Sophie powinna być przyzwyczajona do tego, że jej wuj był nałogowym palaczem i nie rzuci palenia, które mimo szkodliwości na zdrowiu, jest jednym źródłem opanowania jego nerwów. Gdyby znalazłby się inny środek zamienny, to czy zgodziłby się na tak drastyczną zmianę? Na pewno nie.
Spojrzał na ciasto oraz inne słodkości, zachęcany do poczęstunku. Niestety, nie miał na nic apetytu. I to się za nim ciągło od śmieci Roberta. Zmuszał się do jedzenia, więc i tutaj, nałożył sobie ciasta. Ale skosztuje jak skończyć "smakować" swojego papierosa. Czyli, wypali go do końca. Z kolej sięgnął po kawę i upił łyk. Czując przyjemny gorąc napoju, rozgrzewający jego przełyk.
- Scarlett jest wyrozumiała i skłonna do pomocy. Odpisz jej na listy. Na pewno ucieszy się. Tak samo nie wahaj się napisać do moich synów. Szczególnie Charles tego potrzebuje.Zachęcał, aby bratanica chociaż utrzymywała kontakt listowny z kuzynostwem. Wszyscy wiedzieli, że najbardziej stratę w śmieci Roberta ponieśli Sophie i Richard. Scarlett to nawet wymęczyła Richarda wymuszeniem wyjścia z kamienicy na spacer, gdy zamknął się w pokoju i nie chciał nigdzie wychodzić. A jedynie tylko w celu załatwiania spraw. Być może ten spacer i list od syna, dały mu jeszcze jakiś sens życia, że nie skończył ze sobą.
Nie wspomniał Sophie o tym, że Charles i Scarlett są ze sobą skłóceni. Chciał wierzyć, że do kolejnego rodzinnego spotkania, ta dwójka jego dzieciaków jakoś się pogodzi.
Propozycja wspólnego spędzenia Yule, została zaakceptowana przez Sophie. Do tego święta było jeszcze daleko, ale wystarczająco, żeby pozbierać się po stracie. Jak sama młoda Mulciber zaznaczyła, powinna być gotowa pokazywać się na rodzinnych spotkaniach. Richard wiedział, że potrzeba na to dużo czasu. Z kolei on, nie pozbiera się tak szybko. Zakładał maski, a udawanie, miał w sobie wyuczone przez lata.
Papierosa dopalił, skosztował ciasta jakie nałożył na talerz, choć nie dojadł go do końca. Towarzyszył później Sophie, która oprowadziła go po całym domu, jakie wprowadziła zmiany, czym się obecnie zajmowała i jak idzie jej krawiectwo. Niektóre sekrety skrywane w tym domu, Richard pokazał Scarlett, gdyby potrzebowała coś schować, choćby cennego dla siebie. Jego matka słynęła nie tylko z malarstwa, ale potrafiła zakląć obrazy tak, że stanowiły miejsce schowku lub przejścia. Tę sztukę odkrył u nich w kamienicy i rozszyfrował jej działanie. Tak też tutaj, był wstanie odnaleźć taki zakamarek. Bo jeżeli nie zrobiła tego jego matka, to na pewno ktoś z jej rodziny. Jedno z nich właśnie pokazał Sophie, skoro już na dobre zadomowiła się z jego pomocą finansową. Był co prawda warunek, że nie wróci do warzenia Bimbru i jakiegokolwiek alkoholu. Ten dom należał teraz do niej i ona była jego właścicielką.
Richard mógł stwierdzić, że dom jego matki na nowo ożywał. Jako że za kilka dni wracał do Norwegii, wykorzystał ten dzień, aby cały spędzić z bratanicą. Następną wizytę, najpewniej złoży jej za miesiąc, ale pozostanie w kontakcie listownym. Chyba że los zmieni im plany i spotkają się znów szybciej.
Sophie o swoim ojcu nic więcej nie wspominała, nie mówiła. Miejsca w domu które widział Richard, przywoływały wspomnienia i nie chcąc znów tematu poruszać, zachował te wspomnienia dla siebie. Pod koniec dnia, pożegnał się z Sophie i za pomocą świstoklika, wrócił do siebie, do Kamienicy w Londynie.