02.07.2026, 18:58 ✶
Nie wiedziałem, dlaczego nie postanowiłem od razu dołączyć do opuszczającej gmach żony, skoro dokładnie po to tu byłem, bez wątpienia był to jeden z tych pomysłów, które wydawały się rozsądne tylko do momentu, w którym przestawały takie być. Z początku chodziło mi wyłącznie o to, abym mógł nieco dokładniej rozejrzeć się po okolicy bez sprawiania wrażenia, że byliśmy razem, później o to, by nie wołać imienia Prudence przez pół dzielnicy, zwłaszcza prawie opustoszałej z innych spacerowiczów. Ruszyłem nieco szybciej dopiero wtedy, kiedy uznałem, że ulica była już wystarczająco pusta i mogłem bez problemu dogonić odchodzącą kobietę, nie wywołując przy tym większego zamieszania. „Nie wywołując przy tym większego zamieszania” - o ta część - tak…
Zdążyłem zrobić może dwa kroki więcej, kiedy Prue przerwała swój spacer, dotychczas wyglądający dla mnie całkowicie przewidywalnie i normalnie - cóż, pewnie przez to, iż całkowicie ignorowałem dawane przez nią niewerbalne sygnały, skupiwszy się na otoczeniu, nie na niej - zatrzymała się tak nagle, że odruchowo zrobiłem to samo, nim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć albo choćby wyciągnąć rękę, odwróciła się błyskawicznie z zaciśniętą pięścią i zamachnęła się z całej siły… A ja? Zrozumiałem, co zamierzała zrobić dokładnie wtedy, kiedy było już za późno, żeby zdążyć odskoczyć - nie miałem najmniejszych szans zareagować - cios trafił dokładnie tam, gdzie żaden facet nie chciałby nigdy dostać…
Trudno było mieć jej to za złe - okej, jasne - jeszcze trudniej było za to udawać, że właśnie nie zobaczyłem wszystkich gwiazd nad Londynem. Miałem wrażenie, że nawet deszcz zaczął padać głośniej, chociaż równie dobrze mogło mi po prostu dzwonić w uszach, różnica była marginalna, zwłaszcza w takiej sytuacji. Po ostatnich wydarzeniach nie mogłem mieć do niej pretensji o to, że zareagowała instynktownie, szkopuł polegał wyłącznie na tym, że ten instynkt właśnie postanowił bardzo skutecznie zakończyć nasz romantyczny spacer w deszczu. Zgiąłem się wpół bez najmniejszego udziału własnej woli, zaciskając zęby tak mocno, że przez chwilę jedynym dźwiękiem, jaki byłem w stanie z siebie wydobyć, był zgrzyt i bardzo stłumione syknięcie. Miałem za sobą bójki, klątwy, pułapki i stworzenia, które próbowały zrobić ze mnie mokrą plamę, ale cios wymierzony z zaskoczenia w to jedno konkretne miejsce zawsze pozostawał czymś, na co człowiek za nic nie potrafił się przygotować - zwłaszcza, gdy pochodził od jego własnej ślubnej… Powietrze uciekło mi z płuc tak szybko, że zamiast jakiegokolwiek przekleństwa wydobył się ze mnie tylko zduszony, kompletnie niegodny dorosłego faceta dźwięk - gdyby ktoś zapytał mnie w tej chwili o własne nazwisko, prawdopodobnie potrzebowałbym chwili, żeby sobie je przypomnieć, gdyby ktoś zapytał mnie o imię, prawdopodobnie też miałbym z tym problem - właściwie… Instynkt podpowiadał mi, żeby złapać się za najbardziej obolałe miejsce, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli teraz wykonam gwałtowniejszy ruch, tylko pogorszę sprawę. Stałem więc pochylony, opierając dłonie na udach i próbując przypomnieć sobie, jak się oddychało, co samo w sobie było najważniejszym zadaniem na ten moment. Deszcz dalej lał mi na kark, wiatr nie odpuszczał, włosy kleiły się do twarzy, tylko z jednego konkretnego powodu nie wchodząc w usta, za to próbując dostać się w wyjątkowo ruchliwe nozdrza…
„Wdech - wydech…
Wdech - wydech…
Wyyyydech…
Kuuuurwa…’’
Dopiero po kilku długich sekundach zdołałem unieść odrobinę głowę.
„Kuuuurwa…’’
Bolało jak diabli i miałem szczerą nadzieję, że nic sobie nie uszkodziłem, bo trudno byłoby później komukolwiek rozsądnie wyjaśnić okoliczności takiego urazu. Wziąłem kolejny ostrożny oddech i powoli zacząłem się prostować, chociaż organizm wyraźnie protestował przeciwko temu pomysłowi. Nadal nie odezwałem się ani słowem - nie dlatego, że byłem zły, po prostu w tej konkretnej chwili znacznie bardziej zajmowałem się próbą odzyskania resztek godności i normalnego oddechu niż prowadzeniem jakiejkolwiek rozmowy. Sam byłem sobie zresztą winien, mogłem zawołać ją z większej odległości, mogłem podejść z boku, mogłem zrobić cokolwiek, zamiast skradać się za własną żoną po niemal pustej ulicy kilka dni po tym, jak ktoś rzeczywiście dawał nam powody do niepokoju. Przynajmniej nie musiała już udowadniać mi, jak dobrze potrafiła się sama bronić, taki wniosek był wyjątkowo marnym pocieszeniem dla reszty mojego ciała, ale z braku laku i tak uznałem go za lepszy niż wszystkie możliwe alternatywy.
Zdążyłem zrobić może dwa kroki więcej, kiedy Prue przerwała swój spacer, dotychczas wyglądający dla mnie całkowicie przewidywalnie i normalnie - cóż, pewnie przez to, iż całkowicie ignorowałem dawane przez nią niewerbalne sygnały, skupiwszy się na otoczeniu, nie na niej - zatrzymała się tak nagle, że odruchowo zrobiłem to samo, nim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć albo choćby wyciągnąć rękę, odwróciła się błyskawicznie z zaciśniętą pięścią i zamachnęła się z całej siły… A ja? Zrozumiałem, co zamierzała zrobić dokładnie wtedy, kiedy było już za późno, żeby zdążyć odskoczyć - nie miałem najmniejszych szans zareagować - cios trafił dokładnie tam, gdzie żaden facet nie chciałby nigdy dostać…
Trudno było mieć jej to za złe - okej, jasne - jeszcze trudniej było za to udawać, że właśnie nie zobaczyłem wszystkich gwiazd nad Londynem. Miałem wrażenie, że nawet deszcz zaczął padać głośniej, chociaż równie dobrze mogło mi po prostu dzwonić w uszach, różnica była marginalna, zwłaszcza w takiej sytuacji. Po ostatnich wydarzeniach nie mogłem mieć do niej pretensji o to, że zareagowała instynktownie, szkopuł polegał wyłącznie na tym, że ten instynkt właśnie postanowił bardzo skutecznie zakończyć nasz romantyczny spacer w deszczu. Zgiąłem się wpół bez najmniejszego udziału własnej woli, zaciskając zęby tak mocno, że przez chwilę jedynym dźwiękiem, jaki byłem w stanie z siebie wydobyć, był zgrzyt i bardzo stłumione syknięcie. Miałem za sobą bójki, klątwy, pułapki i stworzenia, które próbowały zrobić ze mnie mokrą plamę, ale cios wymierzony z zaskoczenia w to jedno konkretne miejsce zawsze pozostawał czymś, na co człowiek za nic nie potrafił się przygotować - zwłaszcza, gdy pochodził od jego własnej ślubnej… Powietrze uciekło mi z płuc tak szybko, że zamiast jakiegokolwiek przekleństwa wydobył się ze mnie tylko zduszony, kompletnie niegodny dorosłego faceta dźwięk - gdyby ktoś zapytał mnie w tej chwili o własne nazwisko, prawdopodobnie potrzebowałbym chwili, żeby sobie je przypomnieć, gdyby ktoś zapytał mnie o imię, prawdopodobnie też miałbym z tym problem - właściwie… Instynkt podpowiadał mi, żeby złapać się za najbardziej obolałe miejsce, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli teraz wykonam gwałtowniejszy ruch, tylko pogorszę sprawę. Stałem więc pochylony, opierając dłonie na udach i próbując przypomnieć sobie, jak się oddychało, co samo w sobie było najważniejszym zadaniem na ten moment. Deszcz dalej lał mi na kark, wiatr nie odpuszczał, włosy kleiły się do twarzy, tylko z jednego konkretnego powodu nie wchodząc w usta, za to próbując dostać się w wyjątkowo ruchliwe nozdrza…
„Wdech - wydech…
Wdech - wydech…
Wyyyydech…
Kuuuurwa…’’
Dopiero po kilku długich sekundach zdołałem unieść odrobinę głowę.
„Kuuuurwa…’’
Bolało jak diabli i miałem szczerą nadzieję, że nic sobie nie uszkodziłem, bo trudno byłoby później komukolwiek rozsądnie wyjaśnić okoliczności takiego urazu. Wziąłem kolejny ostrożny oddech i powoli zacząłem się prostować, chociaż organizm wyraźnie protestował przeciwko temu pomysłowi. Nadal nie odezwałem się ani słowem - nie dlatego, że byłem zły, po prostu w tej konkretnej chwili znacznie bardziej zajmowałem się próbą odzyskania resztek godności i normalnego oddechu niż prowadzeniem jakiejkolwiek rozmowy. Sam byłem sobie zresztą winien, mogłem zawołać ją z większej odległości, mogłem podejść z boku, mogłem zrobić cokolwiek, zamiast skradać się za własną żoną po niemal pustej ulicy kilka dni po tym, jak ktoś rzeczywiście dawał nam powody do niepokoju. Przynajmniej nie musiała już udowadniać mi, jak dobrze potrafiła się sama bronić, taki wniosek był wyjątkowo marnym pocieszeniem dla reszty mojego ciała, ale z braku laku i tak uznałem go za lepszy niż wszystkie możliwe alternatywy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)