• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue

[24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#13
05.07.2026, 02:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 11:40 przez Benjy Fenwick.)  
Deszcz nadal siąpił, ale przestałem zwracać na niego większą uwagę, jeszcze kilka minut wcześniej byłem przekonany, że ktoś obcy może kręcić się w pobliżu, ona była pewna, że śledził ją napastnik, a teraz staliśmy pośrodku mokrej ulicy i sprzeczaliśmy się o przyszłość mojego nazwiska oraz kompetencje medyczne mojej żony. Gdyby ktoś obserwował nas z okna pobliskiej kamienicy, pewnie uznałby nas za kompletnych wariatów, trudno byłoby mu odmówić racji. Im dłużej o tym rozmawialiśmy, tym bardziej dochodziło do mnie, że jeśli oprawcą rzeczywiście był ktoś obcy, pewnie skończyłby ten wieczór znacznie gorzej ode mnie, a to akurat napawało mnie pewną niewypowiedzianą dumą.
Pokręciłem głową z rezygnacją, kiedy tak spokojnie oznajmiła mi, że cofanie własnych słów nie działało - szokująca sprawa - przecież znałem ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że każde zdanie, które raz wypowiedziałem, zostawało przez nią gdzieś starannie odłożone, opisane i czekało na odpowiedni moment, żeby wrócić do mnie ze zdwojoną siłą. Westchnąłem przeciągle, zdmuchując sobie włosy z oczu, z miną człowieka, który właśnie zrozumiał, że wszelkie próby obrony zostały z góry skazane na porażkę - a to nie było nawet nowe odkrycie… Oczywiście, miałem do czynienia z kobietą, która potrafiła zapamiętać rozmowę sprzed kilku miesięcy niemal słowo w słowo, a później przytoczyć ją dokładnie wtedy, kiedy było to dla niej najwygodniejsze, więc wypieranie się czegokolwiek było niemal sportem ekstremalnym. Wiedziałem o tym od dawna, a mimo to najwyraźniej wciąż popełniałem ten sam błąd.
- Nie plóbuj twoszyś plesedensów na podstawie jednego niefoltunnego zdania. - Praktycznie wciąłem jej się w zdanie, gdyż znałem ją wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że właśnie próbowała wykorzystać każdą nieścisłość na swoją korzyść. - Poza tym mogę lobiś, co mi się szywnie podoba. Jestem tu pokszywdzoną stloną. - Winę za całe zamieszanie brałem przede wszystkim na siebie, to było jasne jak słońce, lecz nie zamierzałem jej tego ułatwiać.
Zmarszczyłem czoło, obserwując zmianę, jaka zaczęła w niej zachodzić, nie umknął mi też ten charakterystyczny błysk satysfakcji, kiedy mówiła o swoim pierwszym tak spektakularnym sukcesie, mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem - naprawdę potrafiła być dumna z siebie w najdziwniejszych okolicznościach, ciesząc się z czegoś, co jeszcze kilka minut wcześniej wprawiało ją w zakłopotanie… Tyle tylko, że trudno było mi celebrować jej mały sukces, kiedy organizm nadal przypominał mi o cenie tego odkrycia. To, z jakim zadowoleniem zaczęła mówić o czymś, z czego ja czułem się co najmniej zażenowany i zmieszany, było niemal urzekające - niemal - z jednej strony trudno było nie docenić tego, że zamiast spanikować, faktycznie zareagowała, z drugiej strony byłem tym nieszczęśnikiem, który mógł potwierdzić skuteczność tego rozwoju osobistego na własnym organizmie, a wolałbym nigdy nie brać udziału w podobnych akcjach.
- Glatuluję. Zdecydowanie utszymujesz poziom. - Zerknąłem na nią z ukosa. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że gdyby naprawdę chciała coś dopracować w swojej technice, zrobiłaby to z tą samą sumiennością, z jaką podchodziła do wszystkiego innego. - Tylko następnym lasem ploponowałbym byś tak doblą w tym, co lobisz na kimś, kto nie dzieli s tobą nazwiska i łószka. To byłoby koszystniejsze dla całej losiny. - Prychnąłem cicho, kiedy usłyszałem ten wyraźnie dumny ton - oczywiście, że gdy tylko przeszło jej czucie się głupio, postanowiła urosnąć o co najmniej trzy cale - co gorsza, naprawdę miała ku temu powód, traf chciał, że pierwsza próba zakończyła się sukcesem, a teraz właśnie budowała sobie na tej podstawie nową teorię.
- No i nie lospędzaj się za balso, jeśliś łaskawa. - Pokręciłem głową, stwierdzając, że początkowe otumanienie powoli odpuszczało. - To nie był pokas umiejętności bojowych, tylko zwykły falt. Gdybyś miała to powtószyś dziesięś lasy, pewnie dziewięś s nich tlafiłabyś mnie w kolano albo piszczel. - Nie dało się zaprzeczyć, iż chociaż naprawdę chciałem wierzyć w to, że Pruey za każdym razem była sobie w stanie poradzić z zagrożeniem pod postacią dużego mężczyzny, jednocześnie nie mogłem aż tak karmić ego mojej żony, i nie chodziło nawet o wzmacnianie jej pewności siebie czy woli walki, lecz o samo doświadczenie, a ono mówiło mi, że celowanie w kogoś na ślepo, traktując własne chude pięści jako broń obuchową raczej rzadko kończyło się jak teraz.
Parsknąłem cicho, kiedy stwierdziła, że gdyby wiedziała, iż to ja, nigdy nie podniosłaby na mnie ręki.
