17.03.2023, 02:27 ✶
Jej buzia wyglądała dość pogodnie i naturalnie, oczy błyszczały złudnie podekscytowane festynem, wiatr kołysał jasnymi pasmami włosów. Co ja tu robię? Pytanie to roznosiło się echem po jej głowie, bo miała wrażenie, że nagle została bohaterką jakiegoś fikcyjnego, słodkiego opowiadania, gdzie człowiek spotyka swojego idola i dostaje od niego tyle atencji, że nagle jego motywacja i chęć do życia wystrzeliwują na sam księżyc. Uciekłaby najchętniej. Zamiast tego dopasowywała maskę do rozgrywanego scenariusza, obdarzając Notta krótkim uśmiechem aprobaty, bo zaangażowanie w fanów brzmiało naprawdę pięknie. Odszukała więc pergamin, podając zawodnikowi tego głupiego sportu. - Nie ma problemu. Wystarczy Cynthia.
Jej wzrok następnie spoczął na Lestrengu, który mało elegancko się wycofał, co zaowocowało dyskretnym prychnięciem z jej strony — bo jak mógł tak ją zostawić na pastwę maniaków gry, której fenomenu kompletnie nie rozumiała? Jeszcze ta Pani, na Merlina. Odprowadziła go wzrokiem, wsuwając wolną dłoń w kieszeń płaszcza. A potem seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do tego, że pergamin do niej wrócił, wrzucony niedbale do torebki, a później ktoś błędnie uznał, że portret był jej marzeniem. - Słucham? Nie, nie! Powinieneś sam mieć obraz z Panem Nottem, to Twoje marzenie.
Spojrzała na Lorette z subtelnie rozchylonymi wargami, jakby miała nadzieję, że siostra tego egoistycznego idioty (tak, teraz na pewno pieką go uszy!) wybawi ją z tego przedsięwzięcia. - Może pójdziesz z nami? Mogłybyśmy napić się tego wina.
Zapytała ją z nadzieją, że się zgodzi. Bo jak ona miała niby z nimi wytrzymać i z tym nieszczęsnym portretem?
Przekręciła głowę z zaskoczeniem, gdy Stanley nagle postanowił się wywalić z hukiem, potykając chyba o własne nogi. Takie rzeczy się zdarzały? - Ojej. Nic Ci się nie stało? Nie złamałeś nogi? - zapytała z wyuczoną troską, bo jednak miała przeszkolenie medyczne i była dobra z uzdrawiania, ewentualnie nekromancji, gdyby ten jednak się zabił, zanim dotrą do kolejnego celu.
Dotarli do stoiska, a pan popularny szybko załatwił sprawę. Cyna stanęła nieco z boku z nadzieją, że jej nie zauważą. Trzeba przyznać, że brew na ułamek sekundy jej drgnęła, gdy wspomniał o tym, że portret miał mieć dwie kopię. Jeszcze bardziej zaskakujący był fakt, że chciał go zawiesić w domu. Miał galerię? Usłyszała swoje imię i spojrzała na Borgina, a następnie na Notta i znów na Stanleya. Na Merlina, co ona tu robiła? Naprawdę? Jak miała się cieszyć z portretu z zupełnie przypadkowym dla niej mężczyzną, który zdobył sławę, latając na miotle? Jasnowłosa uśmiechnęła się jednak z delikatnym wzruszeniem ramion, przepełnionym skromnością. - Nie będę robiła problemu, przecież! Będziesz mógł wsunąć go w ramę, jak będziecie sami. Naprawdę!
Zasugerowała, że jego skarb byłby znacznie cenniejszy, gdyby byli na nim we dwójkę. Skrzyżowała dłonie pod biustem, palce delikatnie zaciskając na swoich ramionach i wbijając w miękki materiał płaszcza. Zerknęła na przykładowe prace właścicielki kramu. - Ma Pani talent.
Gdzie to wino, gdzie ta Lorreta.
Jej wzrok następnie spoczął na Lestrengu, który mało elegancko się wycofał, co zaowocowało dyskretnym prychnięciem z jej strony — bo jak mógł tak ją zostawić na pastwę maniaków gry, której fenomenu kompletnie nie rozumiała? Jeszcze ta Pani, na Merlina. Odprowadziła go wzrokiem, wsuwając wolną dłoń w kieszeń płaszcza. A potem seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do tego, że pergamin do niej wrócił, wrzucony niedbale do torebki, a później ktoś błędnie uznał, że portret był jej marzeniem. - Słucham? Nie, nie! Powinieneś sam mieć obraz z Panem Nottem, to Twoje marzenie.
Spojrzała na Lorette z subtelnie rozchylonymi wargami, jakby miała nadzieję, że siostra tego egoistycznego idioty (tak, teraz na pewno pieką go uszy!) wybawi ją z tego przedsięwzięcia. - Może pójdziesz z nami? Mogłybyśmy napić się tego wina.
Zapytała ją z nadzieją, że się zgodzi. Bo jak ona miała niby z nimi wytrzymać i z tym nieszczęsnym portretem?
Przekręciła głowę z zaskoczeniem, gdy Stanley nagle postanowił się wywalić z hukiem, potykając chyba o własne nogi. Takie rzeczy się zdarzały? - Ojej. Nic Ci się nie stało? Nie złamałeś nogi? - zapytała z wyuczoną troską, bo jednak miała przeszkolenie medyczne i była dobra z uzdrawiania, ewentualnie nekromancji, gdyby ten jednak się zabił, zanim dotrą do kolejnego celu.
Dotarli do stoiska, a pan popularny szybko załatwił sprawę. Cyna stanęła nieco z boku z nadzieją, że jej nie zauważą. Trzeba przyznać, że brew na ułamek sekundy jej drgnęła, gdy wspomniał o tym, że portret miał mieć dwie kopię. Jeszcze bardziej zaskakujący był fakt, że chciał go zawiesić w domu. Miał galerię? Usłyszała swoje imię i spojrzała na Borgina, a następnie na Notta i znów na Stanleya. Na Merlina, co ona tu robiła? Naprawdę? Jak miała się cieszyć z portretu z zupełnie przypadkowym dla niej mężczyzną, który zdobył sławę, latając na miotle? Jasnowłosa uśmiechnęła się jednak z delikatnym wzruszeniem ramion, przepełnionym skromnością. - Nie będę robiła problemu, przecież! Będziesz mógł wsunąć go w ramę, jak będziecie sami. Naprawdę!
Zasugerowała, że jego skarb byłby znacznie cenniejszy, gdyby byli na nim we dwójkę. Skrzyżowała dłonie pod biustem, palce delikatnie zaciskając na swoich ramionach i wbijając w miękki materiał płaszcza. Zerknęła na przykładowe prace właścicielki kramu. - Ma Pani talent.
Gdzie to wino, gdzie ta Lorreta.