14.06.2026, 15:32 ✶
Peregrinus Trelawney był aż tak dobrym wróżbitą, jak się wydawało Leviathanowi, ponieważ — co się stanie jasne już tego wieczora — hasają po ośrodku duchy, które mieszają w głowach, szeptają pokusy popełniania głupstw i sprawiają inne niecne sztuczki. A na domiar złego śpiewają upiorne piosenki…
Jeśli zaś chodzi o osoby i guziki ich odzienia, Peregrinus nie myślał o nich nic. Gdyby hipotetyczna osoba zdjęła koszulę w przestrzeni wspólnej dzielonego apartamenciku, pan Trelawney uprzejmie przyklei oczy tylko i wyłącznie do twarzy osobnika albo w ogóle odwróci się w gdzieś bok.
— Nie, absolutnie. Nie żartowałem — zmieszał się, gdy Leviathan posądził go o wykpiwanie węchu jako narzędzia badawczego. Zawsze go takie niezręczności wynikłe z nieporozumień lekko stresowały, poczuł się więc w obowiązku zaznaczyć, że rozumie przydatność organoleptycznej metody: — Badania zawsze dobrze zacząć od sięgania po to, co podstawowe. Od tych podstawowych obserwacji rozwinęły się wszystkie zaawansowane metody, z jakich dziś korzystamy. Często pierwszy kontakt dostarcza niezbędnego oglądu ogólnego, koniecznego przed zagłębieniem się w szczegół i kwestie specjalistyczne. — Ręce wróża poruszyły się niespokojnie. Nawet nie zauważył, kiedy wysupłał z kieszeni paczkę papierosów. Skoro już miał ją w dłoniach, wziął i odpalił jednego. — Palisz? — zaoferował Leviathanowi, wyciągając w jego stronę fajki. — Mam na myśli… — zmarszczył brwi — nie wyśmiewałem tego — zakończył chyba bardziej niezręcznie, niż poczuł się przed tym niepotrzebnym im obu uściśleniem.
Wysłuchał z uwagą tego, co miał do powiedzenia Rowle. Rzeczywiście niewiele konkretów z tego szlamu wynikało. Nie dziwił się przyrodnikowi wcale, że temu brakuje solidnej teorii. Świat roślin i zwierząt, szczególnie magicznych, zdawał się oferować nieskończoność możliwości. Peregrinus pojęcie miał o tych sprawach mgliste, lecz w tym wypadku, jak widać, nawet oko (czy też nos) specjalisty nie pomagały.
— Osobliwe — podsumował. — Trafiliśmy, jak się okazuje, na spore skumulowanie niesprzyjających okoliczności. Albo to po prostu wyjątkowo kiepski ośrodek. — Wzruszył ramionami. — Przyznam ci się, że nawet nie sprawdzałem ulotki hotelu, tylko listę punktów dostępnych do zwiedzenia. Przesiadywanie nad basenem to nie mój klimat.
Czarnowłosy wróż omiótł raz jeszcze wzrokiem ruiny. Wzgórze, na którym wzniesiono przed wiekami klasztor, było rzeczywiście urokliwe i rozciągał się z niego ładny widok. Peregrinus cenił to, że przyszli tutaj wczesnym rankiem, gdy jeszcze nie wstali pozostali goście, więc mogli we dwóch skorzystać z ciszy i spokoju. Obecność obcych ludzi zawsze go nieco dekoncentrowała.
— Ulotka wspomina tylko o tej szkole. Niczego więcej nie wiem. — Niestety, bo męczył go ten temat, odkąd doświadczył nocnej wizji.
Jeśli zaś chodzi o osoby i guziki ich odzienia, Peregrinus nie myślał o nich nic. Gdyby hipotetyczna osoba zdjęła koszulę w przestrzeni wspólnej dzielonego apartamenciku, pan Trelawney uprzejmie przyklei oczy tylko i wyłącznie do twarzy osobnika albo w ogóle odwróci się w gdzieś bok.
— Nie, absolutnie. Nie żartowałem — zmieszał się, gdy Leviathan posądził go o wykpiwanie węchu jako narzędzia badawczego. Zawsze go takie niezręczności wynikłe z nieporozumień lekko stresowały, poczuł się więc w obowiązku zaznaczyć, że rozumie przydatność organoleptycznej metody: — Badania zawsze dobrze zacząć od sięgania po to, co podstawowe. Od tych podstawowych obserwacji rozwinęły się wszystkie zaawansowane metody, z jakich dziś korzystamy. Często pierwszy kontakt dostarcza niezbędnego oglądu ogólnego, koniecznego przed zagłębieniem się w szczegół i kwestie specjalistyczne. — Ręce wróża poruszyły się niespokojnie. Nawet nie zauważył, kiedy wysupłał z kieszeni paczkę papierosów. Skoro już miał ją w dłoniach, wziął i odpalił jednego. — Palisz? — zaoferował Leviathanowi, wyciągając w jego stronę fajki. — Mam na myśli… — zmarszczył brwi — nie wyśmiewałem tego — zakończył chyba bardziej niezręcznie, niż poczuł się przed tym niepotrzebnym im obu uściśleniem.
Wysłuchał z uwagą tego, co miał do powiedzenia Rowle. Rzeczywiście niewiele konkretów z tego szlamu wynikało. Nie dziwił się przyrodnikowi wcale, że temu brakuje solidnej teorii. Świat roślin i zwierząt, szczególnie magicznych, zdawał się oferować nieskończoność możliwości. Peregrinus pojęcie miał o tych sprawach mgliste, lecz w tym wypadku, jak widać, nawet oko (czy też nos) specjalisty nie pomagały.
— Osobliwe — podsumował. — Trafiliśmy, jak się okazuje, na spore skumulowanie niesprzyjających okoliczności. Albo to po prostu wyjątkowo kiepski ośrodek. — Wzruszył ramionami. — Przyznam ci się, że nawet nie sprawdzałem ulotki hotelu, tylko listę punktów dostępnych do zwiedzenia. Przesiadywanie nad basenem to nie mój klimat.
Czarnowłosy wróż omiótł raz jeszcze wzrokiem ruiny. Wzgórze, na którym wzniesiono przed wiekami klasztor, było rzeczywiście urokliwe i rozciągał się z niego ładny widok. Peregrinus cenił to, że przyszli tutaj wczesnym rankiem, gdy jeszcze nie wstali pozostali goście, więc mogli we dwóch skorzystać z ciszy i spokoju. Obecność obcych ludzi zawsze go nieco dekoncentrowała.
— Ulotka wspomina tylko o tej szkole. Niczego więcej nie wiem. — Niestety, bo męczył go ten temat, odkąd doświadczył nocnej wizji.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie