23.06.2026, 21:33 ✶
Zanotowała w myślach nazwisko uzdrowiciela, choć istniała szansa, że i tak wypadnie jej ono z głowy przez inne przytłaczające wspomnienia z dzisiejszego dnia. Czuła się jakby w ciągu paru godzin doświadczyła więcej niż przez dwadzieścia cztery lata swojego życia. Mimo wszystko nie chciała jednak zapomnieć o Basiliusie Prewetcie ani o tym, co dla niej zrobił.
– D-dobrze. Dziękuję. – odpowiedziała cichym głosem. Ewidentnie Lana nie miała teraz wystarczająco sił na to, by móc o siebie zadbać. Znajdowała się jednak w Prawach Czasu, zamieszkiwanych przez jej bliskich, więc uzdrowiciel mógł liczyć na pomoc z ich strony. To właśnie wsparcie Vakela, który użyczył osieroconej kuzynce dachu nad głową, miało w przyszłości sprawić, że Dolohovówna nie usunie się zupełnie w otchłań rozpaczy.
Gdyby była bardziej stabilna psychicznie, zapewne zastanowiłaby się nad tym, jak absurdalnie brzmi historia o ludziach wylewających na innych czerwoną farbę w trakcie pożaru. Obecnie nie była jednak w stanie racjonalnie analizować wydarzeń, jak to miała w zwyczaju, więc po prostu przyglądała się temu jak Prewett próbował zmyć plamy czerwieni z dłoni Lyssy. Choć raczej nie dało się tego wyczytać z pustego wyrazu jej twarzy, odczuła ulgę widząc jak kolor ostatecznie znika.
Nie miała pojęcia co odpowiedzieć uzdrowicielowi na pożegnanie. Dostała już zalecenia na kaszel, jednak wciąż czuła się jakby coś było nie tak, ale nie potrafiła określić jaka była przyczyna tej dolegliwości (a może po prostu nie chciała próbować).
– Nie wiem, chyba nie… Jeszcze raz dziękuję panu za wszystko. – skinęła głową Basiliusowi. – A ty Lysso? – skierowała wzrok w stronę młodszej Dolohov. – Czy… Czy chcesz, żebym teraz z tobą została? – pewnie marne będzie z niej wsparcie, ale liczyła, że w towarzystwie dziewczyna może trochę się uspokoi.
– D-dobrze. Dziękuję. – odpowiedziała cichym głosem. Ewidentnie Lana nie miała teraz wystarczająco sił na to, by móc o siebie zadbać. Znajdowała się jednak w Prawach Czasu, zamieszkiwanych przez jej bliskich, więc uzdrowiciel mógł liczyć na pomoc z ich strony. To właśnie wsparcie Vakela, który użyczył osieroconej kuzynce dachu nad głową, miało w przyszłości sprawić, że Dolohovówna nie usunie się zupełnie w otchłań rozpaczy.
Gdyby była bardziej stabilna psychicznie, zapewne zastanowiłaby się nad tym, jak absurdalnie brzmi historia o ludziach wylewających na innych czerwoną farbę w trakcie pożaru. Obecnie nie była jednak w stanie racjonalnie analizować wydarzeń, jak to miała w zwyczaju, więc po prostu przyglądała się temu jak Prewett próbował zmyć plamy czerwieni z dłoni Lyssy. Choć raczej nie dało się tego wyczytać z pustego wyrazu jej twarzy, odczuła ulgę widząc jak kolor ostatecznie znika.
Nie miała pojęcia co odpowiedzieć uzdrowicielowi na pożegnanie. Dostała już zalecenia na kaszel, jednak wciąż czuła się jakby coś było nie tak, ale nie potrafiła określić jaka była przyczyna tej dolegliwości (a może po prostu nie chciała próbować).
– Nie wiem, chyba nie… Jeszcze raz dziękuję panu za wszystko. – skinęła głową Basiliusowi. – A ty Lysso? – skierowała wzrok w stronę młodszej Dolohov. – Czy… Czy chcesz, żebym teraz z tobą została? – pewnie marne będzie z niej wsparcie, ale liczyła, że w towarzystwie dziewczyna może trochę się uspokoi.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.