— Tessa? Oh, jak dobrze że z jej nic się nie stało — Bertie faktycznie wyglądał, jakby pewien ciężar spadł mu z serca z tą informacją. Może był z niego zły sąsiad i znajomy, skoro się wcześniej tymże nie zainteresował, ale nic nie zapowiadało że pani Longbottom utraciła pupile jak niektórzy z mieszkańców Doliny (a był pewien że gdyby się tak stało, to narobiłaby prawdziwego rabanu).
Bottowi też nie wydawało się niczym przesadnie dziwnym, że Hela mogła znać dokładny stan jego trzody. Była dziwna, ale ta dziwność nigdy mu nie przeszkadzała. Czaiła się na granicy wzroku, niczym duch samej Doliny czy Kniei. Gdyby nie to że jej chatka była przykuta do miejsca, to pewnie stałaby się jakąś lokalną legendą, albo uważano by ją za prawdziwą wiedźmę.
— Oh — wyraźnie był tą rewelacją bardziej zdziwiony niż zaniepokojony. — Gdyby potrzebował towarzystwa, no to zawsze mogę pomóc — oddałby jej tego jagniaka i za darmo, żeby miał dobry dom i towarzystwo. — Ciekawe rozwiązanie. Ja swoje wszystkie zwierzęta nazywam. Jeśli im się nie podoba, no to wtedy testujemy różne konfiguracje — uśmiechnął się nerwowo, kiedy szli przez wrzosowiska. Bott wyciągał kroku, a przynajmniej starał się, co kończyło się tylko tym że po paru krokach przystawał, czekał aż Helloise się z nim zrówna, a w tym czasie spoglądał zaniepokojony to w niebo, to w linię drzew która oddzielała ich od miasta. Czarne, smoliste chmury przykrywało całe niebo i napawało go faktycznym strachem, ale odprowadził dzielnie czarownicę do jej chatki. A skoro już tam się znalazł, to pogłaskał jagniątko, zanim pognał dalej.