był śmiercią zafascynowany, obsesyjnie wręcz spoglądając na blade lico i sine usta, podniecając się chłodem oraz rozkładem bijącym od nieboszczyka. Byli też ludzie po przejściach, tacy, którzy mieli pożerające ich od środka demony związane ze zwłokami lub stratą. Przyglądając się twarzy Perseusa, Cynthia nawet nie próbowała zgadywać, który z tych powodów wywołał bladość na jego licach i co wywołało ten niepokój w spojrzeniu, który nijak do jego osoby pasował. Mimowolnie i ona zerknęła w stronę trupa, a jednak nie umiała już wykrzesać z siebie absolutnie niczego, co można by nazwać emocją. Nie chciała go skrępować, gdy opierał się blat i utrzymywał równowagę, tocząc wewnętrzny pojedynek z pamięcią lub ze strachem, więc spoglądając wszędzie, byle nie na niego.
- Przykro mi. - odpowiedziała jedynie krótko, nie ciągnąc go za język. Uwolnione z fartucha ciało przeciągnęło się dyskretnie. Lycoris będzie zadowolona, uwinęła się z organem szybciej, niż zakładała. Zerkając na mężczyznę podczas mycia rąk, wciąż widziała atak paniki. Westchnęła bezgłośnie nieco zaskoczona, bo przecież nie raz odwiedzał tutaj swojego kuzyna. Nie widział nigdy sekcji, trupa na stole? Zajęła miejsce za biurkiem, proponując mu rzecz jasną herbatę lub kawę, chociaż jego twarz sugerowała, że może lepszym wyborem byłaby szklaneczką whisky, która tkwiła bezpiecznie w jednej z szuflad biurka. Kobieta skrobała szybko piórem, uzupełniając raport i dopiero gdy zaczął mówić, podniosła na niego ponownie spojrzenie. Zaproszenia się zupełnie nie spodziewała, bo umówmy się, Cyna nie była kobietą specjalnie towarzyską czy popularną, uczestniczyła w wydarzeniach tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne i uważała śmietankę czystokrwistych Czarodziejów w większości za zadufane w sobie bałwany. Jej palce przemknęły po pergaminie, wzrok na ułamek sekundy uciekł na tarczę zegarka, która wystawała spod rękawa. - Myślę, że mogę zacząć przerwę kilka minut wcześniej. Oczywiście.
Odłożyła teczkę, wsuwając ją do szuflady starannie, aby dopasowała się do poprzednich. Równo odłożyła pióro, wsunęła po sobie krzesło. Pedantyzm był naprawdę okropną cechą, której nie dało się ot tak wyciszyć. Zarzuciła płaszcz na ramiona — miał jasnoszary kolor, zapinany był na dwa rzędy guzików i przewiązywany w pasie. Płynnym ruchem zsunęła z włosów frotkę, pozwalając długim pasmom rozsypać się po plecach i ramionach. Złapała za torebkę i spojrzała na niego, pozwalając sobie na krótki uśmiech, lustrując jego twarz wzrokiem. Wciąż był blady, wyjście z prosektorium było dobrym pomysłem, bo w innym wypadku mógłby tu zemdleć. Oczywiście znała się na uzdrawianiu czy cuceniu, ale czy chciałby się obudzić na jednym z tych stołów? Wątpiła. - Masz na myśli tą w Ministerstwie, czy tą na zewnątrz, zaraz za rogiem? Mają tam doskonały wybór.
Zapytała jeszcze, gdy kierowali się do podwójnych drzwi prowadzących na korytarz.
- Przykro mi. - odpowiedziała jedynie krótko, nie ciągnąc go za język. Uwolnione z fartucha ciało przeciągnęło się dyskretnie. Lycoris będzie zadowolona, uwinęła się z organem szybciej, niż zakładała. Zerkając na mężczyznę podczas mycia rąk, wciąż widziała atak paniki. Westchnęła bezgłośnie nieco zaskoczona, bo przecież nie raz odwiedzał tutaj swojego kuzyna. Nie widział nigdy sekcji, trupa na stole? Zajęła miejsce za biurkiem, proponując mu rzecz jasną herbatę lub kawę, chociaż jego twarz sugerowała, że może lepszym wyborem byłaby szklaneczką whisky, która tkwiła bezpiecznie w jednej z szuflad biurka. Kobieta skrobała szybko piórem, uzupełniając raport i dopiero gdy zaczął mówić, podniosła na niego ponownie spojrzenie. Zaproszenia się zupełnie nie spodziewała, bo umówmy się, Cyna nie była kobietą specjalnie towarzyską czy popularną, uczestniczyła w wydarzeniach tylko wtedy, gdy było to absolutnie konieczne i uważała śmietankę czystokrwistych Czarodziejów w większości za zadufane w sobie bałwany. Jej palce przemknęły po pergaminie, wzrok na ułamek sekundy uciekł na tarczę zegarka, która wystawała spod rękawa. - Myślę, że mogę zacząć przerwę kilka minut wcześniej. Oczywiście.
Odłożyła teczkę, wsuwając ją do szuflady starannie, aby dopasowała się do poprzednich. Równo odłożyła pióro, wsunęła po sobie krzesło. Pedantyzm był naprawdę okropną cechą, której nie dało się ot tak wyciszyć. Zarzuciła płaszcz na ramiona — miał jasnoszary kolor, zapinany był na dwa rzędy guzików i przewiązywany w pasie. Płynnym ruchem zsunęła z włosów frotkę, pozwalając długim pasmom rozsypać się po plecach i ramionach. Złapała za torebkę i spojrzała na niego, pozwalając sobie na krótki uśmiech, lustrując jego twarz wzrokiem. Wciąż był blady, wyjście z prosektorium było dobrym pomysłem, bo w innym wypadku mógłby tu zemdleć. Oczywiście znała się na uzdrawianiu czy cuceniu, ale czy chciałby się obudzić na jednym z tych stołów? Wątpiła. - Masz na myśli tą w Ministerstwie, czy tą na zewnątrz, zaraz za rogiem? Mają tam doskonały wybór.
Zapytała jeszcze, gdy kierowali się do podwójnych drzwi prowadzących na korytarz.