• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[24.09.1972] I thought I had wandered into a dream

[24.09.1972] I thought I had wandered into a dream
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#2
05.07.2026, 20:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2026, 20:57 przez Lorien Mulciber.)  
Nie była pewna czy jej się to całe kino podobało. Może odrobinę. Aaron powiedział, że to “coś podobnego do telewizji, ale większe”. Nie doprecyzował o ile większe i to był pierwszy błąd. W dodatku wszystko działo się w pogrążonym w niemal całkowitej ciemności pomieszczeniu, w towarzystwie innych ludzi, siedzących zdecydowanie zbyt blisko, a już przy pierwszych scenach, gdzie mugolski agent (jak jej po cichu, bardzo cichutku wytłumaczył agent) niemal umarł od wybuchu rozbrajanej przez siebie bomby, pani Mulciber podskoczyła w fotelu i wysypała na siebie trochę popcornu. A szkoda, bo popcorn był z tego wszystkiego najlepszy. No i może wspaniały romans, który owy agent nawiązał z agentką wrogiego wymiaru. Takie trochę Romeo i Julia, ale współczesne i bardziej chyba nastawione na męskiego odbiorcę, sądząc po strojach w jakie wciskali ową agentkę. Już miała spytać czy Aaron jej coś przypadkiem sugeruje, ale ostatecznie film wciągnął ją na tyle, że zapomniała.
Już by mu coś powiedziała o takim nieprofesjonalnym zachowaniu. Wcale nie był lepszy! Pan Auror zabierający na randkę przedstawiciela niezawisłego Wizengamotu. Oburzające.
Chyba wolała oglądać jednak mugolskie filmy u niego w mieszkaniu. Tam przynajmniej mogła w każdej chwili dopytać o coś czego nie rozumiała, nie to co w kinie, gdzie jednak wypadało być bardzo cicho. W dodatku w mieszkaniu byli sami i … Nie pozwoliła myślom błądzić zbyt daleko.
Ale za to pozwoliła zabrać się na spacer po urokliwych alejach w parku Sundridge. Ostatnimi czasy bywała częściej w niemagicznych miejscach. Niegdyś ta myśl przeraziłaby ją dogłębnie. Pewnych rzeczy nie wypadało robić. Z pewnymi ludźmi nie winna się pokazywać. Ale wszystkie wątpliwości znikały, gdy mogła go ująć pod ramię i po prostu spacerować w otoczeniu mieniących się kolorami jesieni dębów i buków.
Jak na zawołanie ich idyllę przerwało oberwanie chmury. Pisnęła tylko zaskoczona, może odrobinę oburzona, choć Wielką Intrygę McMillanów skomentowała tylko parsknięciem śmiechu. Oczywiście - na złość światu kowen spuścił na Londyn wielką ulewę. A raczej nie światu, a Aaronowi Moody’emu, który akurat wtedy postanowił zabrać ją na randkę do kina i na spacer. Zupełnie jakby byli nastolatkami. Przemknęło jej przez myśl, gdy schroniła się przed deszczem pod kurtką. Nie było łatwym nadążać za jego rześkim krokiem, więc kiedy tylko przekroczyli próg Gabinetu Bletchley’ów aż musiała przysiąść na jednej z ławeczek ustawionych w środku i złapać oddech. Wykończy ją! Przecież ona nie miała przepisowych testów sprawnościowych!

Dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że wokół zrobiło się nienaturalnie jasno. Deszcz wciąż bębnił o wysokie szyby wejściowe, ale światło w miejscu, do którego weszli było inne. Bardziej… rozproszone. Odbijało się od czegoś ze wszystkich stron jednocześnie.
Podniosła wzrok od swoich dłoni. I spotkała się ze swoim własnym odbiciem w najbliższym z luster. Och nie. Tylko nie to.
Podniosła się powoli, w pierwszej chwili ignorując nawet istnienie Aarona. Rząd wysokich zwierciadeł ciągnął się wzdłuż ścian, odbijając obraz coraz dalej i dalej. Poczuła jak coś nieprzyjemnie zaciska się pod mostkiem. To tylko lustra. Upomniała się w myślach. Tylko lustra. Trochę drewna. Szkła. Pewnie zaklęć, które miały cieszyć odwiedzających. A jednak odruchowo podniosła palce do twarzy. Poprawiła nieco rozmazaną szminkę.
Na szczęście lustro, które wybrała nie płatało jej żadnych figlii. Może ich się po prostu nie dopatrzyła. Nie wiedziała czy fakt, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej pewnie obeszłaby radośnie cały gabinet, kręcąc się przy każdym z luster jak trzpiotka, którą wówczas była, zdawał jej się bardziej smutny czy raczej zabawny. Teraz wystarczyła sama świadomość, że gdzieś obok czai się jej odbicie, by poczuła ciężar na ramionach. Nie patrz. Ale jak mogłaby nie patrzeć? Patrzyła przecież tysiące razy - widziała za każdym coś innego. Wdowę. Sędzię. Kobietę. Siostrę. Pieprzonego dementora. Siebie? Kiedy ostatnio widziała siebie?
Aaron się zaśmiał. Z niej?
Samo podejrzenie sprawiło, że odwróciła się gwałtownie na pięcie, ale jakikolwiek gniewny grymas pojawił się na moment na jej twarzy i rumieniec zawstydzenia, zniknęły niemal od razu. Auror stał przed innym lustrem i śmiał się ze swojego odbicia. W dodatku nakradł cukierków jakby w domu brakowało! Słyszała jego głos, choć nie słuchała z początku co do niej mówi. Szeleścił papierkami, śmiał się. Uspokoiła się powoli. Jakież to było zwyczajne. Tak bardzo jej brakowało zwyczajności.
Otuliła się mocniej kurtką, którą ją nakrył. Taki stary, a taki głupi. Przygryzła wnętrze policzka co by nie uśmiechać się zbyt mocno.

Ciekawość zwyciężyła.
Przeszła te kilka kroków i przystanęła obok, pod takim kątem co by jej odbicia nie pokazało to okropne lustro. Ale przynajmniej mogła się przyjrzeć Aaronowi, któremu faktycznie od podkradania cukierków wywaliło bebzol.
Wyglądam jak niemiecki czołg.
- Bardziej jak czołgista po pokaźnej kolacji.- Pokręciła z niedowierzaniem głową. Przecież te cukierki były dla dzieci! I z pewnością były zaklęte. Jeszcze zaraz się zrobi różowy w zielone ciapki albo mu czółka na łbie wyrosną.- Ale…- zawiesiła głos mierząc go, nie jego odbicie, od stóp po czubek głowy.- Gdybyś był niemieckim czołgiem byłbyś Panzerkampfwagen V Panther. Może nawet model II, bo bardziej opancerzony.
Było coś absurdalnego w tym jak zręcznie posługiwała się wiedzą w takiej niszy jaką były mugolskie wojny światowe, a zasypiała przy jakiejkolwiek próbie wciśnięcia jej anegdotek z jakiegokolwiek innego okresu. Winić za to (co zresztą Adeline Prewett czyniła bardzo często) można było tylko i wyłącznie Philipa, który zaszczepił w córce miłość do opasłych tomów historycznych dotyczących współczesnych konfliktów zbrojnych. Lorien szybko odkryła, że czarodzieje mają zaklęcia, ale mugole byli… zdecydowanie bardziej kreatywni w swoim działaniu. Czyniło to książki o ich historii o wiele ciekawszymi. Ileż można w końcu czytać o tych nieszczęsnych goblinach i ich emocjonalnych problemach?

Propozycja.
Oho. Uniosła lekko brwi, dając znać, że słucha uważnie. Obiad na mieście nie brzmiał źle, więc skinęła głową na znak, że się zgadza. Zwłaszcza, że nie jedli nic praktycznie od rana, a w przeciwieństwie do niego nie chciała objadać się cukierkami. Pytanie. No i tu już nie było takiej prostej odpowiedzi. Wyjrzała przez okno na zewnątrz. Wciąż lało jak z cebra. Z drugiej strony wcale nie chciała zostawać w gabinecie luster zbyt długo. Ale może dzisiaj… Spędzili tak miło dzień, może nie będzie mieć problemu z patrzeniem na swoje odbicie zbyt długo.
- Zostańmy póki się nie uspokoi na dworze.- Powiedziała, spychając wszelkie głębsze rozterki na dalszy plan. To tylko lustra. Miliony, setki milionów było takich na świecie, a ona obawiała się jak jakaś mała dziewczynka.

Aaron nie bywał aż tak wylewny nawet, gdy przebywali w zaciszu jego mieszkania, pewni, że żadne ciekawskie ucho nie usłyszy ich rozmów. Co dopiero w miejscu publicznym, gdzie ktoś mógł zawsze przyjść. Przysunęła się bliżej, układając dłoń na zaklętej mapie.
- Powinnam była cię dłużej przetrzymać wczoraj w nocy? - Zapytała cicho ani myśląc zadzierać głowy. Po prostu spojrzała w górę z trudem kontrolując drżenie kącika ust. W końcu to on zaczął o tym całym przechodzeniu z jawy do snu! Sam był sobie winny. Mając go odpowiednio mocno zdekoncentrowanego, przeniosła palce z mapy na jego nadgarstek i wreszcie przedramię. Teraz, kiedy jego kurtka ciążyła jej na ramionach był w samej koszuli, którą mogła miąć leniwie pod paznokciami. Nawet nie rzucił dzisiaj zaklęć, którymi ukrywał tatuaże.- Czy to był miły sen?- Dopytała już nieco bardziej niepewnie. Choć “miły” było przecież pojęciem względnym. Przecież mógł jej zaraz powiedzieć, że śnił o tym jak wpycha go do więziennej celi w Azkabanie! Z jej punktu widzenia - wyjątkowo seksowny i miły sen. Z jego - pewnie niekoniecznie.

[+]Spoiler
WOS 3k - jest nieźle obcykana z mugolskiej I i II wojny światowej, co już się pojawiło w kilku sesjach.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (4938), Lorien Mulciber (4434), Pan Losu (59)




Wiadomości w tym wątku
[24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Aaron Andrew Moody - 05.07.2026, 00:50
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Lorien Mulciber - 05.07.2026, 20:55
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Aaron Andrew Moody - 22.07.2026, 21:34
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Pan Losu - 22.07.2026, 21:34
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Lorien Mulciber - 24.08.2026, 11:46
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Aaron Andrew Moody - 11.10.2026, 01:09
RE: [24.09.1972] I thought I had wandered into a dream - przez Lorien Mulciber - 12.10.2026, 21:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa