23.06.2026, 17:31 ✶
Popioły zatem przyprowadziły ognie, mimo że to płomienie powinny wyprzedzać prochy. To ogień przeobrażał. Ogień oczyszczał. Helloise nie potrafiła się prawdziwie gniewać o zniszczenia poczynione przez żywioł, który oglądała codziennie jako mała dziewczynka — a jednak myśl o tym, że mógłby spopielić cały las dudniła w niej nieprzyjemną posępną pustką.
Na zamartwiającego się o jej życie Botta czarownica pozostawała niezmiennie obojętna.
— Przejść się do chaty? — Nie zrozumiała w pierwszej chwili, dlaczego Bertie chce iść właśnie tam. Powinni iść do lasu. Obróciła się w stronę, gdzie ścieżki prowadziły do Kniei. Powinni szukać odpowiedzi, co ten popiół z lasem uczyni.
Helloise postawiła pierwsze kroki ku ścianie drzew, lecz wtem jej stopa uderzyła o puszkę z karmą, którą sama czarownica tu przyniosła. Spojrzała na nią zdumiona, wytrącona z rytmu, zatrzymała się.
— Wyszłam tylko nakarmić koty — wymamrotała pod nosem. Stała chwilę i patrzyła w kocie jedzenie. Znów zgubiła wątek. — I muszę wracać nakarmić jagnię — wyszeptała, gdy przez apatię przebiło się wspomnienie bezradnego beczenia małej puchatej podopiecznej. — Mam w chacie jagnię — powiedziała głośniej, zadzierając głowę w górę, żeby spojrzeć mężczyźnie w oczy. — Trzeba je bardzo często karmić. Przejdźmy się.
Mięso jagnięcia było jej zawsze najwstrętniejsze. Pamiętała smak parującej mielonej jagnięciny we wspaniałej potrawie, której dokładne kształty zatarły się w pamięci — pozostało tylko widmo mięsnego smaku. Zjadła wówczas z apetytem, a później pozwoliła się skonsumować żalom. Jagnięta szły na rzeź tak młodo.
Na zamartwiającego się o jej życie Botta czarownica pozostawała niezmiennie obojętna.
— Przejść się do chaty? — Nie zrozumiała w pierwszej chwili, dlaczego Bertie chce iść właśnie tam. Powinni iść do lasu. Obróciła się w stronę, gdzie ścieżki prowadziły do Kniei. Powinni szukać odpowiedzi, co ten popiół z lasem uczyni.
Helloise postawiła pierwsze kroki ku ścianie drzew, lecz wtem jej stopa uderzyła o puszkę z karmą, którą sama czarownica tu przyniosła. Spojrzała na nią zdumiona, wytrącona z rytmu, zatrzymała się.
— Wyszłam tylko nakarmić koty — wymamrotała pod nosem. Stała chwilę i patrzyła w kocie jedzenie. Znów zgubiła wątek. — I muszę wracać nakarmić jagnię — wyszeptała, gdy przez apatię przebiło się wspomnienie bezradnego beczenia małej puchatej podopiecznej. — Mam w chacie jagnię — powiedziała głośniej, zadzierając głowę w górę, żeby spojrzeć mężczyźnie w oczy. — Trzeba je bardzo często karmić. Przejdźmy się.
Mięso jagnięcia było jej zawsze najwstrętniejsze. Pamiętała smak parującej mielonej jagnięciny we wspaniałej potrawie, której dokładne kształty zatarły się w pamięci — pozostało tylko widmo mięsnego smaku. Zjadła wówczas z apetytem, a później pozwoliła się skonsumować żalom. Jagnięta szły na rzeź tak młodo.
dotknij trawy