17.03.2023, 21:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2023, 21:23 przez Alastor Moody.)
Alastor zmarszczył brwi. Widział, jak kura obrywa zaklęciem i nic to nie daje. Trochę wstyd jako Auror i to w dodatku Auror z wieloletnim doświadczeniem... przegrać walkę z zaklętym drobiem, ale na jego nieszczęście całe Beltane było mu świadkiem, że coś takiego było jak najbardziej możliwe. I bolało w dup- dumę niemożebnie.
Był od Moss o wiele bardziej wysportowany, w dodatku no... zapiekło go tam, gdzie nie trzeba i wypadało naprawić swój błąd. Bawiący się czarodzieje mogli więc z zażenowaniem lub rozbawianiem oglądać, jak niemal dwumetrowy, odziany w mundur i ciężkie buty pracownik Ministerstwa, goni kurę wymachując w jej stronę różdżką, rzucając kolejne Finite.
Miał wrażenie, że cisnął tą wiązką tyle razy, że wraz z kurzym czarem ściągnie z tej osoby również wszelkie klątwy, grzech pierworodny i górną warstwę odzienia. Zaklęcie na szczęście się udało. Pomógł zaklętej kobiecinie wstać, otrzepać się z piachu, przyjął kilka podziękowań, na które w swojej opinii nie zasłużył, a później odrobinę zbyt czerwony jak na niego wrócił w stronę Moss. Tam reszta odczarowanych czarodziejów dochodziła już do siebie. Jego uwagę przykuła oczywiście Lyssa, ale nawet nie dlatego, że pokazywała mu palcem stoisko, przez które doszło do całego zajścia, tylko dlatego, że wciąż oszołomiona siedziała na ziemi. Oceniła go dobrze - pierwszym co zrobił, było porozumiewawcze spojrzenie wysłane do jego partnerki - wszystkie kury zostały odczarowane, drugim było wyciągnięcie ręki w stronę panny Mulciber.
- Wszystko w porządku? Chce pani zachować tiarę, która zamienia ludzi w kury...? - Wyglądał na nieco zmieszanego. Ostatecznie... to zaklęcie raczej nie było nielegalne, nawet jeżeli było upierdliwe? Dziewczyna była urocza, sprawiała też wrażenie bogatej. Nie rozumiał, po co jej taki szmelc.
Był od Moss o wiele bardziej wysportowany, w dodatku no... zapiekło go tam, gdzie nie trzeba i wypadało naprawić swój błąd. Bawiący się czarodzieje mogli więc z zażenowaniem lub rozbawianiem oglądać, jak niemal dwumetrowy, odziany w mundur i ciężkie buty pracownik Ministerstwa, goni kurę wymachując w jej stronę różdżką, rzucając kolejne Finite.
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Miał wrażenie, że cisnął tą wiązką tyle razy, że wraz z kurzym czarem ściągnie z tej osoby również wszelkie klątwy, grzech pierworodny i górną warstwę odzienia. Zaklęcie na szczęście się udało. Pomógł zaklętej kobiecinie wstać, otrzepać się z piachu, przyjął kilka podziękowań, na które w swojej opinii nie zasłużył, a później odrobinę zbyt czerwony jak na niego wrócił w stronę Moss. Tam reszta odczarowanych czarodziejów dochodziła już do siebie. Jego uwagę przykuła oczywiście Lyssa, ale nawet nie dlatego, że pokazywała mu palcem stoisko, przez które doszło do całego zajścia, tylko dlatego, że wciąż oszołomiona siedziała na ziemi. Oceniła go dobrze - pierwszym co zrobił, było porozumiewawcze spojrzenie wysłane do jego partnerki - wszystkie kury zostały odczarowane, drugim było wyciągnięcie ręki w stronę panny Mulciber.
- Wszystko w porządku? Chce pani zachować tiarę, która zamienia ludzi w kury...? - Wyglądał na nieco zmieszanego. Ostatecznie... to zaklęcie raczej nie było nielegalne, nawet jeżeli było upierdliwe? Dziewczyna była urocza, sprawiała też wrażenie bogatej. Nie rozumiał, po co jej taki szmelc.
fear is the mind-killer.