- Balso mnie cieszy, sze to doplecyzowałaś. Naplawdę. Dopsze wiedzieś, sze istnieją okoliczności łagodzące. - Odwróciłem na moment wzrok w stronę mokrej ulicy. Mało który oprawca byłby tak nieprzygotowany na akty samoobrony - właściwie, żaden - im dłużej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że moi koledzy ani ludzie po fachu nigdy nie powinni się o tym dowiedzieć. Podeszła mnie swoim zachowaniem, okazawszy się zupełnie nieprzewidywalna i śmiertelnie skuteczna, wiedziałem zatem, że moja odpowiedź miała niewiele zmienić, jeżeli już zdążyła dopisać sobie w głowie odpowiedni wniosek i raczej nie zamierzała go wykreślać.
Przewróciłem oczami, kiedy zaczęła umniejszać najpierw mojemu bólowi, nazywając go „udawanym”, a potem całej sprawie, porównując ją do zagrożeń, z którymi spotykałem się w pracy.
- Nie opowiadaj bzdul. Chociasz las splóbuj dostaś w jaja, to później polosmawiamy o tym, po jakim czasie pszestaje boleś. - Zmrużyłem oczy. - Sun, klątwa chce mnie zabiś. Smok chce mnie spaliś. Loswścieczony czalodziej chce szuciś we mnie zaklęciem. To są pszeciwnicy, któlych człowiek się spodziewa. - Wyartykułowałem. - Własna sona? To laszej tlochę inna kategolia… - Rozłożyłem bezradnie ręce. - Lósznisa polega na tym, sze po większości s nich spodziewam się ataku. Po tobie niespecjalnie. To jest właśnie najgolsze. Klątwy, pszeklęte pszedmioty i lószne paskudztwa pszynajmniej zachowują się zgodnie s oczekiwaniami. Ty jesteś kompletnie niepszewidywalna. - Niby wiedzieliśmy, że tak nie było, i że zazwyczaj oboje byliśmy w stanie przewidzieć swoje zachowanie, ale jeszcze nigdy nie byłem tak skory uwierzyć we własne kłamstwo.
A potem przeszliśmy do dotykania… Na kolejne groźby dotyczące trzymania rąk z dala ode mnie aż przewróciłem oczami.
- Nie manipuluj faktami. Ani małą, ani duszą czcionką. - Odpowiedziałem natychmiast. - Doskonale wiesz, o co mi chodziło. Wskazałem na nią palcem. - Jedno nie ma s dlugim nic wspólnego. Jeśli naplawdę myślisz, sze po tym wszystkim wlócimy do domu i dam ci demonstlasyjnie omijaś mnie szelokim łukiem, to chyba jednak ten cios odbił się lówniesz na twojej logice. - Nie mogłem sobie darować, celowo zaakcentowałem ostatnie słowo, bo doskonale wiedziałem, jak bardzo lubiła uważać swoje rozumowanie za bezbłędne. - A negocjacje moszemy plowadziś, ale upszedzam, sze w tej splawie mam wyjątkowo twalde stanowisko. Zesztywniałe. - To miały być interesujące rozmowy, z pewnością, w naszym przypadku rzadko kiedy bywało inaczej…
Kiedy zniżyła głos i zaczęła opowiadać o fioletach, zieleni, usychaniu i odpadaniu, popatrzyłem na nią z miną człowieka głęboko rozczarowanego losem, który najwyraźniej czekał go tak czy inaczej, niezależnie od testamentów i całej reszty - przynajmniej miałem zginąć marnie, zamiast tracić godność - no cóż, zadeklarowałem niechęć do otrzymania natychmiastowej pomocy uzdrowicielskiej i nie zamierzałem zmieniać zdania, przychodzić do niej z odpadniętą kuśką także. Chyba prędzej bym umarł…
- Wiesz co? Coraz balsiej dochodzę do wniosku, sze to nie ten cios był najboleśniejszy. Najgolsze jest słuchanie ciebie, kiedy postanawiasz loswijaś temat. - Westchnąłem demonstracyjnie, nie zamierzałem oddać jej całego pola, droczenie się z nią było zbyt dobrą zabawą, żeby kapitulować po pierwszej wymianie ciosów. - Balso cię ploszę, zakończ jusz tę balwną opowieść. Chciałbym jeszcze kiedyś spokojnie usiąść na klopie, nie zastanawiając się nad odcieniami fioletu, jakie mosze pszyblaś kutas. - Spojrzałem na nią nieco dłużej, kiedy nasze dłonie w końcu splotły się ze sobą, dopiero wtedy poczułem, że całe napięcie z ostatnich godzin naprawdę zaczęło ze mnie schodzić - właśnie po to tu przyszedłem - nie po to, żeby udowadniać jej, że sam potrafię zadbać o bezpieczeństwo, ani żeby odgrywać bohatera, chciałem mieć ją obok i wrócić z nią do domu, reszta okazała się tylko wyjątkowo pechowym dodatkiem do planu.
- Idziemy. - Odpowiedziałem bez wahania. Ścisnąwszy lekko rękę żony, ruszyłem przed siebie, dopasowując krok do jej tempa, powziąwszy jednocześnie decyzję, iż nie - nie „musieliśmy wracać” do rozmowy o moich jajach, najlepiej już nigdy… Nieważne, że miałem obok siebie samozwańczego „bardzo skutecznego uzdrowiciela”, istniała granica, której nie chciałem przesuwać.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6041), Prudence Fenwick (4021)




Wiadomości w tym wątku
[24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.07.2026, 00:10
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.07.2026, 16:59
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.07.2026, 17:42
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.07.2026, 18:01
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.07.2026, 18:58
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.07.2026, 19:19
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.07.2026, 21:11
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.07.2026, 21:30
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.07.2026, 22:56
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.07.2026, 23:49
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.07.2026, 00:23
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 04.07.2026, 22:12
RE: [24/10/72] Hold the line tonight | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 05.07.2026, 02:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa