25.06.2026, 22:20 ✶
To co powiedziała Victoria było oczywiste. Na tyle oczywiste, że Primrose nerwowo podrapała się po szyi, kiedy dotarło do niej, że ktoś (w dodatku ktoś na kim jej zależało!) mógł pomyśleć, że nie zna podstaw swojej pracy. Powstrzymała więc nerwowy śmiech, ale nie zdecydowała się na komentarz większy niż pokiwania głową w celu przyznania siostrze racji. Przecież lepiej było milczeć, niż gdzieś po drodze zgubić się w tym co mówiła i wyjść na kogoś niekompetentnego… Oh tak, wystarczyło odpowiednie nastawienie i stres potrafił zamienić się w zabójcę wszystkich rozmów.
Powaga powagą – w jej minie wciąż jawiła się głęboka niepewność.
Nie bój się.
Łatwą by miała pracę, gdyby dało się przełknąć strach razem z takimi słowami. Nie przejmuj się, nie denerwuj się, podejdź do tego na spokojnie, to nie jest koniec świata… mogłaby wymieniać godzinami rzeczy, które przekazywali jej pacjenci, mówione przez ich bliskich w dobrej wierze, ale niekoniecznie w zrozumieniu sytuacji. Primrose wydawało się, że to rozumiała – i może dlatego mignęło jej teraz w głowie, jakoby wcale nie miała trafić do złego dla siebie miejsca. Może niektóre scenariusze napisano dla młodszych sióstr niepotrafiących tak po prostu wziąć się w garść i wyglądających zza pleców tych starszych pełne niepokoju.
– Jest mi… tak głupio, że nawet nie pomyślałam i… przecież ja sobie tak po prostu siedziałam w fotelu myśląc, że wujek dziecku sąsiada na złość bratu bębenek kupił, trzymajcie mnie bogowie i Saoirse bo upadnę od ciężaru żenady. – Potem chciała dodać coś jeszcze, jedynie poruszyła ustami, bo powoli docierała do niej reszta sensu wypowiedzi Victorii. Oczywiście – chciałaby spać w bezpiecznym i czystym Maida Vale, bez obaw o jakieś durne klapy, złe duchy i mroczne rytuały odprawiane w nieistniejących piwnicach, ale przecież to brzmiało, jakby wyborem było: zostań tu ze mną albo zostaw mnie samą. – Mogłabyś cierpieć na bezsenność w pokoju gościnnym, wiesz? – Zapytała, instynktownie pakując palce do ust. Kiedy zdała sobie sprawę z tego co robi, momentalnie opuściła ręce w dół i splotła palce za swoimi plecami. – Nie to, że w ciebie nie wierzę… ha haaa – zaśmiała się nerwowo. Tak naprawdę to nie wierzyła w siebie.
@Victoria Lestrange
Powaga powagą – w jej minie wciąż jawiła się głęboka niepewność.
Nie bój się.
Łatwą by miała pracę, gdyby dało się przełknąć strach razem z takimi słowami. Nie przejmuj się, nie denerwuj się, podejdź do tego na spokojnie, to nie jest koniec świata… mogłaby wymieniać godzinami rzeczy, które przekazywali jej pacjenci, mówione przez ich bliskich w dobrej wierze, ale niekoniecznie w zrozumieniu sytuacji. Primrose wydawało się, że to rozumiała – i może dlatego mignęło jej teraz w głowie, jakoby wcale nie miała trafić do złego dla siebie miejsca. Może niektóre scenariusze napisano dla młodszych sióstr niepotrafiących tak po prostu wziąć się w garść i wyglądających zza pleców tych starszych pełne niepokoju.
– Jest mi… tak głupio, że nawet nie pomyślałam i… przecież ja sobie tak po prostu siedziałam w fotelu myśląc, że wujek dziecku sąsiada na złość bratu bębenek kupił, trzymajcie mnie bogowie i Saoirse bo upadnę od ciężaru żenady. – Potem chciała dodać coś jeszcze, jedynie poruszyła ustami, bo powoli docierała do niej reszta sensu wypowiedzi Victorii. Oczywiście – chciałaby spać w bezpiecznym i czystym Maida Vale, bez obaw o jakieś durne klapy, złe duchy i mroczne rytuały odprawiane w nieistniejących piwnicach, ale przecież to brzmiało, jakby wyborem było: zostań tu ze mną albo zostaw mnie samą. – Mogłabyś cierpieć na bezsenność w pokoju gościnnym, wiesz? – Zapytała, instynktownie pakując palce do ust. Kiedy zdała sobie sprawę z tego co robi, momentalnie opuściła ręce w dół i splotła palce za swoimi plecami. – Nie to, że w ciebie nie wierzę… ha haaa – zaśmiała się nerwowo. Tak naprawdę to nie wierzyła w siebie.
@Victoria Lestrange