Sauriel poszedł jeszcze przed docelową imprezą na herbatkę. Taką z prądem. Czarnowłosy przez chwilę najpierw przyglądał się, jak jedni wygrywają, a drudzy dostają po dupsku w ramach gargulków i sam nie miał jakoś many na to, żeby się dosiadać i bawić tym paskudztwem. Przede wszystkim nastrój mu też siadał. I całkowicie mu się nie chciało. Tym nie mniej przystanął w wozie, przez moment obserwując, tak w cieniu, tak z boku, żeby czasem nikomu nie przeszkadzać i niekoniecznie miał ochotę wdawać się w jakieś rozmowy na temat życia i śmierci albo tego, co tam zamierzasz robić na Beltane czy jak ci święto mija.
Ale już pouśmiechać się do ślicznej Sary nie zaszkodzi.
Wampir nie był wielkim fanem pikanterii ani za życia, ani po śmierci, to i po pierwszym łyku zakrztusił się herbatą i czuł, jak napój elektryzuje go jak... nie wiedział, jak. Po prostu go naelektryzowało. Wzdrygnął się od tego, ale choć pierwsze odczucie było nieprzyjemne, alee już zaraz... miał wrażenie, że jest naładowany energią od czubka paluszków po krańce czarnych włosów. To było dziwne. Like w pizdu dziwne. Zostawił herbatę niedopitą i poszedł zająć się swoją pracą, mamrocząc pod nosem przekleństwa.
!herbata z prądem
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.