25.06.2026, 18:30 ✶
Bertie nie zastanawiał się aż tak wnikliwie nad samą naturą zjawiska; nad tym, czy przeobrażał i w jakiej nienaturalnej kolejności się pojawiał. Dla niego było to po prostu dziwne, bo przestraszony umysł miał trudności ze skoncentrowaniem się na jakiś faktycznych faktach. Wciąż pozostawał jednak na tyle trzeźwy, by posiadać jakieś pojęcie co do tego, gdzie mogło być najbezpieczniej, albo na czym mogło ludziom zależeć. Zwykle gdy działa się katastrofa, ci martwili się o dobytek, dlatego też podsuwał w tym momencie Heli propozycję pójścia do jej chatki. Kto wie, czy już nie stała w płomieniach. Albo czy nie kopciły się jej kwiatuszki, czy przydomowe grządki.
— Koty? — zmarszczył najpierw brwi, jakby nie rozumiejąc, ale dość szybko jego twarz rozjaśniła się, kiedy natrafiła na puszkę karmy. Wrzosowiska były jego zdaniem trochę dziwnym miejscem na karmienie kotów, bo wydawało mu się że te zwykle chętniej krążyły wokół ludzkich siedzib, ale nie zamierzał czarownicy pod tym względem oceniać. Może się tutaj przeniosły po tym, jak po mieście zaczęły chodzić głosy, że tajemniczo zaczęły znikać, co było niewątpliwie martwiące, ale biorąc pod uwagę co czaiło się w Kniei, to nawet się nie dziwił że wszystko wariowało.
— Jagnię, tak. Chodźmy nakarmić jagniątko — powiedział wreszcie, stwierdzając że równie dobrze mogła być owca. — Miałem w tym roku parę jagniąt, więc wiem doskonale, jak dużo momentami wymagają opieki. Szczególnie kiedy brakuje im mamy, która zajęłaby się regularnym karmieniem. Ah, ma jakieś imię, to pani jagniątko?
— Koty? — zmarszczył najpierw brwi, jakby nie rozumiejąc, ale dość szybko jego twarz rozjaśniła się, kiedy natrafiła na puszkę karmy. Wrzosowiska były jego zdaniem trochę dziwnym miejscem na karmienie kotów, bo wydawało mu się że te zwykle chętniej krążyły wokół ludzkich siedzib, ale nie zamierzał czarownicy pod tym względem oceniać. Może się tutaj przeniosły po tym, jak po mieście zaczęły chodzić głosy, że tajemniczo zaczęły znikać, co było niewątpliwie martwiące, ale biorąc pod uwagę co czaiło się w Kniei, to nawet się nie dziwił że wszystko wariowało.
— Jagnię, tak. Chodźmy nakarmić jagniątko — powiedział wreszcie, stwierdzając że równie dobrze mogła być owca. — Miałem w tym roku parę jagniąt, więc wiem doskonale, jak dużo momentami wymagają opieki. Szczególnie kiedy brakuje im mamy, która zajęłaby się regularnym karmieniem. Ah, ma jakieś imię, to pani jagniątko?