Blondyn zmarszczył nieco brwi, w jakimś bezradnym wyrazie, no bo kiedy czarownica opisywała jedzenie mięsa w TAKI sposób to było to niezmiernie niezręczne. Brzmiało niezwykle obrazowo, jakoś tak brutalnie i absolutnie niesmacznie. A przecież on zawsze się tak okropnie starał, żeby wszystko było pyszniutkie i nikogo nie przerażało! Może więc miała złe doświadczenia, a może nielubiła mięsa bardziej, niż wcześniej się tego spodziewał.
— Nie wiem! — uniósł dramatycznie ręce ku niebu, bo niestety ale na te pytania nie dostał odpowiedzi. — Nie wiem! — powtórzył też zaraz, mocno mierzwiąc wilgotne od biegu włosy i na moment nawet łapiąc je w garść. — Widziałem jednak, jak ten popiół zapala. Sąsiadowi zajęła się szopa, a jak biegłem w pani stronę, to widziałem jak krzaki parę metrów dalej też się zajęły. Ot tak, jakby to wcale nie był normalny popiół — pomijał już fakt, że tego typu zjawisko było kompletnie nietypowe dla wysp. — I bardzo dobrze. Bardzo dobrze, tak trzymać. No to przynajmniej tym mi pani na sercu ulżyła, bo ja bym absolutnie nie chciał widzieć pani, pani Heluniu, w płomieniach. Nie zasłużyła pani. — uśmiechnął się do niej nerwowo, nie zapominając oczywiście o chociaż odrobinie życzliwości.
— To co? Wstanie pani, pani Heluniu? Mogę nawet z panią do pani chatki się przejść, żeby sprawdzić czy wszystko jest okej. Co pani na to?