Pośpiesznie zapisała sobie w głowie imie i nazwisko uzdrowiciela, kiedy to padło na głos, chociaż w sumie nawet nie musiała się przesadnie starać, żeby to nigdy nie uleciało jej już z głowy. Rzuciła też kolejnym spojrzeniem na jego twarzy, całkiem przystojną, ale jednocześnie okropnie wręcz zmęczoną życiem – ciekawe czy była to zasługa tylko Spalonej Nocy, czy może prezentował się tak także na codzień. Jeśli to drugie, to niewątpliwie tracił w jej oczach, ale cóż, nie można było mieć wszystkiego.
Pokiwała głową, na tak. I farba, i kaszel, chociaż ten nie był aż tak straszny i chropowaty jak to, co zdawało się dręczyć Lanę. Niestety, ciagnący się po ulicach Londynu Dym był tak żrący i agresywny, że już po paru godzinach oddychania nim, człowiek nabawiał się nieprzyjemnego uczucia w gardle. Teraz zwracała uwagę na to głównie dlatego, by wykorzystać fakt i uszczknąć odrobinę więcej uwagi Basiliusa, ale w kolejnych dniach miała się przekonać, że to nie był tylko jej wymysł czy potrzeba chwili.
Lyssa była tylko dziewczyną. Młodą, niedoświadczoną i złaknioną cudzej uwagi, bo nawet jeśli mieszkała z ojcem, ten wydawał się większość czasu i tak poświęcać swoim marzeniom i aspiracjom. Może było to okropne z jej strony, że próbowała wykorzystać tragedię, która działa się za oknem, ale według niej nie miała sobie niczego do zarzucenia.
— Tak! Krzyczał coś o tym, ze to co się dzieje to moja wina, ale ja przecież nic nie podpaliłam! Przysięgam! — głos jej się załamał nieco i zgubił akcent, zdradzając że cokolwiek wydarzyło się na ulicy, naprawdę ją dotknęło. Kiedy mężczyzna do niej podbiegł, była zwyczajnie przerażona że zrobi jej faktyczną krzywdę. Skończyło się tylko na farbie, całe szczęście, ale oczy na nowo przeszkliły się Lyssie. Przyjęła podaną jej fiolkę, kiwając głową na znak, że rozumie, bo niegle gardło związało się jej w supełek i zwyczajnie powstrzymywała pełnoprawny płacz. Przytuliła ją do piersi mocno, spoglądając na Basiliusa uważnie i kręcąc przecząco głową na jego ostatnie pytanie. Wszystko wydawało się już załatwione, przynajmniej jeśli chodziło o dwie dziewczyny, więc uzdrowiciel mógł się oddalić i iść udzielać pomocy innym.
— Tak, zostań ze mną… proszę — powiedziała bardzo, ale to bardzo cicho z wyraźnym francuskim akcentem„ jednocześnie sięgając do dłoni Lany i ściskając ją. Poza tym, ktoś musiał jej pomóc zmyć całą farbę, prawda?
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.