18.06.2026, 13:26 ✶
Więcej w niej było bezprzytomnego oddalenia od rzeczywistości niż anielskiego uroku. Patrzyła po tych popiołach obojętnie, jakby nie chciała wiedzieć, co one znaczą, i celowo wypierała złe myśli, które krążyły tak intensywnie po głowie Bertiego.
Wśród tej szarej beznamiętnej sceny pojawił się nagle kontrast w wizji apetycznego jedzenia. Gorące ciasto i aromatyczne mięso… choć słusznie Bott zgadywał, że Helloise za mięsami nie przepadała.
— Martwe zwierzęta nie chcą mnie zostawiać. Wchodzą między zęby. W ustach zostaje smak padliny… ale ty pewnie umiesz dobrze ukryć, że one nie żyją. — Był to swoisty komplement dla kuchni Bertiego, której legenda sięgnęła również chaty na kurzej stopie.
Helloise dumała chwilę nad tym, jak to by smakowała karkówka Bertiego Botta i czy byłaby dla niej potrawą ciężką do przełknięcia. Wtem z zamyślenia wyrwało ją to jedno słowo, na które reagowała równie wyraziście, co na własne imię: Knieja.
Patrząc na czarodzieja ostrożnie i czujnie, kobieta podniosła się ociężale z ziemi.
— Jak to? Czy ktoś chce spalić las? Cały? Kto by śmiał? — W głowie jej się to nie mieściło, potęga lasu bowiem wydawała jej się nienaruszalna i dominująca nad jakimkolwiek człowiekiem. — Skąd ogień? — Sama przecież żadnych płomieni nie widziała, tylko ten deszcz smutny, który ją pogrążył w melancholii. — Ja się spalić z wrzosami dawać nie zamierzam — oświadczyła czarownica, jakby to miało uspokoić te zmartwienia Botta.
Spłonąć w Kniei to już była zupełnie inna rozmowa i gdyby las — wedle wróżby Bertiego — rzeczywiście miał zostać cały skonsumowany przez płomienie, Helloise gotowa byłaby do niego wejść.
Wśród tej szarej beznamiętnej sceny pojawił się nagle kontrast w wizji apetycznego jedzenia. Gorące ciasto i aromatyczne mięso… choć słusznie Bott zgadywał, że Helloise za mięsami nie przepadała.
— Martwe zwierzęta nie chcą mnie zostawiać. Wchodzą między zęby. W ustach zostaje smak padliny… ale ty pewnie umiesz dobrze ukryć, że one nie żyją. — Był to swoisty komplement dla kuchni Bertiego, której legenda sięgnęła również chaty na kurzej stopie.
Helloise dumała chwilę nad tym, jak to by smakowała karkówka Bertiego Botta i czy byłaby dla niej potrawą ciężką do przełknięcia. Wtem z zamyślenia wyrwało ją to jedno słowo, na które reagowała równie wyraziście, co na własne imię: Knieja.
Patrząc na czarodzieja ostrożnie i czujnie, kobieta podniosła się ociężale z ziemi.
— Jak to? Czy ktoś chce spalić las? Cały? Kto by śmiał? — W głowie jej się to nie mieściło, potęga lasu bowiem wydawała jej się nienaruszalna i dominująca nad jakimkolwiek człowiekiem. — Skąd ogień? — Sama przecież żadnych płomieni nie widziała, tylko ten deszcz smutny, który ją pogrążył w melancholii. — Ja się spalić z wrzosami dawać nie zamierzam — oświadczyła czarownica, jakby to miało uspokoić te zmartwienia Botta.
Spłonąć w Kniei to już była zupełnie inna rozmowa i gdyby las — wedle wróżby Bertiego — rzeczywiście miał zostać cały skonsumowany przez płomienie, Helloise gotowa byłaby do niego wejść.
dotknij trawy