03.07.2026, 18:31 ✶
— Gdybyś uprzedziła mnie choćby jednym listem, zdążyłabym przynajmniej udawać, że prowadzę dom godny przyjęcia gości — słowa padły z cieniem wyrzutu, ale były bez rzeczywistej goryczy. — Tęskniłam za tobą — przyznała nagle. Z kolei te słowa opuściły jej usta łatwo. Urd była ostatnią osobą z rodziny, z którą utrzymywała kontakt.
Ich matka… Brynja zachodziła w głowę, czy matka kiedykolwiek tęskniła za własnymi córkami. Czy oddając młodszej selkie foczą skórę, przeklinała jej imię? A może był to ostatni, cichy akt miłości rodzicielskiej, jedyne błogosławieństwo, na jakie było ją jeszcze stać?
— Coś ci zaraz znajdę, poczekaj, proszę. Powinnam mieć trochę miodu o ile nie wypiłam go w zeszłym tygodniu po którymś z wyjątkowo długich zmian. Gdzie cię tym razem wyniosło? — zapytała. Zaczęła szperać po szafkach, aby jak najlepiej przyjąć gościa.
Kobieta odwróciła głowę i podrapała się po policzku. Trudno było jej wyobrazić sobie opowieść mniej godną uwagi niż własna codzienność. Posada w przedszkolu, a po zmroku dodatkowe godziny spędzane za szynkwasem niewielkiego pubu… nie był to żywot, który znalazłby miejsce w kronikach ludzi wielkich czynów. Cóż mogła rzec Urd? Że przestała z lękiem odliczać monety do kolejnego czynszu? Nie odczuwała jednak tęsknoty za dawnym domem. Bezkresny chłód głębin i swoboda, którą odnajdywała pod powierzchnią fal, wynagradzały jej każdą godzinę spędzoną w ludzkiej postaci.
— Pracuję w przedszkolu. Wieczorami zaś dorabiam w pubie. Nie jest to może zajęcie, o jakim śpiewają skaldowie, ale pozwala mi opłacić czynsz i od czasu do czasu kupić coś więcej niż śledzia i herbatę — powiedziała, nalewając miodu do ciężkiego kufla. — Moje serce? — powtórzyła łagodnie. Postawiła naczynie przed Urd i oparła się biodrem o blat.
Ich matka… Brynja zachodziła w głowę, czy matka kiedykolwiek tęskniła za własnymi córkami. Czy oddając młodszej selkie foczą skórę, przeklinała jej imię? A może był to ostatni, cichy akt miłości rodzicielskiej, jedyne błogosławieństwo, na jakie było ją jeszcze stać?
— Coś ci zaraz znajdę, poczekaj, proszę. Powinnam mieć trochę miodu o ile nie wypiłam go w zeszłym tygodniu po którymś z wyjątkowo długich zmian. Gdzie cię tym razem wyniosło? — zapytała. Zaczęła szperać po szafkach, aby jak najlepiej przyjąć gościa.
Kobieta odwróciła głowę i podrapała się po policzku. Trudno było jej wyobrazić sobie opowieść mniej godną uwagi niż własna codzienność. Posada w przedszkolu, a po zmroku dodatkowe godziny spędzane za szynkwasem niewielkiego pubu… nie był to żywot, który znalazłby miejsce w kronikach ludzi wielkich czynów. Cóż mogła rzec Urd? Że przestała z lękiem odliczać monety do kolejnego czynszu? Nie odczuwała jednak tęsknoty za dawnym domem. Bezkresny chłód głębin i swoboda, którą odnajdywała pod powierzchnią fal, wynagradzały jej każdą godzinę spędzoną w ludzkiej postaci.
— Pracuję w przedszkolu. Wieczorami zaś dorabiam w pubie. Nie jest to może zajęcie, o jakim śpiewają skaldowie, ale pozwala mi opłacić czynsz i od czasu do czasu kupić coś więcej niż śledzia i herbatę — powiedziała, nalewając miodu do ciężkiego kufla. — Moje serce? — powtórzyła łagodnie. Postawiła naczynie przed Urd i oparła się biodrem o blat.
Destiny can't be earned or returned
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot