29.06.2026, 12:55 ✶
Śmiała się z niego. Anadia Shafiq nie ubolewała nad Icarusowym nieszczęściem, lecz jak gdyby nigdy nic pffała. Wydało się mu to początkowo nieco dziwne, ale jednocześnie orzeźwiające. Ten śmiech sprowadzał go na ziemię. Na Matkę, oczywiście, że kochał historię. Ba! Już od czasów Hogwartu wprost brylował w tej dziedzinie. To nie była nawet żadna egoistyczna myśl, lecz prawda. Był w tym dobry. Świetny nawet. Nie powinien dawać nikomu sobie wmówić, że sprawy wyglądały inaczej.
– No dobrze – westchnął, gdy Anadia skończyła mówić. Cholera, co mu szkodziło rzeczywiście się tam zapisać? Skoro był to zbiór hobbystów, może mogłoby mu to pomóc wrócić do dawnej pasji. I oczywiście oderwać myśli od nałogu. – Wiesz, co? Nie chcę czekać z dopisywaniem się, bo jeszcze będę nad tym rozmyślaj i, nie daj Matko, mi się odwidzi. Chętnie wstąpię do klubu i pomogę z najbliższym projektem.
Bywały chwile, kiedy trzeba było podjąć impulsywną decyzję. Icarus znał swoje niezbyt zdrowe tendencje do kolejnych to pomysłów, których później nie realizował. Jeszcze by musiał myśleć nad treścią listu, przypomniałyby mu się jakieś słowa ojca czy choćby Londyn stanąłby w płomieniach. Wszystko mogło się zdarzyć i każda najdrobniejsza rzecz mogła okazać się impulsem, przez który Prewett by najzwyczajniej zrezygnował z pomysłu. A potrzebował kroku do przodu. I tego uczucia, niemal uzależniającego. Kiedy obcował z historią, wydawało mu się, że był tam, gdzie powinien. Podobnie się czuł w towarzystwie Mony.
– Oczywiście, że chcę – uśmiechnął się w odpowiedzi na propozycję przejścia do następnego eksponatu. Nawet jeśli ze stresu ściskał mu się żołądek, po raz pierwszy od dawna czuł się, jakby wrócił do domu.
– No dobrze – westchnął, gdy Anadia skończyła mówić. Cholera, co mu szkodziło rzeczywiście się tam zapisać? Skoro był to zbiór hobbystów, może mogłoby mu to pomóc wrócić do dawnej pasji. I oczywiście oderwać myśli od nałogu. – Wiesz, co? Nie chcę czekać z dopisywaniem się, bo jeszcze będę nad tym rozmyślaj i, nie daj Matko, mi się odwidzi. Chętnie wstąpię do klubu i pomogę z najbliższym projektem.
Bywały chwile, kiedy trzeba było podjąć impulsywną decyzję. Icarus znał swoje niezbyt zdrowe tendencje do kolejnych to pomysłów, których później nie realizował. Jeszcze by musiał myśleć nad treścią listu, przypomniałyby mu się jakieś słowa ojca czy choćby Londyn stanąłby w płomieniach. Wszystko mogło się zdarzyć i każda najdrobniejsza rzecz mogła okazać się impulsem, przez który Prewett by najzwyczajniej zrezygnował z pomysłu. A potrzebował kroku do przodu. I tego uczucia, niemal uzależniającego. Kiedy obcował z historią, wydawało mu się, że był tam, gdzie powinien. Podobnie się czuł w towarzystwie Mony.
– Oczywiście, że chcę – uśmiechnął się w odpowiedzi na propozycję przejścia do następnego eksponatu. Nawet jeśli ze stresu ściskał mu się żołądek, po raz pierwszy od dawna czuł się, jakby wrócił do domu.
Koniec sesji
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.