21.06.2026, 20:03 ✶
Nawet jeśli Maddox nie mówił z pogardą tego: przestań się mazać, Helloise zrobiło się wstyd jej własnej emocjonalności. Nie miała jeszcze na tyle siły charakteru, żeby utrzymać wrażliwość i delikatność, gdy spotykały się z drugiej strony z niewrażliwą reakcją. Znowu poczuła się głupia. Przestraszyła się, a on przyjął to tak spokojnie, jakby nigdy nie było się czym przejmować. Głupio to wzięła do siebie. Głupio się do niego odezwała.
Kolejny ideał, którego oczekiwano od niej w domu, a ona nigdy nie potrafiła go dosięgnąć: opanowanie. Rowle’owie nie patrzyli dobrze na nadmierną emocjonalność i nawet kiedy akurat nikt nie zwracał jej na to uwagi, to wiedziała, że traci w oczach rodziny, okazując tkliwość, smutek i szereg innych słabości. Nie chciała być histeryczką, bo histeryczne dziewczyny traktowało się protekcjonalnie — i dokładnie to zrobił jej w tamtej chwili Maddox. Umniejszył wadze jej współczucia, nawet jeśli to był jego własny mechanizm obronny.
Dziewczyna nastroszyła się od razu z powrotem.
— Nie mażę się — fuknęła, wycofując się znów za bezpieczny mur złości.
Emocje w niej szalały, dyktując skrajne reakcje jedna za drugą. Strach, współczucie, wina, gniew — bulgotały wszystkie na raz w nastoletniej głowie i trudno było przewidzieć, które akurat buchnie, gdy się następnym razem odezwiesz.
Gdy ucieszony tym wszystkim, podziurawiony i obity Greyback podparł się na łokciu i zapytał ją o fajki, Helloise popchnęła go rozzłoszczona z powrotem na ziemię.
— Sam sobie wyniuchaj tego papierosa — warknęła, patrząc na chłopaka z… jeszcze większym poczuciem winy. Mogła mu zrobić tym krzywdę. Leżącego się nie kopie? Czasem kopała i takich.
Odwróciła głowę, wzdychając cierpiętniczo. Wbiła wzrok między pustostany, nie chcąc więcej patrzyć na Maddoxa, dopóki się sama nie uspokoi. Dopóki nie puszczą jej nerwy. Wtedy zacznie normalnie myśleć, zamiast rzucać się impulsywnie. Musiała się uspokoić.
Z kolejnym głośnym westchnieniem, w poczuciu przygniatającej beznadziei, sama opadła dramatycznie plecami na drogę obok Greybacka. Nigdy jeszcze nie leżała tak po prostu na bruku w Londynie. Strasznie to było dziwne uczucie.
— Mówiłam serio. Jeśli cię to w ogóle obchodzi — mruknęła. — Możesz dostać infekcji. Ugryzienia zwierząt są niebezpieczne, nawet jeśli wyglądają niegroźnie na początek. I tu jest tak brudno, będzie się paprać przy gojeniu. — Umilkła na chwilę, zastanawiając się, czy na tym nie powinna skończyć mówić. Pokazałaby mu chłodną wyższość, gdyby przestała paplać i uniosła się honorem; zostawiłaby go tutaj i poszła sobie słusznie obrażona. Tyle że Hela Rowle nie była ani szczególnie chłodna, ani zdyscyplinowana, ani… — Ty zawsze taki byłeś? — kontynuowała. — Mam na myśli, wiesz, wilkołak. Nie wiedzieliśmy w szkole. To się stało ostatnio?
Coś tam wiedziała o rejestrze wilkołaków i polowaniach na nie, jako że Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami był preferowanym miejscem pracy członków jej rodziny, którzy zapragnęli robić k a r i e r y. Przy stole się więc o tym rozmawiało od czasu do czasu i coś tam wyłapała, nawet jeśli ją to w gruncie rzeczy guzik obchodziło. Jak Hogwart sobie radził z uczniami-wilkołakami? Nigdy nie zadała sobie tego pytania, bo wilkołaki nie rzucały się w oczy, więc… chyba ich nie było?
Kolejny ideał, którego oczekiwano od niej w domu, a ona nigdy nie potrafiła go dosięgnąć: opanowanie. Rowle’owie nie patrzyli dobrze na nadmierną emocjonalność i nawet kiedy akurat nikt nie zwracał jej na to uwagi, to wiedziała, że traci w oczach rodziny, okazując tkliwość, smutek i szereg innych słabości. Nie chciała być histeryczką, bo histeryczne dziewczyny traktowało się protekcjonalnie — i dokładnie to zrobił jej w tamtej chwili Maddox. Umniejszył wadze jej współczucia, nawet jeśli to był jego własny mechanizm obronny.
Dziewczyna nastroszyła się od razu z powrotem.
— Nie mażę się — fuknęła, wycofując się znów za bezpieczny mur złości.
Emocje w niej szalały, dyktując skrajne reakcje jedna za drugą. Strach, współczucie, wina, gniew — bulgotały wszystkie na raz w nastoletniej głowie i trudno było przewidzieć, które akurat buchnie, gdy się następnym razem odezwiesz.
Gdy ucieszony tym wszystkim, podziurawiony i obity Greyback podparł się na łokciu i zapytał ją o fajki, Helloise popchnęła go rozzłoszczona z powrotem na ziemię.
— Sam sobie wyniuchaj tego papierosa — warknęła, patrząc na chłopaka z… jeszcze większym poczuciem winy. Mogła mu zrobić tym krzywdę. Leżącego się nie kopie? Czasem kopała i takich.
Odwróciła głowę, wzdychając cierpiętniczo. Wbiła wzrok między pustostany, nie chcąc więcej patrzyć na Maddoxa, dopóki się sama nie uspokoi. Dopóki nie puszczą jej nerwy. Wtedy zacznie normalnie myśleć, zamiast rzucać się impulsywnie. Musiała się uspokoić.
Z kolejnym głośnym westchnieniem, w poczuciu przygniatającej beznadziei, sama opadła dramatycznie plecami na drogę obok Greybacka. Nigdy jeszcze nie leżała tak po prostu na bruku w Londynie. Strasznie to było dziwne uczucie.
— Mówiłam serio. Jeśli cię to w ogóle obchodzi — mruknęła. — Możesz dostać infekcji. Ugryzienia zwierząt są niebezpieczne, nawet jeśli wyglądają niegroźnie na początek. I tu jest tak brudno, będzie się paprać przy gojeniu. — Umilkła na chwilę, zastanawiając się, czy na tym nie powinna skończyć mówić. Pokazałaby mu chłodną wyższość, gdyby przestała paplać i uniosła się honorem; zostawiłaby go tutaj i poszła sobie słusznie obrażona. Tyle że Hela Rowle nie była ani szczególnie chłodna, ani zdyscyplinowana, ani… — Ty zawsze taki byłeś? — kontynuowała. — Mam na myśli, wiesz, wilkołak. Nie wiedzieliśmy w szkole. To się stało ostatnio?
Coś tam wiedziała o rejestrze wilkołaków i polowaniach na nie, jako że Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami był preferowanym miejscem pracy członków jej rodziny, którzy zapragnęli robić k a r i e r y. Przy stole się więc o tym rozmawiało od czasu do czasu i coś tam wyłapała, nawet jeśli ją to w gruncie rzeczy guzik obchodziło. Jak Hogwart sobie radził z uczniami-wilkołakami? Nigdy nie zadała sobie tego pytania, bo wilkołaki nie rzucały się w oczy, więc… chyba ich nie było?
dotknij trawy