Co zabawne, Victoria kompletnie nie myślała sobie kategoriami, że Prim nie wie, jak wykonywać swoja pracę, czy coś w tym rodzaju. Absolutnie! Myślała sobie raczej, że w jej głowę wkradło się najgorsze z uczuć, czyli bezsilność i zwyczajnie chciała jej dodać otuchy, przypomnieć drugą perspektywę, ale z pewnością nie chciała jej pouczać czy deprymować. A już na pewno nie myślała sobie o swojej siostrze niczego złego.
O tak, wiele problemów zniknęłoby jak ręką odjął, gdyby słowa „nie bój się” miały magiczną moc. Victoria chciała jedynie uspokoić jakąś wzbierającą w siostrze panikę, przecież znały się nie od dzisiaj i wiedziała, że nie potrzeba wiele, by ta chciała się gdzieś schować. A jak wiadomo, strach ma wielkie oczy. Jeśli więc chciała się skryć za plecami Victorii, to oto była: tarcza przed całym złem tego świata (a przynajmniej chciała nią być dla swojej rodziny).
– Bo to wcale nie jest oczywiste, Prim – Victoria nie patrzyła ostro na siostrę. W ogóle na nią nie patrzyła. Tylko na klapę, którą już teraz zobaczyła, niewinnie pyszniącą się na środku korytarza jak gdyby nigdy nic, niewinną, jakby była tutaj zawsze i na zawsze. – Z Brenną też myślałyśmy, że to z jakiegoś mieszkania za ścianą, obeszłyśmy najpierw sąsiadów i nikt nic nie słyszał, a dopiero potem zaczęłyśmy szukać tutaj… – obeszła teraz klapę dookoła jak kot, który właśnie szukał odpowiedniego miejsca, żeby zasadzić się na swoją ofiarę. – Wiem – odparła jej na to i dopiero teraz dotarł do niej pełny sens słów siostry i podniosła na nią spojrzenie. Miała rację, Primrose miała rację. Już wczoraj powinny się wynieść do Maida Vale, nie powinna ich narażać na… cokolwiek, co moglo mieć coś wspólnego z tą dziwaczną klapą w podłodze i piwniczką. Powinny się wynieść, ale osąd Victorii przysłonięty był wtedy bólem drugi raz złamanego serca (choć się tego spodziewała, ale cóż z tego, skoro to i tak bolało), a poza tym nadal nie chciała przebywać z matką, jeśli nie musiała. Powinna jednak schować swoja dumę do kieszeni, powinny przenieść się tymczasowo do Maida Vale na chwilę, póki Victoria nie kupi domu. Domu wolnego od tych wszystkich świństw. – Masz rację – powiedziała w końcu. – Masz rację – powtórzyła. – Sprawdzę klapę i wynosimy się do Maida Vale, choćby tylko na kilka dni – jakoś wytrzyma obecność matki. To nie tak, że miała nadal na nią wpływ…
I z tymi słowami wycelowała w klapę różdżką, by wyczarować silę, mającą ją otworzyć. Nie dlatego, że nie umiała tego zrobić ręcznie, a dlatego, że wolała jej nie dotykać tak na wszelki wypadek.