Kiedy powtarza się ciągiem tę samą myśl , to samo słowo, przestaje ono mieć dla mówiącego znaczenie. Litanie imienia Vasilija też tak działały, czy ciągu błagalnego dźwięku mieszały się w jedną, żałosną melodię, bez początku i końca. Imię przestawało mieć znaczenie w absurdalnej próbie afirmacji czegoś, co istniało i przepadło. Lecz gdy liczył na to, że uzdrowiono go z tej obsesji, z tej żałości, imię ponownie nabierało początku i końca, bo miało wyraźne znaczenie.
Chociaż zaciskał dłoń na rękawie drugiego jasnowidza, aby uciekający, zagubieni w panice lub zdezorientowani, nie rozdzielili ich i nie zgubili w ciężkim popiole i dymie dookoła, w tym momencie czuł się jak ten ciąg słów, …eusmorpheusmor… bo może był dla niego? Nikim. Miał przecież innego specjalistę od run. Lepszego. Pełna emocji rozmowa w przyszłym Instytucie zdawała się setki kilometrów stąd i tysiące lat, umiejscowiona pomiędzy snami.
Był nikim.
Nikim.
Zęby zazgrzytały o siebie, niesłyszalny w rejwachu nadchodzącego końca znanego im świata, trzeszczący dźwięk ocierających się o siebie koron, wyrwał go z własnej spirali obłędu. Plan. Plan był prosty. Dotrzeć do Praw Czasu. Upewnić się, że ich zabezpieczenia wystarczą i sprowadzić innych bliskich Vasilija do bezpiecznego miejsca, czy to była jego kamienica czy inna przestrzeń. Zabawne, miał pomagać mugolom.
Zakaszlał, czując dym wdzierający się do jego płuc.
— Jeżeli chciałeś mnie skłonić do zaniesienia cię tam, to jesteś na dobrej drodze — wyrzucił z siebie, jakby chciał pozbyć się wraz ze słowami wspaniałego obrazka, jaki by stanowili. Jeszcze nie zamierzał przerzucić go sobie przez ramię, ale zbliżał się do tego, że nie dbał o świadków i możliwe fotografie, wykonane przez reporterów, którzy na pewno już narażali się, aby uwiecznić historię na kliszach swoich aparatów.
Nie dopuści, aby Dolohov zginął stratowany przez tłum albo w jeziorze płomienia, jak karykatura słodkiej Ofelii.
— Na bogów, idź!
Jego twarz przybrała wyraz twarzy, który zwykle zakładał, gdy ktoś zadawał pytania, na które odpowiedzi były chronione prawem Niewymownych do zachowania milczenia. Przecież nie powie mu, że należy do tajnej organizacji, która walczy z działaniami Voldemorta i wreszcie jego ojciec ma syna, którego chciał, nawet jeżeli o tym nie wie, nieświadomy tego, w co uwikłani są Longbottomowie.
Pociągnął Vasilija, próbując zmotywować go energią ruchu to ruszenia się w stronę drzwi.