11.07.2026, 18:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2026, 09:42 przez Dægberht Flint.)
– Nawet sztuką? – Jego uśmiech się pogłębił. – Widziałem, jak wielu próbowało i całkiem nieźle im to wychodziło.
Wyraźnie podobało mu się werbalne potwierdzenie tego, że był najpiękniejszym kwiatem w zasięgu jej spojrzenia i wyraz jego twarzy nie zmienił się nawet wtedy, kiedy zupełnym przypadkiem wymierzyła mu słowami policzek i dusza piekła go po nim jeszcze kilkanaście sekund.
Wyspy dzierżyły kiedyś dwóch Flintów. Było to tak intensywne, aby odbić na jego umyśle trwałe piętno – właściwie, to mimo upływu lat wciąż myślał o sobie jak o dwójce osób – bo Wulfwyn nigdy nie odnaleziono. Ani żywej, ani martwej. Nigdy tego rozdziału nie domknął. Mimo pochmurności z tego płynącej, nie dał się temu przytłoczyć – no bo przecież nie było w działaniu Cassandry celowości. Nie mogła, nie miała prawa wiedzieć o tym wszystkim co ciążyło mu na sercu odkąd młodsza siostra zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Gdyby wiedziała, pewnie nie pozwoliłaby sobie na tak swobodny żart. Coś w wyrazie twarzy Dægberhta zmiękło więc, na wspomnienie o siostrze, ale i od niewinności rozmowy niosącej w sobie pewien ciężar.
– Za co te przeprosiny? To bardzo dobrze, że trafiam słowami tam, gdzie chciałem.
W ogóle nie krył się w swoim flircie. Nie zamierzał jej w żaden sposób zwodzić, ani ubierać sytuacji w pokrętne metafory – trafiał nimi prosto do celu, świadom tego, że dziewczyna mogła nie chcieć w to brnąć. Jeśli by tak było – trudno, to przecież nie będzie pierwsze jego odrzucenie, ale przynajmniej oboje mogli być pewni, że znajdowali się na tej samej stronie.
Chwycił jej dłoń, ale nie zamknął jej w uścisku. Zamiast tego musnął wargami bladą skórę.
– Przedstawiałem się już, ale nie dodałem nic o tym, że mało kto zwraca się do mnie Dægberht. Przyjaciele mówią mi Flinty. A bilety… Cóż, to mogłaby być słaba niespodzianka, więc powiem z góry, że są to wejściówki do mugolskiego kina. Jeśli to nietrafiony pomysł, wciąż mogę wymienić je na wejściówki do The Globe. – To jest, do teatru Selwynów.
Dziewczyna ostatecznie wybrała ryzyko, a on dumnie poprowadził ją do sali kinowej pełnej młodych ludzi. Wtopili się w tłum tych kolorowych ptaków całkiem dobrze, bo się ciężko było wyróżnić w grupie tak kolorowej i żywej, jak to całe pokolenie pstrokatych kolorów.
@Cassandra Cavendish
Wyraźnie podobało mu się werbalne potwierdzenie tego, że był najpiękniejszym kwiatem w zasięgu jej spojrzenia i wyraz jego twarzy nie zmienił się nawet wtedy, kiedy zupełnym przypadkiem wymierzyła mu słowami policzek i dusza piekła go po nim jeszcze kilkanaście sekund.
Wyspy dzierżyły kiedyś dwóch Flintów. Było to tak intensywne, aby odbić na jego umyśle trwałe piętno – właściwie, to mimo upływu lat wciąż myślał o sobie jak o dwójce osób – bo Wulfwyn nigdy nie odnaleziono. Ani żywej, ani martwej. Nigdy tego rozdziału nie domknął. Mimo pochmurności z tego płynącej, nie dał się temu przytłoczyć – no bo przecież nie było w działaniu Cassandry celowości. Nie mogła, nie miała prawa wiedzieć o tym wszystkim co ciążyło mu na sercu odkąd młodsza siostra zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Gdyby wiedziała, pewnie nie pozwoliłaby sobie na tak swobodny żart. Coś w wyrazie twarzy Dægberhta zmiękło więc, na wspomnienie o siostrze, ale i od niewinności rozmowy niosącej w sobie pewien ciężar.
– Za co te przeprosiny? To bardzo dobrze, że trafiam słowami tam, gdzie chciałem.
W ogóle nie krył się w swoim flircie. Nie zamierzał jej w żaden sposób zwodzić, ani ubierać sytuacji w pokrętne metafory – trafiał nimi prosto do celu, świadom tego, że dziewczyna mogła nie chcieć w to brnąć. Jeśli by tak było – trudno, to przecież nie będzie pierwsze jego odrzucenie, ale przynajmniej oboje mogli być pewni, że znajdowali się na tej samej stronie.
Chwycił jej dłoń, ale nie zamknął jej w uścisku. Zamiast tego musnął wargami bladą skórę.
– Przedstawiałem się już, ale nie dodałem nic o tym, że mało kto zwraca się do mnie Dægberht. Przyjaciele mówią mi Flinty. A bilety… Cóż, to mogłaby być słaba niespodzianka, więc powiem z góry, że są to wejściówki do mugolskiego kina. Jeśli to nietrafiony pomysł, wciąż mogę wymienić je na wejściówki do The Globe. – To jest, do teatru Selwynów.
Dziewczyna ostatecznie wybrała ryzyko, a on dumnie poprowadził ją do sali kinowej pełnej młodych ludzi. Wtopili się w tłum tych kolorowych ptaków całkiem dobrze, bo się ciężko było wyróżnić w grupie tak kolorowej i żywej, jak to całe pokolenie pstrokatych kolorów.
@Cassandra Cavendish
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr