08.07.2026, 01:34 ✶
– Siedem dla ciebie, czy siedem dla mnie? – spytał jeszcze przezornie, bo przez te wszystkie lata wspólnych piątków trzynastego, Basilius wciąż miał wrażenie, że on i Brenna używali nieco innej skali chaosu i zniszczenia. Docenił jednak, że Longbottom uznała, że na wszelki wypadek nie będzie kusić losu, aby było jeszcze gorzej.
Gdy tylko usłyszał, co się stało, po twarzy Prewetta przemknął bardzo ponury cień. A więc jednak stało się to czego tak naprawdę już od jakiegoś czasu się obawiał. Piątek trzynastego zaczął czerpać garściami z tego co się działo teraz w Wielkiej Brytanii. To zdecydowanie nie była dobra wiadomość. Mógł się przyzwyczaić do tej klątwy, chociaż nigdy nie planował całkowicie się z nią pogodzić, kiedy chodziło o zamykanie w izolatce, czy nawet morderczą ławkę. Ale piątek trzynastego, lub każda inna data w połączeniu z atakami szaleńców, którzy chcieliby zabić Brygadzistkę taką jak Brenna? To już powoli zaczynało brzmieć jak szansa na wyrok śmierci.
– Rozumiem – mruknął, patrząc to na poszkodowanego Brygadzistę, to na Brennę. – To… – zaczął i aż pokręcił głową. – To nie powinno było mieć miejsca. Usiądz. Tylko ostrożnie. Najpierw przyjrzę się… – Nie miał pojęcia jak nazywał się drugi Brygadzista. – Twojemu koledze. Gdybyś zaczęła mdleć, lub poczuła się jakkolwiek gorzej proszę daj mi znać zanim będzie za późno.
Z tymi słowami nachylił się nad nieprzytomnym czarodziejem i zaczął rozważać, jak najlepiej będzie rozbroić pudełko, tak aby nikogo więcej nie zaatakowało.
– I mówisz, że to przez ten przedmiot dom się zawalił, czy to było jeszcze coś innego? – spytał, próbując ocenić szanse na eksplozję.
Gdy tylko usłyszał, co się stało, po twarzy Prewetta przemknął bardzo ponury cień. A więc jednak stało się to czego tak naprawdę już od jakiegoś czasu się obawiał. Piątek trzynastego zaczął czerpać garściami z tego co się działo teraz w Wielkiej Brytanii. To zdecydowanie nie była dobra wiadomość. Mógł się przyzwyczaić do tej klątwy, chociaż nigdy nie planował całkowicie się z nią pogodzić, kiedy chodziło o zamykanie w izolatce, czy nawet morderczą ławkę. Ale piątek trzynastego, lub każda inna data w połączeniu z atakami szaleńców, którzy chcieliby zabić Brygadzistkę taką jak Brenna? To już powoli zaczynało brzmieć jak szansa na wyrok śmierci.
– Rozumiem – mruknął, patrząc to na poszkodowanego Brygadzistę, to na Brennę. – To… – zaczął i aż pokręcił głową. – To nie powinno było mieć miejsca. Usiądz. Tylko ostrożnie. Najpierw przyjrzę się… – Nie miał pojęcia jak nazywał się drugi Brygadzista. – Twojemu koledze. Gdybyś zaczęła mdleć, lub poczuła się jakkolwiek gorzej proszę daj mi znać zanim będzie za późno.
Z tymi słowami nachylił się nad nieprzytomnym czarodziejem i zaczął rozważać, jak najlepiej będzie rozbroić pudełko, tak aby nikogo więcej nie zaatakowało.
– I mówisz, że to przez ten przedmiot dom się zawalił, czy to było jeszcze coś innego? – spytał, próbując ocenić szanse na eksplozję.