22.06.2026, 19:13 ✶
Oskarżenie napotkało powolną, niemal nienaturalną w tym chaosie reakcję. Obrót głowy, tak jaskrawo kontrastujący z szaleństwem wokół, tchnął chłodnym niedowierzaniem. Spojrzenie, które spoczęło na czarodzieju, było lodowato zimne, karcące i nasączone odruchową, salonową godnością kogoś, kto jest nawykły do natychmiastowego ucinania retorycznych docinek.
Wyraz twarzy w ułamku sekundy odkształcił się na skutek zaskoczenia i autentycznej troski na widok jak Peregrinusa unieruchomiło jego własne zaklęcie wystawiając go na cios macki. Dopiero teraz zauważyła, że odruchowo oderwana od boku dłoń chwyciła tarczę. Choć konstrukcja Hestii okazała się zaskakująco lekka, sam ruch i nagła konieczność zaciśnięcia poparzonego, owiniętego prowizorycznym opatrunkiem kciuka poniosły kłujący impuls wzdłuż ramienia. Żebra napięły się boleśnie pod wpływem dodatkowego ciężaru oraz gwałtownego ruchu. Bolesny skurcz przeszył ramię wywołując z zaciśniętych zębów cichy, urwany syk. Zamiast jednak odrzucić tarczę, przyciągnęła ją blisko ciała. Pozwoliła, by jej górna krawędź oparła się o lewy bark, co pozwoliło częściowo odciążyć obolałe żebra i osłabione ramię. Był to bardziej odruch niż plan. Uszkodzone i wątłe ciało odruchowo zbierało się w sobie by zachować stabilność. Następnie, stawiając opór grawitacji i własnej słabości, stanęła pewnie tuż nad leżącym, zmrożonym Peregrinusem. Nadstawiła osłonięty bok i lśniącą barierę tarczy przeciwko przypadkowym uderzeniom macek i spadającym odłamkom skalnym, starając się zasłaniać ich oboje.
Rzuciła szybkie, oceniające spojrzenie pod nogi. Upewniwszy się, że jej sylwetka nie blokuje leżącemu wróżbicie widoku na rozciągnięty, pulsujący runicznym blaskiem łańcuch, uniosła prawą dłoń z berberysową różdżką. Skierowała jej czubek w stronę magicznych ogniw, które pod wpływem zjawiskowego śpiewu Hannibala wysunęły się z cielska bestii, ukazując pełną, przeklętą sekwencję. Zaczęła delikatnie tkać zaklęcie.
— Panie Trelawney — odezwała się, a jej melodyjny, choć lekko zachrypnięty od wysiłku głos przebił się przez tnącą powietrze kołysankę Hannibala. Mimo że wypowiedź rwana byłą szybkimi, płytkimi oddechami, w tonie dało się wyczuć niezachwianą pewność. Jakby mówiąca cały czas doskonale wiedziała co robi i co należy zrobić. — Zamierzam rozproszyć magię tego łańcucha. Przyda mi się Pańskie profesjonalne przewodnictwo.
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie.
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie - właściwie to jedyny mój cel w tej rundzie.
Wyraz twarzy w ułamku sekundy odkształcił się na skutek zaskoczenia i autentycznej troski na widok jak Peregrinusa unieruchomiło jego własne zaklęcie wystawiając go na cios macki. Dopiero teraz zauważyła, że odruchowo oderwana od boku dłoń chwyciła tarczę. Choć konstrukcja Hestii okazała się zaskakująco lekka, sam ruch i nagła konieczność zaciśnięcia poparzonego, owiniętego prowizorycznym opatrunkiem kciuka poniosły kłujący impuls wzdłuż ramienia. Żebra napięły się boleśnie pod wpływem dodatkowego ciężaru oraz gwałtownego ruchu. Bolesny skurcz przeszył ramię wywołując z zaciśniętych zębów cichy, urwany syk. Zamiast jednak odrzucić tarczę, przyciągnęła ją blisko ciała. Pozwoliła, by jej górna krawędź oparła się o lewy bark, co pozwoliło częściowo odciążyć obolałe żebra i osłabione ramię. Był to bardziej odruch niż plan. Uszkodzone i wątłe ciało odruchowo zbierało się w sobie by zachować stabilność. Następnie, stawiając opór grawitacji i własnej słabości, stanęła pewnie tuż nad leżącym, zmrożonym Peregrinusem. Nadstawiła osłonięty bok i lśniącą barierę tarczy przeciwko przypadkowym uderzeniom macek i spadającym odłamkom skalnym, starając się zasłaniać ich oboje.
Rzuciła szybkie, oceniające spojrzenie pod nogi. Upewniwszy się, że jej sylwetka nie blokuje leżącemu wróżbicie widoku na rozciągnięty, pulsujący runicznym blaskiem łańcuch, uniosła prawą dłoń z berberysową różdżką. Skierowała jej czubek w stronę magicznych ogniw, które pod wpływem zjawiskowego śpiewu Hannibala wysunęły się z cielska bestii, ukazując pełną, przeklętą sekwencję. Zaczęła delikatnie tkać zaklęcie.
— Panie Trelawney — odezwała się, a jej melodyjny, choć lekko zachrypnięty od wysiłku głos przebił się przez tnącą powietrze kołysankę Hannibala. Mimo że wypowiedź rwana byłą szybkimi, płytkimi oddechami, w tonie dało się wyczuć niezachwianą pewność. Jakby mówiąca cały czas doskonale wiedziała co robi i co należy zrobić. — Zamierzam rozproszyć magię tego łańcucha. Przyda mi się Pańskie profesjonalne przewodnictwo.
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie.
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie - właściwie to jedyny mój cel w tej rundzie.
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana